3 powody, dla których warto wyjechać nad Morze Bałtyckie zimą i wczesną wiosną!

Jeśli tak jak mnie – jeszcze do niedawna – wydaje się Wam, że jak urlop to „w lecie nad morzem, a zimą w górach”, to być może uda mi się tym postem przekonać Was, że tylko Wam się tak wydaje 🙂 W tym roku spędziliśmy tydzień nad morzem w zimowej aurze – i zamierzam co roku powtarzać taki kilkudniowy wypad. Dlaczego warto wybrać się w chłodne miesiące nad Morze Bałtyckie? Oto dlaczego:

  1. Ucieczka przed smogiem

W tym roku zarówno smog, jak i krążące w – jak by nie było – brudnym powietrzu wirusy, poważnie podkopały zdrowie całej mojej rodziny. Zaczęło się od przyniesienia ze żłobka przez starszaki początkowo nie groźnie wyglądającego wirusa, a skończyło się na wlekącej się za nami chorobie i zapaleniu płuc u najmłodszego członka rodziny 🙁 Zapewniam: trójka chorych dzieci w domu + dwójka ledwo wlokących za sobą nogami dorosłych = rodzicielskie wykończenie fizyczne i psychiczne murowane.

Gdy, jak spod gruzów, wykopaliśmy się z tego choróbska, a za oknem dzień w dzień i noc w noc czyhał na nas smog wawelski – postanowiłam coś z tym zrobić, by moje dzieci choć przez kilka dni mogły pooddychać świeżym powietrzem. Wyjazd w góry odpadał. Nasza świadomość zanieczyszczenia powietrza w Polsce jest już na tyle wysoka, że wiemy, że w miejscowościach górskich jakość powietrza bywa jeszcze gorsza niż w polskich dużych miastach. Pierwszym powodem tego jest ukształtowanie terenu – zazwyczaj miasteczka i wioski górskie położone są w dolinach, gdzie zbiera się wszystko to, co wydobywa się z kominów okolicznych domów. Drugim powodem jest to, że z tych kominów wydobywa się nie tylko dym ze spalonego węgla, ale i ze spalonych śmieci, gumy, plastiku, resztek z wyrobów skórzanych, itd. itp. Reasumując – dziękuję, nie jadę wdychać to „świeże”, górskie powietrze (i przy okazji płacić jeszcze opłatę klimatyczną).

Nadmorskie powietrze początkowo nas – podtrutych krakowskim smogiem – na tyle oszołomiło, że lekko się zachwialiśmy z wrażenia. Po kilku dniach widziałam jednak różnicę i u siebie i u dzieci w tym bardzo dosłownym złapaniu drugiego oddechu.

Niebagatelną rolę w chłodne miesiące odgrywa nadmorski jod – jest go wtedy najwięcej, a największe stężenie unosi się do 200 metrów od linii morza. Nic tylko spacerować i wdychać! 


  1. Cisza i spokój

Oczywiście dla rodziców dwóch dwulatków i jednego niemowlaka cisza i spokój to pojęcie baaaaaaaaaardzo względne – wszędzie i o każdej porze roku. Niemniej jednak w zimowej, nadmorskiej aurze można się zakochać. Nie ma tłumu turystów, parawanów na plaży, kolejek, korków, krzyków nie swoich dzieci 😉 – nie ma tego wszystkiego przez co nigdy nie wyjeżdżam nad Morze Bałtyckie w sezonie letnim. Jest za to przestrzeń, spokój, brak pośpiechu, prawdziwy odpoczynek i relaks… Jest bosko!

  1. Zimą i wczesną wiosną nad morzem jest taniej

Znacznie łatwiej i taniej można znaleźć nocleg – różnice bywają nawet dwukrotne w porównaniu z sezonem wysokim. Nasza pięcioosobowa rodzina zakotwiczyła w Hotelu La Siesta w Jastrzębiej Górze. I to był strzał w 10-tkę! Hotel położony jest zaledwie 100 metrów od plaży i to jego niezaprzeczalny atut. Nie bez powodu otrzymał certyfikat Hotelu Przyjaznego Rodzinie, bo pod wieloma względami spełnia oczekiwania i tych najmłodszych, i starszych gości hotelowych. Zresztą zobaczcie sami:

Pokoje

Z naszą sporą i jednocześnie niesforną gromadką zostaliśmy zakwaterowani w apartamencie rodzinnym składającym się z salonu, sypialni, łazienki i dwóch balkonów. Ta przestrzeń robiła dobrze i nam rodzicom, i dzieciom. Po pierwsze zmieściliśmy się z całym naszym pięcioosobowym majdanem. Po drugie dzieci miały miejsce na harce, wyścigi i zabawy w chowanego. Po trzecie zawsze mogłam się zamknąć w cichej sypialni z trzymiesięczną córeczką, gdy obie miałyśmy już dość tego rozgardiaszu robionego przez trzech chłopów 😉

Wszelkie akcesoria dziecięce – od łóżeczka dla niemowląt, poprzez wanienkę czy plastikowe sztućce – są dostępne na życzenie gości po uprzednim poinformowaniu o tym recepcji.

Posiłki

W cenie pobytu mieliśmy zagwarantowane bardzo urozmaicone śniadania oraz sycące, czterodaniowe obiadokolacje. Dania obiadowe na życzenie były przygotowywane w dwóch wersjach – np. filet z dorsza dla dorosłych vs. paluszki z dorsza dla dzieci. To rzeczywiście pomagało nam w spokojniejszym i sprawniejszym spożywaniu posiłków. Dodatkowo do obiadów zapewnione były napoje – woda, sok, kompot, herbata i kawa, a to nie zdarza się często w hotelowym menu.

Personel hotelu

Cały personel hotelu zasługuje na pięciogwiazdkową ocenę: recepcjoniści, kelnerki, panie sprzątające, konserwatorzy oraz kadra zarządzająca – wszyscy, ale to wszyscy uśmiechnięci, uprzejmi, tworzący bardzo przyjazną atmosferę tego miejsca. Powiecie: przecież to ich praca i obowiązek, muszą być uprzejmi dla gości hotelowych. Oj, powiem Wam, nie jest to takie oczywiste, ponieważ nie widzieliście moich dwuletnich bliźniaków w akcji. Bywają nieprzewidywalni w domu, ale w nowym miejscu robią się nieprzewidywalni do potęgi n-tej: krzyki i piski radości przeplatają się z płaczem, buntem i tupaniem nogami. Do tego dochodzą gonitwy i bójki na żarty i na serio (tak, tak, wspominałam coś wcześniej o ciszy i spokoju nad morzem… ekhm…).

W każdym razie uwierzcie mi: personel hotelu nie dał nam odczuć, że z nami i naszymi dziećmi jest coś nie tak – nawet jeśli momentami mógł tak sobie pomyśleć. Na pewno znacie te spojrzenia głównie tych, którzy jeszcze nie mają swoich dzieci, z których to spojrzeń można wyczytać tylko jedno: „Moje dziecko na pewno tak robić nie będzie!”. Taaaak… też tak kiedyś myślałam 😉

Atrakcje dla dzieci i rodziców

Hotel wyposażony jest w jedną z najfajniejszych sal zabaw dla dzieci jakie udało się nam dotychczas odwiedzić. Przede wszystkim wrażenie robi latarnia morska, na którą wychodzi się po krętych schodach i zjeżdża rurą obok. Jest też ściana-tablica kredowa, dwie mniejsze zjeżdżalnie, domek, wiele klocków, lalek, książeczek, gier planszowych i najważniejsze dla moich dzieci: sporo samochodów, ciężarówek, betoniarek i innych pojazdów. Sala jest tak fajnie przygotowana i wyposażona, że moje dzieci nie chciały z niej wychodzić po dobroci. A wiadomo jak zazwyczaj kończą się pertraktacje z dwulatkami… Z drugiej jednak strony ta sala była wybawieniem i złapaniem oddechu dla rodziców nazbyt ruchliwych bliźniaków 😉

Kolejną atrakcją jest codzienne karmienie królików hotelowych – co prawda w sezonie zimowym króliki muszą przebywać w tymczasowej klatce tuż obok recepcji, ale już w ciepłe miesiące przenoszone są do ogrodu, gdzie mogą cieszyć się bardziej naturalnym dla siebie środowiskiem.

W restauracji i sali śniadaniowej przygotowane są stoliczki dla dzieci.

Na starsze dzieci czekają piłkarzyki (jedna z moich ulubionych gier z dzieciństwa) i konsola z grami komputerowymi (do tej pory nieznane mi urządzenie).

W ogrodzie dzieciaki mogą korzystać z kolejnej atrakcji – dużego, zewnętrznego placu zabaw, jednak my ze względu na zimową aurę nie bywaliśmy tam zbyt często.

Dla rodziców został przygotowany klimatyczny „kącik rodzica” – tuż obok sali zabaw dla dzieci. Są tam książki, stolik do gry w szachy, telewizor, konsola do gier (podobno dorośli też grają ;-)), radio i odtwarzacz cd. Nie muszę chyba dodawać, że my jako rodzice trójki dzieci poniżej 2,5 roku KAŻDE (!), korzystaliśmy z kącika dla rodziców aż zero razy…

To samo tyczy się strefy wellness – istnieje taka w hotelu, ale dane mi było oglądać ją jedynie na prospektach.

W planach hotelu jest budowa basenu co niewątpliwie jeszcze bardziej uatrakcyjni urlopy z dzieciakami o każdej porze roku.

Wycieczki po okolicach

Jastrzębia Góra położona jest w miejscu najbardziej wysuniętym na północ naszego kraju. Jednocześnie jest tu „wszędzie blisko”. Do Jastarni i Juraty – 30 km. Na Hel – 40 km. Do Sopotu i Gdańska – ok. 60 km. Do Łeby i Słowińskiego Parku Narodowego – ok. 66 km. Jest to idealna baza wypadowa na kilkugodzinne czy jednodniowe wycieczki po nadmorskich okolicach. My ze względu na 3-miesięcznego niemowlaka nie rozpędzaliśmy się za daleko, ale kilka krótkich wycieczek udało się nam uskutecznić. Zdarzało się nam rozdzielać z mężem, tak by każdy z chłopców miał jednego rodzica tylko dla siebie – u nas bardzo fajnie to działa i z dużą korzyścią dla dzieci, ponieważ potrzebują również takiej indywidualnej atencji. A było nam tak:

Jastarnia i Jurata

Hel 

Jastrzębia Góra

Mam nadzieję, że przekonałam Was do odwiedzenia w chłodne miesiące naszych przepięknych plaż i morza – ja jestem w nim absolutnie zakochana, ale przyjeżdżam tu z rodziną tylko poza sezonem. A jakie są Wasze ulubione miejscówki nad Bałtykiem?


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Kiedyś miłośniczka podróży i przygód podwyższających adrenalinę. Obecnie uskutecznia głównie podróże pojazdem trójkołowym do klubu malucha i z powrotem, a adrenalinę ma wiecznie podwyższoną poczynaniami wszędobylskich, bliźniaczych potomków. Kocha swoją rodzinę, przyjaciół, dobry film i jeszcze lepszą książkę, fotografię, Kraków, kawę z pianką, jazdę na motorze i bycie mamą.

Dyskusja2 komentarze

  1. Marta (mama dwóch córek)

    Próbowałam już skomentować zaraz po tym, jak podesłałaś mi link, ale coś się nie udało- może tym razem będę miała więcej szczęścia!

    Jak wiesz, mamy nad morze „trochę” bliżej od Was… Co najlepsze- zazdrości nam tego pół mojej rodziny spoza Szczecina. Gdyby biedacy wiedzieli, że w sezonie, dokładnie wtedy, kiedy Oni marzą, aby smażyć się na plaży, my nie jeździmy tam w ogóle! Nie mam niestety latem żadnej przyjemności z pobytu na plaży choćby godzinę! Upominać co chwilę dzieci, żeby uważały, na pana, panią, pieska (tak, niestety)? Z drugiej strony, wściekać się o to, że inni ludzie zachowują się tak, jakby byli na tej plaży sami? Nie, dziękuję. Nie jestem masochistką. Jeśli gdzieś jadę, to chcę odpocząć, korzystać… Bałtyk w sezonie mnie po prostu męczy. Uwielbiam go za to w bardzo nietypowe miesiące- październik, marzec… Czasem jeszcze w maju, ale wtedy zaczyna już być tłoczno.

    Cieszę się, że wypoczęliście. Mam nadzieję, że zdrowotnie też na plus. Hotel wydaje się być wymarzony dla rodzin z dziećmi. Ujęły mnie te schodki dla najmłodszych do recepcji. Zauważyłaś, że nigdzie nie ma takiego udogodnienia dla dzieci? Przynajmniej ja się z nim nie spotkałam, a przecież dzieci zawsze, ale to zawsze są ciekawe, co robi taka pani, co też Ona może tam pisać, a może chowa coś fajnego? 🙂 Heh, my przy takiej, a nie innej różnicy wieku u dzieci, też jeszcze nie korzystamy z udogodnień i kącików dla rodziców, ale chyba zaczynamy zbliżać się do tego magicznego momentu. Oł jeeee 🙂

    • Hej Marta!
      Ja też Ci zazdroszczę bliskości morza – odległość jest podobna jak nasza do gór i… też nie jeździmy tam w sezonie letnim, bo to samobójstwo 😉 Pamiętam moją podróż nad morze zaraz po maturze – 12 godzin pociągiem… W korytarzu! Ale wtedy, to była część frajdy 🙂 Teraz 6 godzin pociągiem, albo ok. 7 samochodem (mamy od Krakowa do Gdańska autostradę!). Na nowo zakochałam się w naszym polskim morzu, choć ceny i warunki o jakich piszesz w sezonie są nieakceptowalne.
      A hotel rzeczywiście jest przyjazny dzieciakom, schodki – super pomysł! Tylko że moi gangsterzy od razu rozpracowali wizytówki i ulotki 😉
      Buziaki!

Skomentuj

Ładowanie