Agresja wobec dziecka – zawsze reagować czy nie wciskać nosa w nie swoje sprawy?

„Brawa dla Pani która dziś w przychodni po 8 godzinie, szarpnęła dziecko (dziewczynkę nie starsza niż 1,5/2 latka) z impetem za rękę do tego stopnia, że musiała jechać z dzieckiem na dyżur!!! Oczywiście zgłosiłam sprawę natychmiast dla Pani wiadomości. Na Pani „nieszczęście” wszystko widziałam. I Pani córeczka NIE UPADŁA na rękę tak jak się Pani w panice tłumaczyła… Przychodnia złożyła zawiadomienie. Cierpliwości kobieto to jest malutka dziewczynka!!! Mam nadzieję, że to Panią coś nauczy i nie będzie Pani taka agresywna do własnego dziecka… przykro mi strasznie!!!! Mam nadzieje ze dziewczynka „Antosia” czuje się lepiej”.

Taki post zamieściła ostatnio kobieta  w grupie matek z mojego miasta. Oczywiście opisana historia podzieliła matki i wywołała falę dyskusji na temat zajścia. Część kobiet uznała postawę autorki postu za heroiczną i godną naśladowania.

***

„To przerażające co sie dzieje… Kazdy z nas ma czasem dosc ale to nie powód by dopuszczać sie takich rzeczy niestety jako mamy musimy zachowac zimna krew i opanowanie bo to przecież nasze cudowne skarby które kochamy i nie mozemy ich krzywdzic w żaden sposób”.

***

„Ja rozumiem można stracić cierpliwość ale wyżywać się na dziecku i do tego takim małym dziecku to jeszcze głupoty”.

***

„Ludzie są okropni… Rozumiem wszystko… każdy może stracić cierpliwość, ale bez przesady. Przecież to Male dziecko. Nie rozumie wszystkiego. Szarpnac tak, żeby było to widać na ręce? Brak słów”.

Nie obyło się też bez zaprezentowania drugiej strony medalu:

***

„Wiadomo ze zle ta kobieta zrobila ale kurcze jak mozecie chciec aby jej zabrali dziecko. Nie powinno sie tlumaczyc takiego zachowania ale nie wiemy czy to pierwszy raz czy kolejny. A moze stalo sie w jej zyciu cos i zamiast trzymac zlosci w sobie zrobila krzywdę dziecku. Moze teraz jest jej bardzo zle to co zrobila. Napewno powinna isc na terapie a nie odrazu zabierac dziecko od matki chyba ze po wygladzie koboety mozna stwierdzic ze to patologia”.

***

„Tez tak uwazam. Moze to byl pierwszy raz i nie ma na to usprawiedliwienia ale moze w zyciu tej kobiety wydarzylo sie cos strasznego ..moze teraz placze w poduszke bo zrobila krzywde swojemu skarbowi:( a dziecko napewno nie będzie szczęśliwe jesli ktos przyjdzie i je zabierze”.

I bądź tu mądry. Autorka postu ostatecznie odebrała prawa do komentowania, uznając, że jej wpis zalała fala hejtu. Nic dziwnego – temat kontrowersyjny. Jakie jest moje zdanie?

Od początku. Moje dzieci to żywe srebra. Biegają, wspinają się, jeżdżą na rowerach. Nie dalej jak wczoraj jedna z córek zdarła całe kolano podczas zabawy u dziadków. Na pierwszy rzut oka – rodzina patologiczna. Brudne, umorusane, siniaki na nogach, blizny na łokciach. Zawsze śmialiśmy się z moim mężem, że jeśli trafimy na jakąś nadgorliwą przedszkolankę, zawiadomi MOPS. Śmialiśmy się, bo doskonale wiemy, że dziecko bywa posiniaczone, brudne i miewa odartą skórę. Jak jednak odróżnić siniak na plecach po upadku ze zjeżdżalni od siniaka na plecach po uderzeniu przez osobę dorosłą? Nie wiem. Nie znam się. Dlatego zanim osądziłabym sytuację, zastanowiłabym się przynajmniej kilka razy i przeprowadziła śledztwo.

Autorka cytowanego postu napisała w późniejszych komentarzach, że kiedy widzi przemoc, reaguje.

 Jaka jest jednak jej definicja przemocy? Czy miała dość czasu, aby przeanalizować sytuację? Czy rzeczywiście mała dziewczynka doznała aż takiego urazu? Czy matka nie pociągnęła jej tak, jak każdej z nas zdarza się pociągnąć nasze dziecko, kiedy jest nieposłuszne od dłuższego czasu? Nie wiem. Nie było mnie tam. Jednak byłabym daleka od wykonywania donosu na matkę przed odbyciem z nią rozmowy w cztery oczy.

Zgadzam się z hasłem: widzisz – reaguj.

Jednak reakcją nie może być natychmiastowa chęć odebrania dziecka matce, która pociągnęła je za rękę, wychodząc z przychodni. Jest to dla mnie okrutne i niezrozumiałe. Jeśli jesteś bez winy, pierwsza rzuć kamień. Nie wierzę w anielską cierpliwość w macierzyństwie, nie wierzę w idealne matki, nie ufam przesłodzonym fejsbukowym obrazkom. Reaguję, kiedy mam pewność. W pracy, na ulicy, w przedszkolu. Nie wcześniej.

A Ty? Po której stronie stoisz? Rzucisz kamieniem?

*** – pisownia oryginalna autorek


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja2 komentarze

  1. Ja byłam świadkiem jak matka bije dziecko po buzi, okładała go dosłownie. Chłopiec miał ok 8 lat, może więcej. Byliśmy na wakacjach za granicą, pierwszy raz widziałam jak go bije, bo (na tyle ile zrozumiałam) on chciał jeszcze się kąpać w basenie i prosił ją żeby się zgodziła, a ona odmawiając mu biła. Druga sytuacja miała miejsce na plaży, tłum ludzi, chłopczyk chce się jeszcze kąpać, ona się nie zgadza, on ją prosi, ona znowu bije, krzyczy, okłada go po całym ciele. Ludzie patrzą, nikt nie reaguje. Ona wyciąga go na siłę z morza, no płacze, ona dalej bije.
    Jak miałam się zachować? Nie znam języka, nie wiedziałam jak zareagować. Aż dziwne, że takie matki istnieją. Ja pozostałam bierna i do dziś myślę co miałam zrobić, jak zareagować?

  2. Tak naprawdę nigdy nie wiadomo, jak zareagować. Jesteśmy zbyt dobrze wychowani, nie wtrącamy się w nie swoje sprawy, a jednak… może czasem warto, może mogłoby to cokolwiek zmienić… Czasu nie cofniesz, przestań się zadręczać.

Skomentuj

Ładowanie