Antybiotyki i antybiotykooporność u dzieci

Byłam chorowitym dzieckiem. Jako mała dziewczynka ponoć rzadko chorowałam, ale potem było tylko gorzej. Wizyta u lekarza, diagnoza, antybiotyk. Schemat powtarzał się za każdym razem. Moja mama nie miała dostępu do Internetu, znajomego lekarza, a i świadomość skutków ubocznych stosowania antybiotyków była ponad 20 lat temu nieco mniejsza. Stąd też dzisiaj – mam wrażenie, moja odporność nie istnieje – choć powoli ją odbudowuję. Odkąd sama odpowiadam za siebie i sama udaję się do lekarza, za antybiotyki dziękuję. Oczywiście takie samo podejście mam w stosunku do leczenia moich dzieci.

Nasza lekarka za każdy razem stwierdza u małego anginę i przepisuje znany już nam amotaks albo zinnat. Początkowo nie protestowaliśmy, jednak coraz bardziej zaczęło nas to zastanawiać i irytować. Postanowiliśmy, że zmienimy lekarza”.

– Bożena mama 7-letniego Adasia, żona mojego kuzyna miała dosyć faszerowania lekami. Zapytałam ją, czy kiedykolwiek lekarka zrobiła jej synowi badanie krwi, czy kiedykolwiek zleciła antybiogram. Oczywiście odpowiedź była negatywna.

Co daje nam badanie krwi? Niektóre parametry wskazują na wirusa, a jak wiadomo antybiotyk na wirusa nie pomoże. Co daje nam antybiogram? Wykonany przez nawracających infekcjach, gdzie nie wiemy, które bakterie tym razem zaatakowały nasz organizm oraz na jakie leki są oporne, pozwala ocenić jasno sytuację i dobrać odpowiedni lek, który będzie skuteczny, a nie spowoduje jedynie osłabienia układu odpornościowego.

Rozmawiając z wieloma młodymi mamami dochodzę do wniosku, że niemal każda wizyta u lekarza przy kaszlu i temperaturze kończy się wypisaniem antybiotyku. Po zwykłym osłuchaniu i wywiadzie. Znam wiele mam, które nie protestują i pokornie przyjmują zalecenia lekarza. Ja należę do tych pyskatych nielubianych. Zawsze przypominam, że jestem przeciwniczką podania antybiotyku, co moja pediatra już doskonale wie. Zawsze przyjmuje więc taktykę, że robimy, co możemy, żeby pozbyć się niechcianych objawów, a dopiero, kiedy środki zachowawcze zawodzą, podaje antybiotyk. W ciągu trzech lat życia dziewczynek, możemy policzyć na palcach jednej dłoni, ile razy finał był inny niż oczekiwaliśmy.

Skąd mam wiedzieć, czy rzeczywiście antybiotyk jest konieczny? Nie jestem lekarzem. Ufam, że skoro go przepisuje fachowiec, to należy go podać”.

Takie argumenty pojawiają się w rozmowie z moimi koleżankami, których dzieci dostają w trakcie jednego sezonu jesienno – zimowego 4 lub 5 różnych antybiotyków. Zgadzam się – nie jesteśmy od tego, żeby wiedzieć, kiedy podać taki, a nie inny lek, ale z drugiej strony, jeśli nie podoba nam się, że znowu przepisano nam niechciany antybiotyk – zawsze możemy skonsultować przypadek z innym lekarzem.

Antybiotyki to nie cukierki ani witaminy. Naukowcy już dzisiaj alarmują, że za kilka lub kilkanaście lat znajdziemy się w sytuacja sprzed pół wieku – kiedy antybiotyków po postu nie było, bo na te funkcjonujące dzisiaj bakterie zwyczajnie się uodpornią. Zjawisko to nazywa się antybiotykoopornością.

Czy na pewno każdy katar i kaszel z lekko podwyższoną temperaturą ciała wymaga podania antybiotyku? Nie. Co zamiast? Pytacie najczęściej w grupach rodziców lub na forach.

Przecież nie będę wracała do metod mojej mamy czy babci i leczyła dziecka sokiem malinowym albo czosnkiem”.

przeczytałam ostatnio w jednej z takich grup. Otóż – ja – może jestem staroświecka (wolę określenie tradycjonalistka) – chętnie wracam do wszystkiego, co babcine, naturalne i … skuteczne. Mój 90-letni dziadek Alfred co roku sam produkuje syropy z podbiału i sosny, sok z czarnego bzu, zbiera zioła, z których napar stosuje przy rozmaitych dolegliwościach. Ile razy jego soki i syropy pomogły mi pozbyć się kaszlu, nie wspomnę już o soku spod kapusty kiszonej, który pomógł mi z całą pewnością w odbudowaniu wyjałowionego układu odpornościowego.

Nie popadajmy jednak w skrajności. Co prawda antybiotyki nie zabiją wirusów, ale są choroby, przy których podanie ich jest konieczne. Najczęściej podawane są przy zapaleniu płuc, stanach zapalnych zatok, ucha, dróg moczowych. Najlepiej zastosować te, które działają jednocześnie na wiele typów bakterii. Aby dobrać odpowiedni lek potrzeba zaangażowania i doświadczenia lekarza prowadzącego.

Mamusie, kto dzisiaj na dyżurze?” –najczęściej pytacie na fejsbukowych grupach mam. Macie świadomość, że są Lekarze i lekarze. Aktualnie przebywamy na feriach u dziadków. Jedna z moich córek zachorowała. Nie podobał mi się jej kaszel. Nie chcieliśmy wracać, ale z drugiej strony chciałam mieć pewność, że płuca i oskrzela są czyste. Poszliśmy więc do lekarza NFZ. Przyjęła nas niemiła kobieta, która – jak się okazało – miała poglądy podobne do moich. Nie zbyła nas, nie zatkała ust kolejnym bezsensownie przepisanym antybiotykiem, które może akurat zadziała – ale wnikliwie zbadała i poleciła zastosować leki hamujące rozwój choroby, z zaznaczeniem, że możemy otrzeć się o zapalenie oskrzeli. Dajmy sobie czas – podsumowała. I słowa te najlepiej obrazują moje podejście do kwestii podawania antybiotyków.

Jak jest u Was? Jak zachowują się Wasi lekarze? Antybiotykolubni? Czy antybiotykooporni?


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja2 komentarze

  1. Dobry temat. Ja jestem chorowitym dzieckiem od urodzenia. Antybiotyk zawsze byl przepisywany. Zawsze mam zapalenie ktore wiaze sie z bakteriami w gardle. Zawsze zawalone zatoki. A od wrzesnia lekarze u mnie na osiedlu postanowili ze nie przepisujemy antybiotykow tylko leki po 100zl ktore nic nie daja. Prosze sobie wyobrazic od wrzesnia nadal sie mecze. Nie moge leczyc sie ziolami bo to powoduje u mnie bkegunki, wymioty…

    • Mam podobne dolegliwości. Może warto spróbować soku spod kiszonej kapusty. Mój Foniatra polecił na przesuszone gardło. Poprawa zauważalna, odporność lepszą. Na zatoki nie pomaga, dalej się z nimi borykam.

Skomentuj

Ładowanie