Blaski i cienie porodu – czy w Polsce można rodzić po ludzku?

Moja najlepsza przyjaciółka wyjawiła mi ostatnio, że jest w drugiej ciąży. Bardzo się ucieszyłam, polały się łzy wzruszenia. Po powrocie do domu, zaczęłam wspominać okres swojej ciąży, a także – chcąc nie chcąc – porodu i połogu. Jednocześnie w moje ręce za sprawą mediów trafiły fragmenty raportu fundacji „Rodzić po Ludzku”.

Niby wynika z niego, że spora część kobiet dobrze i bardzo dobrze ocenia szpitalną opiekę poporodową (36-38%), ale jednak połowa z nich doświadczyła przemocy słownej i fizycznej.

Od razu przypomina mi się położna Tamara, która przemocy słownej używała wobec mnie przez cały czas mojego poporodowego bytowania na porodówce. Hasła typu: Nie użalamy się nad sobą, tylko wreszcie ruszamy tyłek pod prysznic – trzy godziny po cesarskim cięciu albo Ibuprom nie pomógł? Nic innego nie mogę zaoferować. Nie przesadzamy. Strasznie miękkie jesteśmy – tuż po cc. Nie wspomnę o śmiechu i szyderczym wyrazie twarzy, gdy z trudem przekręcałam się na drugi bok. I jeszcze ciągłe skargi do ordynatora, że ta to tylko narzekać potrafi, jakby innym się macica nie kurczyła.

Mam ogromną nadzieję, że ta młoda dama nie pracuje już na porodówce. Mam też wyrzuty sumienia, że być może kontynuuje swoją „karierę zawodową”, bo pacjentki takie, jak ja nie złożyły na nią skargi. Wtedy wydawało mi się, że ma rację. Że najwyraźniej jestem jakimś słabszym ogniwem, które jako jedyne nie radzi sobie z sytuacją.

Jednak to nie tylko moje odczucia. Kobiety na sali porodowej i poporodowej doświadczają szantażowania, wyśmiewania, grożenia, obrażania, niestosownych komentarzy, przywiązywania nóg do łóżka porodowego. Brzmi strasznie i niewiarygodnie, a jednak. Jedna z moich koleżanek spytała położną o znieczulenie – odpowiedź uzyskała dopiero wtedy, gdy było za późno na jego podanie. Inna, skromna dziewczyna o wyjątkowej urodzie, usłyszała, że szpital to nie buduar i że mogłaby mieć choć trochę wstydu – tylko dlatego, że przyszła w koszuli nocnej z kawałkiem koronki.

Raport mówi też o tym, że procedury procedurami, a personel hulaj dusza. Ponad połowa ankietowanych kobiet przyznała, że nikt nie zapytał, czy życzy sobie obecności studentów podczas badania, że słowo takie, jak intymność w szpitalu w ogóle nie istnieje. Szczerze – jestem jedną z tych kobiet. Ostentacyjne podnoszenie kołdry przy przyszłych lekarzach, ugniatanie moich piersi co kwadrans w obecności innych pacjentów i ich rodzin – byłam tak zażenowana i zawstydzona, że nie zrobiłam zupełnie nic.

Co najgorsze, tylko 3% kobiet złożyło skargę w związku z nadużyciami, choć miały one poczucie, że do pewnych zachowań są przymuszane, że ich zdanie jest lekceważone. Mam wrażenie, że tuż po urodzeniu dziecka – w szczególności pierwszego – znajdujemy się w jakiejś matni, z której trudno nam się wydostać, a już na pewno nie myślimy o tym, że być może któraś z procedur jest pomijana.

Jedyna poprawa to mniej nacięć krocza, choć i to nie jest jakoś wielce pocieszające, bo 12 lat temu 20% kobiet udało się go uniknąć, a dziś połowa należy do tej szczęśliwej grupy. Wciąż jednak zostaje drugie 50%. I tutaj też, moja przyjaciółka podkreśla, że musiała podnieść głos i wrzaskiem domagać się, by tego nie robiono. Reakcja natomiast to pobłażliwy uśmiech i komentarz: Jak trzeba będzie, to i tak się potnie.

Cieszmy się, że osoby bliskie towarzyszące rodzącej nie muszą ponosić z tego tytułu opłat, że więcej jest sal pojedynczych do porodów rodzinnych. W Polsce Standardy Opieki Okołoporodowej są bardzo powoli wdrażane, zatem na lepsze musimy jeszcze sporo poczekać. Może nasze córki poznają dopiero w praktyce hasło, będące nazwą fundacji przygotowującej raport i urodzą po ludzku.

*źródło: http://twojezdrowie.rmf24.pl/aktualnosci/news-raport-o-porodach-w-polsce-przemoc-slowna-i-fizyczna-pracown,nId,2599810


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie