Ciąża zagrożona

Upał za oknem, rodzinne wyjazdy, zabawy z dziećmi na placu zabaw do zmierzchu. Niby nic, codzienność, ale nie dla każdej mamy…

U większości z nas scenariusz zapewne był taki sam – dowiadujesz się, że zostaniesz mamą, brak Ci słów, serce tłucze się jak oszalałe, a w brzuchu kręcą się motyle. Jednak u niektórych mam stan euforii szybko został przerwany zaleceniem lekarza prowadzącego – Proszę leżeć, ciąża jest zagrożona…

Chciałabym opowiedzieć dziś Wam kilka historii, jedna z nich jest moja, a może także Twoja?

Bożena:

Długo czekaliśmy na upragnionego dzidziusia. Mieliśmy wszystko, do pełni szczęścia brakowało nam jedynie owocu naszej miłości. Nieoczekiwanie, po miesiącach starań podczas wizyty u lekarza, który miał leczyć nieznaną przyczynę naszych niepowodzeń, okazało się, że jestem w ciąży. Nie mogłam w to uwierzyć. Niestety, nasza radość nie trwała długo. Zaczęło się plamienie, potem krwawienie…

Po poronieniu zacisnęłam zęby i obiecałam sobie, że niedługo będę mamą. I stało się, ale tym razem w moim brzuchu rozwijały się bliźnięta! Jakież było nasze zaskoczenie! Mimo radości ciągle towarzyszył mi strach. Co pół godziny wędrowałam do łazienki, by sprawdzić, czy nie zaczęło się plamienie. Czułam się świetnie, aż w 10 tygodniu nadeszło to, czego się najbardziej bałam. Dobra wiadomość była taka, że jedno z dzieci żyło. Kazano mi leżeć i czekać na rozwój wypadków. Z drżącym sercem chodziłam do ubikacji, wstawanie z łóżka ograniczyłam do minimum, mąż przejął wszystkie obowiązki, a jedzenie podstawiał mi pod nos. Ja tylko leżałam, czytałam, oglądałam telewizję. Czy wiecie, że leżenie może boleć? Oj, tak, może! Niektórzy mówili, że fajnie tak sobie poleżeć. Ale czy chcieliby robić tylko to przez 6 tygodni? Na szczęście tylko 6. Potem wszystko się uspokoiło, a my zostaliśmy rodzicami. Choć moje drżenie o dziecko trwało aż do dnia porodu (co ja mówię, trwa do dziś).

W kolejnej ciąży także przeżyłam chwile grozy podczas plamienia, a potem krwotoku w pierwszych tygodniach. Rozwój wypadków był klasyczny, tylko z jednym wyjątkiem, miałam małe dziecko, które potrzebowało mamy na pełen etat. Były to bardzo trudne chwile. Ze łzami w oczach odmawiałam dwuletniemu synkowi wzięcia na ręce, spacerów czy szaleństw na dywanie. W opiece nad nim podczas nieobecności męża wyręczała mnie niania. A co z ciężarnymi, które nie mogą sobie pozwolić na taką pomoc? – ciągle zadawałam sobie to pytanie.

Na szczęście, w drugim trymestrze wszystko się uspokoiło, a nasza trójka czekała na pojawienie się kolejnego członka rodziny.”

Zosia:

Fantastycznie, jestem w ciąży – krzyknęłam, zerkając na dwie czerwone kreski. Od razu zaczęłam snuć plany. Koniecznie pójdę na zwolnienie i spędzę te 9 miesięcy tak, jak tylko mi się zamarzy. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Wczasy, wyjazdy, chodzenie po górach, jazda na rowerze, koncerty i wieczorne wyjścia ze znajomymi. Nic mnie nie ograniczało, nic nie było mi straszne. Czułam się świetnie, nic mi nie dolegało, dziecko rozwijało się książkowo.

Nadszedł trzeci trymestr. Zaczęłam kompletować wyprawkę, rozglądać się za rzeczami niezbędnymi do wyposażenia pokoiku dla małej księżniczki. Kolejna wizyta u lekarza, ot co. – Szyjka się niebezpiecznie skróciła, proszę jak najwięcej leżeć – usłyszałam. Leżeć???? Ja??? Aktywna dziewczyna ćwicząca codziennie jogę i chodząca na długie spacery? Nic bardziej nie mogło mnie zaskoczyć. Nie rzuciłam się jednak od razu na łóżko. Tak szybko się nie poddaję. Ograniczyłam wysiłek i ruch, ale podczas następnej wizyty lekarz mnie skarcił i ostrzegł, że szyjka jest jeszcze krótsza. Poczułam się przyparta do muru. Położyłam się do łóżka na te ostatnie tygodnie, a rzeczy dla dziecka musiał wybierać mój mąż. Nagle dni strasznie się wydłużyły, choć kiedyś wydawało mi się, że doba jest za krótka. Na początku zamierzałam je po prostu przespać, ale bezsenne, duszne, letnie noce chyba były jeszcze gorsze. Mąż starał się jak umiał, ale z niektórymi obowiązkami zupełnie sobie nie radził. Przerażała mnie góra kurzu, która rosła na meblach i sterta ubrań błagających o wyprasowanie. Wiedziałam, że wszystko czeka, aż znów będę mogła wstać z łóżka. Upragniona chwila nadeszła w 38 tygodniu ciąży – Teraz może już pani chodzić – powiedział ginekolog podczas ostatniej wizyty. A za kilka dni urodziło się nasze maleństwo.”

Ewelina:

Po latach starań o dziecko i poronieniu we wczesnych tygodniach ciąży byłam załamana. Bałam się, że nie zostaniemy rodzicami. Niespodziewanie jednak znów zobaczyłam pozytywny wynik testu ciążowego. Moja radość nie miała granic, ale po chwili przyszedł lęk i dręcząca myśl – Czy tym razem się uda?

Czułam się dobrze, chodziłam do pracy, starałam się żyć normalnie. Jednak podczas wizyty u ginekologa na początku drugiego trymestru usłyszałam, że, owszem, dziecko rozwija się prawidłowo, ale mój organizm nie daje sobie rady. Kazano mi odpoczywać w pozycji leżącej i wręczono zwolnienie lekarskie. Kolejne kontrole nie wnosiły niczego nowego. Ciągle słyszałam – Jeszcze więcej leżeć. Pełnia lata za oknem, żar leje się z nieba, w ogrodzie krzewy uginają się pod ciężarem sezonowych owoców, a ja przykuta do łóżka. Ile można czytać? Jak długo słuchać muzyki? Całe szczęście, że rodzice mieszkają blisko i często mnie odwiedzali, przynosząc najróżniejsze przysmaki.

Jednak to nie koniec mojej ciążowej udręki. Wyniki kolejnych badań mnie powaliły – kłopoty z tarczycą i wzrokiem, cukrzyca ciążowa, skracająca się szyjka oraz hipotrofia płodu. Czy można wylosować więcej? Pewnie tak, ale i to było już dla mnie za dużo.

Skończyły się przysmaki od rodziców, a moje dni wypełnione były jedynie porami posiłków i pomiarów poziomu cukru we krwi. Ważenie jedzenia, przeliczanie wymienników węglowodanowych, a wraz z rozwojem ciąży także aplikowanie insuliny. Zacisnęłam zęby dla dziecka, chciałam zrobić wszystko, żeby urodziło się zdrowe. I takie też przyszło na świat, choć trochę chude i malutkie. Postanowiłam jednak, że więcej dzieci mieć nie będziemy, bo drugi raz tych wszystkich przeciwności nie udźwignę.”

Przytoczyłam tylko kilka historii, choć zapewne jest ich mnóstwo. Chciałam, żebyście wiedziały, że nie jesteście same.

Wszystkie jesteśmy dzielne, bo jesteśmy matkami. Jednym z nas dane było beztrosko cieszyć się okresem ciąży, inne odliczały tygodnie, leżąc w łóżkach. Ale najważniejsze jest to, że nasze maluchy są z nami, a my możemy codziennie patrzeć, jak rosną i uczą się nowych rzeczy.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Nauczycielka języka polskiego w jednej z krakowskich szkół podstawowych. Szczęśliwa żona i mama trzyletniej Anieli oraz rocznego Kajetana. Pasjonatka aranżacji wnętrz w stylu skandynawskim stale zmieniająca wystrój swego domu. Wielbicielka podróży, literatury, filmu oraz szybkich samochodów. Kocia mama wrażliwa na los bezdomnych zwierząt. A także miłośniczka zdrowego jedzenia stale ukrywająca się przed dziećmi z kostką czekolady w ustach.

Skomentuj

Ładowanie