Co czytać i czego NIE czytać najmłodszym?

Często pytacie nas: co czytać Waszym najmłodszym pociechom, by nie tylko zapewnić im bliskość, rozwijać ich umysły, ale także, by kształtować w nich wrażliwość, wzbogacać zasób słów, wskazywać przykłady godne naśladowania.

Zazwyczaj odpowiadam: po prostu czytajcie. Czytanie ma same zalety, o czym wspominałam już w tym poście. Jednak, rzeczywiście, to, co czytamy nie do końca jest bez znaczenia. Szczególnie jeśli mówimy o najmłodszych czytelnikach, a właściwie słuchaczach lektur.

Na własnym przykładzie przekonałam się, że niektóre z wybranych przeze mnie pozycji – mimo mej dobrej woli – wywarły nieco inny od spodziewanego efekt.

Czego więc NIE czytać trzylatkom?

No cóż, jestem absolwentką filologii polskiej, więc zapamiętałam z literatury dziecięcej i młodzieżowej, że baśnie braci Grimm są bardziej odpowiednie dla dorosłego niż dziecka. Podobnie rzecz ma się z francuskimi baśniami spisanymi później przez Charlesa Perraulta. Czy wiedzieliście, że w oryginale wilk z „Czerwonego Kapturka” wlewa krew babci do butelki, książę ze „Śpiącej Królewny” gwałci ją przed przebudzeniem pocałunkiem, „Kopciuszek” ucieka od ojca, który chce ją poślubić i ma kazirodcze zapędy?  No dobrze, ale cóż złego jest w ich nieco mniej makabrycznych wersjach stworzonych przez rozmaite wydawnictwa? Otóż, nawet jeśli nie przeczytamy dziecku oryginału, w którym autorzy nie stronili od gwałtów, krwi lejącej się strumieniami, kawałków ciała pokrojonych w plastry, to i tak pewne elementy pozostawiają wiele do życzenia. Nie pomyślałabym o tym sama, a jednak moje córki szybko wychwyciły pewne szczegóły, które przeniosły do swoich zabaw.

Otóż zaczęły bawić się lalkami i w niemal każdej odgrywanej scenie matka na początku umierała. Zapytałam zdziwiona, dlaczego lalki nigdy nie mają swojej mamusi. Odpowiedź była prosta: przecież mama Kopciuszka umarła, mama Jasia i Małgosi umarła, mama Belli z „Pięknej i bestii” umarła, mama Śnieżki umarła. Dopiero wówczas zaczęłam się zastanawiać i przyznałam im rację. Wszystkie poznane ostatnio bohaterki były półsierotami.

Co jeszcze zauważyły bystre trzylatki?

Otóż po jednej ze skończonych siostrzanych kłótni spytały mnie: czy ty też zostawisz nas w lesie, jeśli będziemy się kłócić? Zdziwiłam się, skąd ten pomysł. Przecież nigdy nie straszyłam swoich córek duchami, czarownicami ani nawet panią czy panem zabierającymi dzieci rodzicom za ich złe zachowanie (skądinąd wielu znajomych rodziców praktykuje te makabryczne wizje). I znów odpowiedź znalazła się w literaturze. Przecież Jaś i Małgosia zostali brutalnie porzuceni w lesie przez swoich rodziców, choć przecież ich tatuś deklarował, że darzy ich miłością.

Unikamy także opowieści o naiwnych księżniczkach, dziewczynkach stworzonych do sukienek i ukłonów. Zamiast tego wybieramy walczącą na wojnie Mulan czy nawet księżniczkę Zosię, która chce na równi z chłopcami startować w zawodach konnych.

Wracając do meritum: co czytać najmłodszym?

Lubimy proste książeczki, które przekazują jakąś naukę lub delikatnie krytykują niewłaściwie zachowania, wychowując przy tym. Z entuzjazmem młode czytelniczki przyjęły serię „Misia Marysia” oraz „Tupcio Chrupcio”. Wiem, że w przedszkolu uwielbiają słuchać o „Kici Koci” i żółwiu Franklinie. Gdy sytuacja tego wymaga sięgamy po książeczki edukacyjne: np. przed pierwszym pójściem do przedszkola czy przed nauką siusiania na nocnik lub nieco poważniejsze, np. „Zuzia nie korzysta z pomocy nieznajomego” (cała seria o Zuzi także cieszy się u nas powodzeniem).

Wybieramy świadomie, odrzucamy bezsensowne opowieści o wróżkach czy bohaterach animowanych filmów, które nie niosą żadnego przesłania, często przesycone są młodzieżowym slangiem lub potocznymi zwrotami.

Moje dzieci przystąpiły do programu „Mała książka, wielki człowiek”.

Otrzymały wyprawkę czytelnika i zbierają naklejki za każdą wypożyczoną pozycję, aby zostać uhonorowanymi imiennym dyplomem potwierdzającym czytelnicze zainteresowania. Jestem bardzo dumna, gdy same proszą o kolejną wizytę w bibliotece, sięgają do kącika z książkami przeznaczonymi właśnie dla nich i w domu wymagają ode mnie, abyśmy każdą wypożyczoną książkę wspólnie przeczytały (często kilka razy). Uczymy się nie tylko czytania, ale także szacunku do książek, które w nienaruszonym stanie muszą przecież wrócić na swoje miejsce.

Czytajmy więc z dziećmi i przy dzieciach. Rodzic z książką to zdecydowanie lepszy przykład niż rodzic ze smartfonem. Każda przeczytana książka to dziesiątki korzyści dla młodego umysłu.

5 KSIĄŻEK DLA DZIECI IDEALNYCH NA PREZENT

______________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! 

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie