Co to jest endometrioza i jak ją leczyć? – prawdziwa historia ze szczęśliwym zakończeniem

Masz wyjątkowo bolesne miesiączki? Czujesz dziwny ból w podbrzuszu? A może starasz się o dziecko i jakoś nie wychodzi? Być może chorujesz na endometriozę, którą wyjątkowo trudno jest wykryć, a nieleczona prowadzi do niepłodności.

Do napisania tego tekstu skłonił mnie list od naszej czytelniczki i to właściwie on sam jest sednem rozważań o endometriozie. Posłuchajcie historii Kamili:

Po co piszę ten list? Chyba po to, żeby pomóc innym dziewczynom w mojej sytuacji. Może po to, żeby ustrzec je przed nieudolnymi lekarzami, którzy czasem jedną diagnozą mogą zrujnować całe czyjeś życie. Nie, spokojnie – mojego nie zniszczyli, bo jestem nieufna, ale od początku…

Jako nastolatka zaczęłam miesiączkować. Nic nadzwyczajnego.

Tyle, że moje rówieśnice przechodziły okres tak zwyczajnie. Ćwiczyły na w-fie, uczyły się, rozmawiały, chodziły na spotkania towarzyskie. Kiedy okres pojawiał się u mnie, ból brzucha był paraliżujący. Kładłam się na podłogę i zwijałam w kłębek, wyjąc przy tym. Środki przeciwbólowe dawały ulgę tylko na moment i to zażyte w ogromnych dawkach. Słyszałam wtedy o tym, że jestem mało odporna na ból, że przesadzam, żebym nie robiła z tego problemu. Moi rodzice niestety nie wpadli na pomysł, aby mnie przebadać. Trwało to kilkanaście lat.

Kolejne uderzenie choroby przyszło później. Dorosłam, stałam się kobietą. Kobietą aktywną seksualnie. Z wiedzy o życiu w rodzinie, filmów oraz lektur dowiedziałam się, że „pierwszy raz” boli. Ok. Przyjęłam do wiadomości. Ale czemu boli aż tak? I czemu boli też siódmy, dziesiąty i piętnasty raz? Współżycie sprawiało mi ból i problem. Pomyślałam, że to wina niedelikatnego partnera. Nic bardziej mylnego. Współżycie z kolejnym i jeszcze jednym mężczyzną potwierdziło, że to we mnie tkwi „problem”. Poczułam, że coś jest nie tak.

Chodziłam do ginekologa regularnie. Mówiłam o tym, co mnie dręczy, ale bagatelizował sprawę. Wreszcie postanowiłam zmienić lekarza. I to był moment, kiedy usłyszałam wyrok.

Lekarz powiedział, że na moich jajnikach znajdują się ogromne guzy, które niestety trzeba będzie usunąć razem z jajnikami. Byłam młodziutka, nie miałam nawet stałego chłopaka. Spytałam, czy to będzie oznaczało, że nie zostanę nigdy matką? Odpowiedział, że tak i kazał zgłosić się następnego dnia na usunięcie narządów.

Płakałam w samochodzie przez dobre pół godziny. Na szczęście jestem nieufna. Postanowiłam poszukać lekarza, który potwierdzi albo obali diagnozę. Postanowiłam znaleźć kogoś wartościowego, uznanego w środowisku. Od słowa do słowa – i dowiedziałam się od koleżanki, że jej znajoma miała bardzo poważne problemy, ale trafiła do lekarza, który jej pomógł. Wzięłam numer telefonu.

Lekarz potwierdził, na moich jajnikach znajdowały się ogromne guzy. Jednak, ku memu zdziwieniu, nie wspomniał nic o wycięciu jajników. Zaproponował terapię hormonalną w celu zmniejszenia guzów, a także laparoskopię zwiadowczą, która miała dać mu pełen obraz zmian.

Nie byłam zachwycona, ale miałam nadzieję. Pokornie wykonałam polecenia lekarza. Okazało się, że drobniejsze guzy znajdują się także w miednicy mniejszej i na jajowodach, z których jeden był już niedrożny.

Z szumu złych informacji wyłoniły się dwie najważniejsze: mam endometriozę – nieuleczalną chorobę, którą można jednak kontrolować oraz druga: będę mogła być mamą, bo mam jeszcze jeden drożny jajowód i zdrowe jajniki – guzy (zmniejszone poprzez terapię lekami) zostały odessane podczas laparoskopii.

Żeby nie przynudzać. Dzisiaj jestem już panią w średnim wieku. I jestem mamą. Dzięki stałym kontrolom u lekarza – ale lekarza przez duże L udaje mi się żyć, jakby endometriozy nie było. Nie stosuję już leków, ale mam założoną specjalną wkładkę domaciczną, chroniącą mnie stale przed rozwojem nowych ognisk choroby.

Jeszcze raz – po co piszę ten list? Dziewczyny :

Po pierwsze apeluję do Was o rozsądek!

Jeśli usłyszycie w gabinecie ginekologa coś ostatecznego, proszę – udajcie się na konsultację do innego. Nie chcę myśleć, ile kobiet okaleczył mój drugi lekarz, nie chcę też wypowiadać się o tym, który przez lata nawet nie zauważył rosnących na moich narządach guzów! Pytajcie, porównujcie, nie dajcie się zmanipulować, bo od tego zależy Wasza przyszłość.

Po drugie: endometrioza to nie wyrok.

Wiem, pewnie łatwo mi mówić. Jeśli będziecie wspierane przez mądrego ginekologa, zaprzestanie się u Was rozwijać choroba, będziecie mogły wspólnie z lekarzem monitorować cykl i zajść w ciążę. Choć nie będzie to proste, jak u niektórych Waszych znajomych. Ale czy to minus? Nie sądzę. Coś, co przychodzi łatwo doceniamy zazwyczaj mniej niż to, o co staraliśmy się dłużej.

Po trzecie: jeśli tylko spostrzegacie u siebie któryś z objawów wymienionych przeze mnie – nie dajcie sobie wmówić, że jesteście przewrażliwione, że przesadzacie.

Idźcie do dobrego lekarza. Im szybciej wykryje on chorobę, tym mniej spustoszenia zrobi ona w Waszym ciele.

Ufff… endometriożanki – życzę Wam spokoju ducha, wytrwałości i dobrego prowadzącego”.

Kamila

Co to jest endometrioza?

To choroba polegająca na rozrastaniu się błony śluzowej macicy poza jej obrębem, w innych narządach. Skupiska wyglądające jak guzy, czekoladowe masy powodują stopniową destrukcję zajętych narządów, stąd ważne jest wczesne wykrycie choroby.

Skąd wiedzieć, że to właśnie z endometriozą możemy mieć do czynienia? Najczęstsze objawy to wymienione przez Kamilę: ból w podbrzuszu podczas okresu, ale i w trakcie owulacji czy stosunku płciowego, wzdęcie, osłabienie, plamienia między menstruacjami.

Jak uzyskać pewność? Zdecydowanie samo usg to za mało. Konieczne jest wykonanie laparoskopii oraz pobranie wycinków do badania histopatologicznego.

Apelujemy razem z Kamilą – czytelniczki multirodziców.pl – regularnie badajcie siebie i swoje córki, może właśnie któraś z nich boryka się z problemem endometriozy? Bądźcie czujne i uważne.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie