Często podnosiła na nas rękę…

Zwykły dzień. Pośpiech, nerwowość, złość. Znowu była sama, miała zawieźć nas do przedszkola i szkoły i nie spóźnić się do pracy.

Nigdy nie mówiła – może kiedyś, ale nie pamiętam już kiedy. Teraz wydawała polecenia, komendy. Jeśli nie chcieliśmy czegoś zrobić, bo przecież dopiero otworzyliśmy oczy, a w dodatku było ciemno i padał deszcz – wtedy zaczynała nas szarpać, popychać i tarmosić. Nie bolało, tylko było nam przykro. Czasem lepiej obchodziła się ze swoją torebką albo telefonem komórkowym. W biegu zjadaliśmy śniadanie, które i tak nie smakowało, bo przerywane było krzykiem. Bolał nas brzuch, chyba z nerwów.

Kiedy nie potrafiliśmy zapiąć guzika czy zasznurować buta zaczynała nas ośmieszać. Raniła słowami i śmiechem, którego dźwięku nie zapomnieliśmy do dzisiaj. Był szyderczy, nie miał w sobie nic z serdeczności śmiechu innych mam. Wiedzieliśmy – ona miała władzę. Nam pozostawała bezsilność, bezradność i niewiedza – co robimy źle, jak mamy się poprawić.

W drodze do przedszkola i szkoły zawsze krzyczała. Straszyła, że jeśli nie będziemy grzeczni, odda nas. Przerażało nas to każdego dnia, więc niewiele odzywaliśmy się w przedszkolu i na lekcjach. Lepiej nie zwracać na siebie uwagi – tak jak w domu.

Tam było przynajmniej spokojnie. Po zajęciach wszystko zaczynało się od nowa. Na szczęście dużo pracowała. Mieliśmy wtedy zajmować się sobą. Czasem byliśmy głodni, czasem zmęczeni, ale nie chcieliśmy jej denerwować. Czekaliśmy aż sama zdecyduje, że teraz jest pora na jedzenie czy spanie. Jeśli przypadkiem coś rozlaliśmy czy nakruszyliśmy zawsze wzbudzała w nas poczucie winy. Ile razy płakaliśmy, bojąc się, że jak mówiła: pęknie jej przez nas serce albo umrze. Nie chcieliśmy zostać sami, byliśmy jeszcze całkiem mali.

Kiedy nie radziła sobie z problemami, często podnosiła na nas rękę. Po fakcie wydawała się dumna. Mówiła wtedy, żebyśmy się nie mazali, bo to był tylko zwykły klaps. Nam jednak było smutno, że znów ją zawiedliśmy, że znowu nas zawstydziła.

Pozornie wszystko było dobrze. Byliśmy ładnie ubrani, uczesani, mieliśmy nowe zabawki i piękny dom. Nasza mama dobrze zarabiała, ludzie ją szanowali. Uśmiechała się i machała nam na pożegnanie. Panie chwaliły nas, a ona dumnie prężyła pierś. Tata niewiele mówił, często go nie było.

Tylko babcia wiedziała, jak jest naprawdę. Tylko w jej ramionach czuliśmy się bezpieczni. Ona nie nazywała nas bachorami, nie wrzeszczała, kiedy coś poszło nie tak. Nie biła nas, nie ośmieszała i uśmiechała się często. Nie patrzyła całymi dniami w telefon ani komputer. Była tylko dla nas.

Czego chcieliśmy? Zawsze przed dniem dziecka, mikołajkami czy gwiazdką, a także w dniu urodzin życzyliśmy sobie tylko jednego. Aby nasza mama nas kochała. Chcieliśmy, aby przybiegała do nas, gdy płaczemy nie po to, by nas skarcić, ale by podmuchać skaleczone miejsce. By pokazywała nam świat – nie w telefonie i tablecie, ale na wspólnych wycieczkach i spacerach. Marzyliśmy, by nas głaskała, przytulała i dotykała tak często, jak swój smartfon. Pragnęliśmy, by patrzyła nam w oczy, kiedy do niej mówimy i obdarowywała nas uśmiechem, zamiast kolejną niepotrzebną zabawką. Gdyby tylko zechciała szanować nasze uczucia, nasze poglądy, gdyby zechciała nas poznać, spytać: jak minął dzień, a nie tylko, czy byliśmy grzeczni. Gdyby choć trochę nas doceniła, zauważyła, że świetnie rysujemy i budujemy z klocków. Że każde z nas ma swoje marzenia i talenty. Pewnie także odziedziczone po niej.

Zdmuchując świeczki na torcie chcieliśmy, by nasza mama mówiła nam prawdę, dostrzegała w nas dobro i akceptowała takie dzieci, jakie ma.

Dzisiaj stoimy nad jej grobem. Zapalamy świeczkę i odmawiamy modlitwę. Kończymy ją zawsze tymi samymi słowami. Abyśmy nigdy nie byli jak nasza mama dla naszych dzieci.

I Ty – nie bądź jak nasza mama…


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie