Dobro rodzi dobro, czyli sposób na agresywne dziecko

Bunt dwulatka – dwa słowa obrazujące frustrację i agresywne stany dziecka we wczesnym okresie rozwoju, którym prawie każdy rodzic był zmuszony stawić czoła. Tak na prawdę, nie mam pewności, czy jestem odpowiednią osobą do komentowania tego tematu, ale z pomocą Żony, postanowiłem się tego podjąć. Niesiony starą zasadą kindersztuby, w pamięci utkwiły mi liczne kary, zakazy, klapsy lżejsze i mocniejsze. Mimo, że wychowany zostałem w sposób „stresowy”, nie mam Rodzicom tego za złe, bo m.in. to ukształtowało mnie na człowieka, jakim jestem obecnie. Niemniej jednak to, że zaakceptowałem i puściłem w niepamięć powyższe sposoby nie oznacza, że chciałbym je przenieść na własne rodzicielskie podwórko. Chociaż… muszę szczerze przyznać, że nie raz i dwa ręka zadrżała w gotowości podczas stresowej sytuacji z udziałem dziecka.

Kontrolowane odpuszczanie

W tym momencie chciałbym wrócić do tekstu sprzed kilku miesięcy (7 kroków do samodzielności Twojego dziecka), który stanowi dobry wstęp do przeciwdziałania dziecięcej, a także rodzicielskiej agresji. Należy zastanowić się, czy zakazy wprowadzane przez nas w domu na pewno są zakazami, które chcielibyśmy zastosować. Oczywiście nie mam tutaj na myśli koniecznej dezaprobaty na zachowania, które powodują niebezpieczeństwo (np. wchodzenie na parapet, obecność w kuchni, na balkonie, itp). Jedyną strefą ZERO jest w naszym domu właśnie kuchnia. Co się dzieje, kiedy otwiera się bramka bezpieczeństwa do tego pomieszczenia? Wystarczy moment nieuwagi, a dzieci lecą na łeb, na szyje i dokonują tam maksymalnego zniszczenia, a przyłapane na gorącym uczynku piskliwym głosem nie kryją swojego zadowolenia. Zauważyliśmy taką przypadłość, że im mniej uwagi zwracamy na niepożądane zachowania dzieci i przestajemy na nie reagować, tym rzadziej są one powtarzane. Jesteśmy zwolennikami tzw. „kontrolowanego odpuszczania”, co w skrócie oznacza tyle, że obserwując dziecko „trzecim okiem z tyłu głowy” jesteśmy gotowi do reakcji, ale udajemy, że nie rusza nas Jego negatywne zachowanie.

Nie ukrywam, że to ja miałem (i wciąż mam) większy problem z wprowadzeniem tej metody, więc syn najczęściej chciał testować mnie. Jeżeli robi coś, czego Mu nie wolno – np. wchodzi na stół – nie patrzy na mamę, tylko na mnie, bo wie, że moją reakcją bywa krzyk. Kiedy włącza maksymalnie natężony, ciągły pisk – czeka na mój ruch. W przytoczonych przykładach najlepszą reakcją jest jej brak. Błędem, który wciąż mi się zdarza jest bagatelizowanie uczuć dziecka. „Wstawaj, nic Ci się nie stało”, „przestań płakać”, itp. Spróbujmy postawić się w Jego roli i zastanowić, jak się czujemy, gdy ktoś bagatelizuje nasze reakcje w danej chwili. Wyobraź sobie sytuację z perspektywy mężczyzny:

Nazywasz się Robert Lewandowski i Twoja drużyna przegrywa po dogrywce finał Ligi Mistrzów. Jest Ci przykro, leżysz na murawie, czujesz się rozczarowany i płaczesz. Podchodzi do Ciebie Lionel Messi i mówi: „wstawaj, przestań się mazać, bądź mężczyzną” – abstrakcja. Oczywiście naturalną reakcją przeciwnika jest podanie ręki, dodanie otuchy słowami, a nawet przytulenie. 

Właśnie tego samego oczekują od nas dzieci. Przewagą dorosłego człowieka jest fakt, że jest on w stanie sobie poradzić w takiej sytuacji nawet bez pomocy z zewnątrz. Dziecko natomiast jest dopiero na pierwszym etapie kształtowania się charakteru. Od nas zależy, czy będzie akceptować, czy bagatelizować uczucia swoje i innych. Najwięcej pracy czeka tutaj właśnie Ciebie rodzicu. Wyobraź sobie, że Twoja pociecha jest plasteliną, którą Ty ukształtujesz. Stoisz na rozdrożu. Możesz wybrać pozornie łatwiejszą drogę – stosowanie kar, klapsów, zakazów, lub tą trudniejszą, ale docelowo przynoszącą większe profity.

Metoda nazywania uczuć

Skąd bierze się to dziwne zachowanie małego człowieka? M.in. stąd, że dwulatek, który do tej pory uważał się za jedność z mamą i tatą zaczyna odkrywać swoją autonomię – niezależność. Jest osobną postacią, czego do końca nie pojmuje. Stąd frustracja, agresja, nerwowość. W naszym domu obecne są dwa zupełnie odmienne typy dwulatków. Typ nr 1 – podatny na agresję (syn). Typ nr 2 – nadwrażliwy (córka o zwiększonych potrzebach). Agresywny Szymon w silnie emocjonujących momentach kładł się na podłodze, płakał i rzucał rękami. To były nasze pierwsze kroki w metodzie nazywania uczuć. Mówiliśmy wtedy do Niego słowami: „Szymon, ale jesteś zły, jesteś tak bardzo zły, że musisz krzyczeć, płakać i tupać nogami”. Czasem nawet Żona tupała z Nim mówiąc „tup mocniej, krzycz głośniej, wyrzuć z siebie te emocje”. Bardzo szybko przestały się pojawiać powyższe napady, wymuszenia płaczem. Dlatego też w każdym przejawie tego nieszczęsnego buntu nazywaliśmy dzieciom emocje…

(Sytuacja stresowa) Niesygnalizowane gryzienie (Szymon bez powodu gryzł Olę) do tego stopnia, że pozostawały rany na Jej brzuchu, plecach, rękach. Pewnego razu, kiedy po raz enty zdarzyła się powyższa sytuacja, moja M straciła cierpliwość i pełna negatywnych emocji złapała Szymka za ramiona, wyniosła do drugiego pokoju, gdzie łamiącym, płaczliwym głosem wrzeszczała, że nie można tak robić. Następnie puściła Go na podłogę, a ten w tej samej chwili zaczął biec do Oli, żeby znów Ją ugryźć, czemu zdążyła zapobiec. W tym momencie On położył się na podłogę i zaczął płakać.

Reasumując: A) matka nie radzi sobie ze swoimi emocjami, B) syn nie radzi sobie z emocjami matki, C) syn nie radzi sobie ze swoimi emocjami D) syn kładzie się na podłodze i sfrustrowany zaczyna płakać E) matka źle czuje się w zaistniałej sytuacji.

Rozwiązanie: Po tej akcji obraliśmy zupełnie inną drogę. Po pierwsze zapobieganie. Kiedy już widzieliśmy, że Szymek chce ugryźć Olę, odsuwaliśmy Go mówiąc przy tym spokojnie, że Olę to boli. Kiedy już zdążył ugryźć – spokojnym głosem mówiliśmy, że Ola płacze, że jest Jej przykro, że nam jest przykro. Co robiliśmy? Nazywaliśmy uczucia dziecka. „Rozumiem, że jesteś zły, ale nie można tak robić, nie można sprawiać innym bólu”. Nowa metoda nie przyniosła efektu po pierwszym, drugim, czy trzecim razie, ale już za którymś zadziałała. Popracowaliśmy nad tym niespełna miesiąc przechodząc przez etap gryzienia i natychmiastowego przepraszania. Kolejnym etapem było przepraszanie za samą chęć ugryzienia, bo ostatecznie nie gryzł. Finalnie przestał gryźć, choć czasem (bardzo rzadko) wciąż wykazuje takie zapędy.

Nie wolno

Kolejną ważną rzeczą, która może wydawać się dziwna – nie wolno dziecku mówić „nie wolno”. Jeśli chcesz zabronić czegoś maluchowi, musisz do Niego mówić pełnym zdaniem, żeby skrócić tok myślenia. Dziecko nie jest w stanie się domyślić o jaką konkretną czynność Ci chodzi. Jeżeli chce skoczyć z łóżka to: a) nie wolno Mu skoczyć b) nie wolno Mu siedzieć na łóżku c) nie wolno przebywać w tym pokoju. Należy spokojnie, ale konkretnie dać Mu do zrozumienia czego od Niego oczekujemy.

Małe podsumowanie na sam koniec:

Kiedy Twoje dziecko reaguje w sposób agresywny, buntowniczy – poczuje dużą ulgę, gdy zobaczy, że to co się z Nim w obecnej chwili dzieje, da się nazwać i zdefiniować. Najważniejszą informacją dla małego człowieka będzie wtedy fakt, że mama i tata Go rozumieją, a co ważniejsze akceptują, że czuje się właśnie tak, a nie inaczej. Oczywiście, ani ja, ani moja Żona, nie jesteśmy tak mądrzy, żeby sami to wszystko wymyślić. Jest to kropla z morza informacji zawartych w mądrych i godnych polecenia tytułach książek. Powyższe informacje zinterpretowaliśmy na własne potrzeby. Możesz skorzystać z naszego skrótu, lub zagłębić się w poniższe tytuły:

  • Jak mówić żeby dzieci nas słuchały – Elaine Mazlish, Adele Faber
  • Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci – Elaine Mazlish, Adele Faber
  • Jak być rodzicem, którym zawsze chciałeś być – Elaine Mazlish, Adele Faber
  • Twoja kompetentna rodzina – Jesper Juul

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Maciek - szczęśliwy mąż Magdaleny, a od niedawna tata bliźniaków - Oli i Szymka, które obróciły moje życie o 180 stopni. Z wykształcenia - nauczyciel WF, z zawodu - strażak. Żyję w przekonaniu, że istnieje bliska relacja między dobrem ofiarowanym a otrzymanym. Chciałbym za 20 lat usłyszeć z ust dorosłych dzieci, że byłem dobrym ojcem. Motto życiowe zaczerpnięte z filmu Szeregowiec Ryan - "Zasłuż na to. Zasłuż na to wszystko".

Skomentuj

Ładowanie