Folwark Walencja*** w Kazimierzu Dolnym, czyli co znaczy prawdziwy relaks

Zacznę nietypowo. Pamiętacie scenę z opowiadania Sapkowskiego „Granica możliwości”, w której Geralt bierze kąpiel w bali z gorącą wodą w towarzystwie Zerrikanek oraz Borcha Trzy Kawki?

Kiedy po przyjeździe do Folwarku Walencja zakwaterowano nas w Apartamencie Dziadka Walentego złożonego z pokoju sypialnego oraz części wypoczynkowej w osobnym pokoju – mojej uwagi początkowo nie przykuły ani piękne pamiątkowe zdjęcia, ani kaflowy kominek, ani nawet zabytkowe meble. To, co wywołało uśmiech na mojej twarzy, to łazienkowa wanna, która stworzona została na wzór drewnianej bali. Po całym dniu z dwójką dwulatków kąpiel w pełnej gorącej wody i aromatycznego płynu wannie zrelaksowała mnie bardziej niż sauna i jaccuzzi, także dostępne na terenie Folwarku Walencja.

Ale zacznijmy od początku.

Folwark Walencja znajduje się w Kazimierzu Dolnym – jak wiele innych pensjonatów w tym pięknym mieście. Jego zaletą jest położenie: kilka minut od rynku, a jednocześnie na tyle daleko, by cisza grała po kątach. Dlaczego zatem wybrać powinniście właśnie Folwark? Przyczyn jest wiele.

Przede wszystkim otoczenie. Do dyspozycji gości pozostaje ogromny teren, a na nim: plac zabaw dla najmłodszych, z którego siłą usuwaliśmy ziewające ze zmęczenia córki każdego wieczoru. Ponadto zagroda dla zwierząt – równie wielka atrakcja dla małych gości. Nasze córki były zachwycone osłem Stefanem oraz kozami, kurkami i baranami. Dla dorosłych, kiedy dzieci już śpią folwarczna obsługa przygotowuje kręgielnię oraz bilard, a także aromatyczne drinki.

Po drugie – zakładam, że podróżujecie z pociechami. Dla dzieci w Folwarku Walencja znajdziecie niemal wszystko: krzesełka do karmienia w hotelowej restauracji, wanienki, łóżeczka niemowlęce, pościel. Na zawołanie obsługa jest zdolna stworzyć nawet mini kącik zabaw czy znaleźć zajęcie dla największych maruderów.

Jednak to, co wyróżnia Folwark Walencja, to spokój i kojąca zieleń. Oczywiście możecie na wypad za miasto wybrać zatłoczony hotel z kilkoma basenami, salami zabaw i setkami gości. Tylko czy rzeczywiście znajdziecie czas na zatrzymanie, na wyciszenie, na chwilę spokoju? Czy wyścig, który towarzyszy Wam na co dzień nie zdominuje także Waszego urlopu?

Tutaj wypoczniecie przez duże W (oczywiście, na tyle, na ile można w ogóle wypocząć z dzieciakami w pakiecie). Kiedy Wasze potomstwo bawi się na placu zabaw, Wy – dorośli możecie delektować się kawą na ławeczce lub leżaku tuż przy nich. Jeśli dopisze pogoda, całą rodziną możecie rozkoszować się kąpielą w ogromnym lub mniejszym basenie otoczonym przez drzewa i kwiaty w naprawdę kameralnym gronie. Jeśli zbyt mocno powieje wiatr – gospodarze przygotowali miejsce na zewnątrz pod dachem, z urokliwym oświetleniem i wyjątkowo wygodnymi kanapami.

Możecie także skorzystać z rowerów z krzesełkami dla dzieciaków i zwiedzić co nieco, gdyż okolica aż prosi się, aby bliżej ją poznać.

Kulinaria

Rzecz dla mnie równie ważna, co otoczenie i sam klimat miejsca, to oczywiście jedzenie. Śniadania – tradycyjnie w formie bufetu szwedzkiego. Co ważne i wyróżniające Folwark – kuchnia w klimacie slow food: lokalni dostawcy, sporo wyhodowanych na własnym kawałku ziemi produktów. Smak jajek, pasztetu, ogórków kiszonych czy ziół w sosach – wybitny.

Restauracyjna karta dań jest krótka – do wyboru macie trzy rodzaje zup, kilka rodzajów dań głównych i tyle samo deserów. Ale za to jakich! Już pierwszego dnia wiedziałam, że moje kubki smakowe zostaną bardzo mocno połechtane. Polędwiczki w sosie, pyszne szpinakowe kluseczki oraz mus z marchewki wyglądały wybornie i tak też smakowały. Dziewczynki bez grymaszenia zjadły pachnący rosół, choć paprykowy krem, który zamówili ich rodzice także był wyjątkowy. Miejsca na deser zabrakło w żołądku, ale postanowiłam to nadrobić kolejnego dnia. Deser na bazie chałwy na długo zostanie mi w pamięci, a szarlotka – niby zwyczajna, ale podbiła serca moich pociech.

Co robić w Kazimierzu?

Podziwiać, podziwiać i jeszcze raz podziwiać. Kocham Wrocław, mam sentyment do Krakowa, ale kazimiersku rynek, choć maleńki, zrobił na mnie spore wrażenie. Przytulny, urokliwy, otoczony odrestaurowanymi XVII –wiecznymi kamienicami, z kompleksem zamkowym i zabytkowym kościołem – kawa pita w takim otoczeniu (choć jedna z droższych, jaką piłam) smakowała wybornie. Minusem są samochody przejeżdżające od czasu do czasu przez Rynek, przez co dziewczynki nie mogły swobodnie się po nim poruszać.

Ale Kazimierz oferuje o wiele więcej. Mimo nieciekawej pogody, postanowiliśmy po raz pierwszy zafundować dziewczynkom podróż statkiem. Oczywiście na pierwszy rejs zaspały, na kolejny przypadła pora ich obiadu, ale ostatecznie udało się popłynąć. Godzinny rejs dla nas nie jest niczym nowym, ale nasze córki były wniebowzięte – szczególnie, gdy mewy przelatywały na wyciągnięcie ich małych rączek.

Postanowiliśmy także zobaczyć Korzeniowy Dół – kazimierski wąwóz, którego wysokie na kilka metrów ściany zostały „ozdobione” korzeniami przez naturę. Trasa przyjemna i lekka nawet dla dwulatków, widoki wyjątkowe.

W pobliżu Kazimierza znajduje się także Nałęczów – uzdrowisko otoczone pięknym Parkiem Zdrojowym oraz Pałacem Małachowskich. Niestety, tylko tyle udało nam się zobaczyć, gdyż grafik był dość napięty, a dziewczyny głośno walczyły o prawo do korzystania z parkowych placów zabaw.

Ostatni dzień naszego pobytu to walka między sercem a rozsądkiem. W planach mieliśmy podróż do Lublina – i jego Muzeum Wsi Lubelskiej, które robi wrażenie na każdym, kto do niego trafi. Zapewne zachwyciłby nas i tamtejszy rynek oraz park krajobrazowy. Dla wytrwałych – to zaledwie godzina drogi w jedną stronę z Folwarku Walencja. Dla nas – to rozbicie dnia dziewczynek z ryzykiem, że towarzystwu nie spodoba się lokalny koloryt.

Wybraliśmy zatem Magiczne Ogrody w Janowcu – by sprostać oczekiwaniom naszych córek. Oddalone są one od Folwarku Walencja o pół godziny. Nie pożałowaliśmy tej decyzji. Ten rodzinny park podzielony na sensoryczne pola doświadczeń, dostosowany do wieku różnych grup dzieci urzekł nas swoją rozmaitością, kolorami, baśniowymi postaciami. Karuzele, tratwy, tunele, zamek wróżek i plaża – to tylko niektóre z atrakcji parku nagrodzonego Certyfikatem Najlepszego Produktu Turystycznego 2015 roku.

Gdyby nasz pobyt mógł trwać dłużej…

Folwark Walencja wraz z całą załogą – uspokoił nas, trochę wyciszył po burzliwych tygodniach ze złamaną nogą męża w tle. Obawiałam się tej wyprawy na koniec świata (podróż zajęła nam blisko 5 godzin), jednak była naszej czwórce potrzebna.

Minusy? Znalazłam tylko jeden: wyłączniki światła znajdują się na wysokości 90cm, czytaj: światło w pokoju jest nieustannie włączane i wyłączane przez osobniki tegoż wzrostu. Tyle. Naprawdę tylko tyle.

Po spędzeniu czasu Między ciszą a ciszą… z brzuchami wypełnionymi znakomitościami, dotlenieni i pełni nowych niezapomnianych wrażeń opuszczaliśmy Folwark Walencja. Zapraszam Was serdecznie w imieniu właścicieli do tego magicznego miejsca.

www.folwarkwalencja.pl


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie