Jak i z czym podróżować, aby dziecko nie narzekało na nudę?

Nie nowina, że lubimy podróżować. Co prawda zamieniliśmy odległe kierunki na bliskie, jednak we czwórkę na pokładzie samolotu czy samochodem zaliczyliśmy już kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt tysięcy kilometrów. Podróżujemy o różnych porach, przemieszczaliśmy się różnymi środkami transportu (także statkiem) z dziećmi w różnym wieku – począwszy od trzymiesięcznych niemowląt aż do dnia dzisiejszego, kiedy właśnie wróciliśmy z Ustki z naszymi czterolatkami.

Moje przyjaciółki i znajome, które mają mniejsze dzieci zadają mi szereg pytań, począwszy od tego, co zabierać ze sobą, wybierając się nad Bałtyk, aż po to, jakim cudem nasze córki wytrzymują kilkugodzinną podróż samolotem czy samochodem?  

Czy jest jakiś klucz do przemierzania świata z małymi dziećmi? Nie wiem. Nie uważamy się za wielkich podróżników, bo nasze córki dopiero 4 razy leciały samolotem i to nie dłużej niż dwie godziny. Jeśli kiedyś zabiorę je do Tajlandii i spędzą w podróży – jak my kilka lat temu – 36 godzin, wówczas będę mogła się wymądrzać.

Póki co, wysnuwam pewne wnioski, którymi mogę się z Wami podzielić, bowiem zbliża się sezon wyjazdów – my rozpoczęliśmy go majówką nad morzem:

Z (moimi) dziećmi łatwiej przemieszczać się w nocy

Każdą podróż – nawet tę krótką do rodziny na Podkarpacie-  rozpoczynamy w porze snu naszych dzieci. Jeśli jedziemy blisko, to przedobiednia drzemka, jeśli dalej – np. nad nasz ukochany Bałtyk – wybieramy nocną porę. Im dziewczynki starsze, tym więcej zalet widzimy. Podróż nocą mija szybciuteńko. Dziewczynki wskakują do samochodu w środku nocy i w mig zasypiają na powrót, a budzą się o świcie, kiedy jesteśmy już w okolicy Gdańska. NaOsza ostatnia niefortunna podróż z pomocą drogową i zastępczym samochodem w tle przeciągnęła się w czasie i rozpoczęła rankiem, a skończyła popołudniem. Ileż było problemów po drodze: siku, kupa, boli brzuch, niedobrze, będę wymiotować, pić, jestem głodna, ile jeszcze… Naprawdę nocą jest prościej. Nawet w samolocie. Ktoś mówił mi, że dziecko źle reagowało na lotnisku wybudzane do kolejnej kontroli paszportowej. Moje były w stanie somnambulicznym i było im wszystko jedno, przez co nocny lot i przylot nad ranem do miejsca docelowego okazały się proste niczym bułka z masłem.

Zabawki, które są lekiem na nudę

Kiedyś musi stać się światłość i rozpoczyna się podróżowanie w dzień. Nawet te kilkadziesiąt minut może być męczące, jeśli nie zajmiemy czymś naszego dziecka/ dzieci. Mamy na tę okoliczność kilka sprawdzonych sposobów. Jednym z nich są zabawki do samochodu/ samolotu. Nie jestem zwolenniczką włączania tabletu w trakcie jazdy. Zastępują go u nas z powodzeniem figurki, które mogą stawać się aktorami w dziecięcych scenariuszach. Na tym etapie rozwoju to figurki piesków z bajki oraz księżniczek – dzięki nim przetrwaliśmy ostatnią wielogodzinną jazdę. W samolocie stawiam na prostą klasykę: puzzle, tyle że magnetyczne, aby nie trzeba było ich stale szukać pod siedzeniem oraz kolorowanki i naklejanki – moje dzieci lubią zajęcia artystyczne, więc ich namiastka także zajmuje je na kilkadziesiąt minut.

Pomocne są także proste zabawy oraz wspólne śpiewanie piosenek. Szukanie wybranego koloru za oknem, powtarzanie zabawnych nazw miejscowości, odnajdywanie gniazda bociana – na moment odwracają uwagę maluchów od pytania: daleko jeszcze?

Opowieści dziwnej treści

To nasza metoda nie tylko na wytrwanie w podróży, ale też na długie spacery. Nasze córki są w stanie przejść kilka kilometrów, ale pod warunkiem, że ich mama lub tata zaciekawią je opowiadaną historią. A że mogą one być o dowolnej tematyce, a rodzice mają bujną wyobraźnię, toteż ten sposób daje nam wiele dodatkowych cennych minut spokoju. Jeśli nie macie zdolności gawędziarskich, skorzystajcie z gotowych legend i mitów, nasze dziewczyny uwielbiają ich słuchać. W ostateczności można też odtworzyć historie znane z czytanek czy klasyki baśni.

Obiecanki – nie tylko – cacanki

Wszyscy lubimy snuć plany i marzenia. Dzieci także. Kiedy przychodzi chwilowe zniechęcenie i marudzenie, przedstawiamy im wizję naszego wspaniałego pobytu w miejscu docelowym. Jeszcze raz na głos analizujemy wszystkie punkty naszego wyjazdu– ze szczególnym podkreśleniem tych, lubianych przez nasze córki. Przypominamy, ile atrakcji jest w hotelu, ile miejsc zobaczą, gdzie będą mogły się bawić – to skutecznie zamyka im usta na czas opowiadania, zatem należy to robić hiperdokładnie, z zaznaczeniem najmniejszego gofra z pudrem czy przejażdżki ulubioną maszyną zżerającą dwa złote polskie. Kolejne minuty kupione.

***

Inaczej podróżuje się z niemowlakiem, inaczej z kilkulatkiem. Później jest już chyba łatwiej. Choć powiem szczerze, że nigdy nie mieliśmy z tym kłopotu. Jeśli budżet domowy pozwoli, chciałabym w niedalekiej przyszłości zafundować moim kilkulatkom egzotyczny wyjazd, podczas którego mogłabym oglądać stale ich zachwyt światem i rzeczami małymi. Skoro tak pięknie umieją się cieszyć z rejsu galeonem czy brązowo- białej muszli Adriatyku, to ileż radości dałoby im wypicie wody prosto z kokosa czy widok słonia przechadzającego się nieopodal. Jedni będą uparcie bronić swego zdania, że podróżowanie męczy dzieci i jest egoistyczną pobudką ich rodziców i zgodzę się z nimi po części – bo bywa i tak. Jednak należę raczej do grupy osób, które są przekonane, że każdy wyjazd uczy nasze dzieci czegoś nowego, pozwala im odkrywać, poznawać, smakować świat, a cóż wspanialszego możemy im zaoferować?

______________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! 

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie