Jak utrzymać bliźnięta i nie zbankrutować?

O tym, co czuje mama bliźniąt po ogłoszeniu jej przez lekarza tej radosnej, acz zaskakującej nowiny, mogliście już przeczytać tutaj: „OMG! Urodzę bliźnięta!”. Ojcowie, rzecz jasna, również zalewają się łzami wzruszenia na widok dwóch kropeczek na monitorze. U nich jednak faza emocjonalna bardzo szybko zmienia się w fazę racjonalną, żeby nie nazwać jej ekonomiczną. Mówiąc wprost – kilka dni po ogłoszeniu światu nowiny o dwójce potomków – ojcowie zaczynają kalkulować. Nie jestem typową mamą. I chyba nigdy nie będę. Wzorem większości ojców kalkuluję i ja.

Odkąd byłam nastolatką, a w mojej rodzinie zaczęły pojawiać się dzieci, słyszałam ten sam tekst: „Dziecko kosztuje”. Mój ginekolog, nastraszył mnie już na wstępie: „ Z przeprowadzonych obliczeń wynika, że utrzymanie dziecka do 18-ego roku życia kosztuje milion złotych”. O mamusiu! – pomyślałam. Skąd ja wezmę dwa miliony?

Aktualnie moje pociechy mają 12 miesięcy. Budżet domowy nie ucierpiał tak, jak wyglądało to w katastroficznych wizjach moich znajomych. Okazuje się bowiem, że można mieć bliźnięta w domu i funkcjonować prawie tak samo, jak dotychczas. Trzeba tylko zachować zdrowy rozsądek i nie dać się ponieść fali kupowania bez sensu.

Dzieci muszą jeść

Zbawienne jest, gdy mama karmi piersią przez zalecane pół roku. Jakaż to oszczędność, nie mówiąc o innych walorach tej formy odżywiania niemowlaka. Niestety, nie każdej z nas jest to dane. Wiele mam bliźniąt karmi wyłącznie piersią, lecz znaczna część stosuje pokarm mieszany lub wyłącznie mleko modyfikowane. Na tym etapie, niewiele można zaoszczędzić. Ale… gdy rozpoczynamy rozszerzanie diety – jest już zupełnie inaczej. Oczywiście, na sklepowych półkach znajdziemy wszystkie możliwe rodzaje deserków, obiadków, zupek, które są tak samo wygodne, jak i drogie. Sama zaczynałam właśnie od nich. Jednak szybko przyszła refleksja, a właściwie kartka z długopisem i stare dobre dodawanie i mnożenie, z których wynikało czarno na białym – ile wydaję miesięcznie na tego typu produkty. O ile nie miałam w planach przygotowywania codziennie mixu mango, płatków zbożowych i moreli, o tyle o obiadek z ziemniaków, mięsa i szpinaku – mogłam się pokusić. To samo dotyczy wybranych deserów i zupek. Znacznie obniżyło to domowe wydatki.

W dobrym tonie jest modnie ubrać dziecko

Kiedy rodzi się dziecko/dzieci rozpoczyna się etap składania wizyt świeżo upieczonym rodzicom. Przychodzą do Ciebie wszyscy: rodzina, znajomi, koleżanki z liceum, sąsiadki, a także delegacja z miejsca pracy. Wszyscy przynoszą, niczym trzej królowie do szopki, dary. Wśród owych darów dominują ubranka. Na ogół masz więc wypełniona po brzegi szafę maluchów. Jeśli jednak Twoi goście wybrali inny sposób uczczenia narodzin dzidziusiów albo ubranka stały się nagle zbyt ciasne – coś zrobić musisz. Dróg jest wiele. Możesz udać się do galerii handlowej, gdzie nabędziesz w regularnej cenie kilka ubranek, a zapłacisz za nie zielonym banknotem. Osobiście nie preferuję tej drogi. Możesz udać się do second-handu, czyli sklepu z używaną odzieżą. Wiele mam, nie wyobraża sobie zakupów dla swojego małego, słodkiego, pachnącego brzdąca w miejscu tego typu. Nie należę do nich. Ba, mam koleżanki, których dzieci są tak ubrane, że mogłyby wejść na wybieg prosto z podwórka, a ich stylizacja kosztowała niecałe 10zł i jest bezbłędna. To mistrzynie wyszukiwania, polowania i doboru ciuszków dla malucha – często tych samych firm, które znajdziecie w galerii. Kolejna droga – moja ulubiona – to zakup mega paki od mamy, która chce się pozbyć nadmiaru ubrań, na ogół po jednym dziecku, za przyzwoitą cenę. Ofert tego typu jest obecnie tak wiele, że naprawdę można dowoli wybierać i zawsze, ale to zawsze znajdzie się coś godnego uwagi. Koszt niewielki, ubranka w dobrym stanie. Wilk syty i owca cała. I opcja ostatnia – zrobienie słodkich oczu do znajomych posiadających starsze od nas dzieci, a nieplanujących już potomstwa. Ileż sukieneczek, bluzeczek, dresików otrzymałam od Ewy, mamy Hani. Jakie cudne śpiworki ofiarowała mi Kasia, mama Kalinki. Jeśli macie okazję – spytajcie, czy może komuś z Waszego otoczenia nie zalegają w szafach sterty ubrań, które już się nie przydadzą. Pomyślcie, jak odwdzięczyć się ofiarodawcom (co przypomina mi, że wciąż wiszę dobrą kawę Kasiuli).

Dzieci potrzebują akcesoriów

Pisałam już o tym, co nieco. Nie będę się zatem powtarzać. Nie jestem zwolenniczką kupowania wszelkich dostępnych na rynku gadżetów. Nie powiem jednak, że byłam taka twarda. Monitor oddechu i woombie pożyczyłam od koleżanki, choć od razu mówiła, że sprzętu tego nie użyła. Spokój jednak był. Drugi monitor kupiłam od jakiegoś rodzica na olx. Jeśli chodzi o gadżety to byłoby na tyle. Jeśli jednak jesteś fanem wszelkich nowinek i „ułatwia czy życia” – spróbuj wylicytować potrzebne Ci sprzęty za rozsądną cenę, znaleźć używany model, kilka lub kilkaset złotych zostanie w portfelu. Niezbędny dla każdego dziecka jest wózek. To duży wydatek, jednak zawsze sądziłam, że warto zainwestować. W końcu to zakup na kilka lat. Gdy urodziły się dziewczyny, zmieniłam zdanie. Fundusze otrzymaliśmy od prababci. Poczytałam, obejrzałam, przetestowałam kilkanaście wózków typu duo. Wybrałam jeden: x-lander x –twin. Miałam już jechać do sklepu, gdy z ciekawości zerknęłam na ceny używanych pojazdów. Na taki się zdecydowałam. Wózek kosztował mnie 550zł. Jego stan jest bardzo dobry (no, może teraz już nie aż tak, bo w końcu potwory trochę go już eksploatują). Wyprałam wszystkie elementy i kareta była gotowa. Idąc za ciosem, za zaoszczędzone pieniądze, kupiłam drugi używany wózek – spacerówkę typu parasolka Easy go (230zł) na nasze wypady miejsko – parkowe. Jestem z niego bardzo zadowolona. Służy nam nie tylko ,gdy odwiedzamy miejskie skwery, ale jest także „usypiaczem” naszych dzieci. Wreszcie jest też trzeci – mój hit na trasy leśne, który zawieźliśmy do dziadków, aby z każdym razem nie wozić wózka 180km i zajmować połowę bagażnika. Ten nabyłam za zawrotną kwotę – 150zł, Boguś duo. Spełnia swoją rolę. Podsumowując: za niecały tysiąc mam trzy pojazdy służące mi od 10 miesięcy w różnych okolicznościach. Dokładnie to samo mogłabym napisać o fotelikach samochodowych. Po zapoznaniu się z testami bezpieczeństwa, zdecydowaliśmy się na te marki Maxi Cosi. Na forum znalazłam pana Krzysztofa, tatę 3-letnich bliźniaczek, który zaproponował, że sprzeda mi (z podwózka do domu!)  dwa foteliki po jego córkach. Obejrzałam je – były jak nowe. Młode niewiele podróżowały. Oba kupiłam za 200zł. Ile kosztuje nowy? Sami sprawdźcie. Teraz dziewczyny mają kolejny model, również Maxi Cosi, również używany.

Dzieci lubią się bawić

Razem z moim mężem mamy sześcioro chrześniaków. Najstarsza ma 13 lat, najmłodsi 5. Od ponad dekady jesteśmy ekspertami w dziedzinie zabawek, gier, gadżetów z bajek. Robimy prezenty urodzinowe, mikołajkowe, choinkowe. Patrzę jednak z lekkim oburzeniem na stosy walających się po mieszkaniach/ domach utopionych w owych zabawkach pieniędzy. Absolutnie nie mam problemu z kupowaniem zamówionych prezentów chrześniakom. Jednak zawsze powtarzałam sobie: „moje dzieci nie potrzebują tego aż tyle i nie będą tego aż tyle miały”. Niestety, nawet najlepszy tort w nadmiarze powoduje mdłości. Żadna przesada nie jest dobra. Dzieci przestają szanować sprzęty, na niektóre zabawki nie spojrzały od miesięcy. Moje córki mają w salonie dywan. Niewielki 1,2m x 1,2m. A tam kilka zabawek. Klocki, pociąg, kierownicę interaktywną, dwa misie, krowę na baterię. Część z nich to prezenty, część z nich spadek po starszych chrześniakach. I co? I najlepiej bawią się poza dywanem. Ściągają w łazience ręcznik z haczyka i bawią się w „a kuku”, potem wędrują do kuchni, gdzie urządzają koncerty drewnianą łyżką, a w ich pokoju najlepsza jest firanka, za którą można się schować siostrze. Czy rzeczywiście potrzebują aż tylu kolorowych, grających, stymulujących aż za bardzo ich zmysły zabawek? Nie sądzę. Wierzę w ich kreatywność, wyobraźnię, inteligencję. Zabawki – tak, ale w rozsądnej ilości, najlepiej te przetestowane przez starszych kuzynów.

To tylko niektóre z wydatków. Nie będę udawała, że moje córki mają tylko używane ubranka, że zawsze i wszędzie jedzą domowe obiadki, że nie mam w domu butelek i smoczków oraz kubeczków wiodącej i drogiej marki, że nie rozpieszczam ich od czasu do czasu nową zabawką. Że jestem mamą nieugiętą, skąpą, myślącą stale zdroworozsądkowo. Staram się jednak cały czas szukać złotego środka. Być może się mylę, być może postępuję niewłaściwie. Póki co, budzi mnie jednak śmiech dochodzący z każdego łóżeczka i z tym śmiechem na ustach moje dzieci kładą się spać. Bo nie martwimy się, że marchewka ubrudziła zbyt drogie ubranko. Bo nie przeżywamy straty zagubionej zabawki, gdyż była już mocno zużyta. Bo szalejemy w lesie naszym wózkiem i nie straszna nam dziurka od gałęzi drzewa. Można kolekcjonować rzeczy, my wolimy być kolekcjonerami wspomnień.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter.
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy dozamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas:kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja2 komentarze

  1. Hej:) Małe sprostowanie: zalecane jest WYŁĄCZNE karmienie piersią do 6 miesiąca. Później też jest zalecane, przy wprowadzaniu pokarmów stałych, do dwóch lat i dłużej, jeśli mama i dzieci tego sobie życzą (WHO). Masz rację, to duża oszczędność. Chyba największa! Pozdrawiam:)

  2. Gadżety? Warto kupić, nawet używane i jednak mieć niż nie mieć. A potem można odsprzedać. Sterylizacja czy monitory w pewnym okresie się kończą i potrzeba coraz mniej gadżetów. Moje prywatne wnioski są takie 1. nie warto kupować paczek jeśli mama ubiera dzieci tylko w wygodne ciuszki. W paczkach pełno jest bluzeczek, sukieneczek i spodenek plus skarpetki dla niemowlaków, tymczasem ja uznaję tylko body, spodnie bez dziur na stopy i pajace. 2. nie wiesz jakie będzie Twoje dziecko odnośnie jedzenia, kupiliśmy zestawy do jedzenia, kubeczki niekapki w wielu kolorach tymczasem żadna z dziewczynek nie napije się niczego z butelki, tylko ze szklanki mamy. Jedzą ze stołu, uwielbiają to, wprowadzam BLW. 3. zabawki, moje maluszki mają jeden koszyk z zabawkami, czasem przez jakiś czas nie daję im jakiejś zabawki, żeby się stęskniły za nią. Mają za to całkiem sporo książek z obrazkami do czytania. Lubią bawić się różnymi przedmiotami, np plastikowym pudełeczkiem. 4. moje nigdy nie jadły gotowców ze słoiczków. Nie mam pojęcia nawet ile to kosztuje i co w nich jest. I tak uważam, że sam początek macierzyństwa jest najdroższy a potem dopiero jak pójdą do przedszkola będą znowu wydatki.

Skomentuj

Ładowanie