Kiedy choruje mama, choruje cały dom…

Tatusiowie zapewne oburzą się po przeczytaniu tego tekstu, ale jednak jestem w stanie dać odjąć sobie moją lewą ręką, która służy mi do pisania w zakładzie o to, że w większości domów sprawa wygląda tak, jak w moim.

Jestem osobą ze średnim poziomem odporności na infekcje. Szczerze mówiąc należę do lebiod, które łapią byle co. Jakimś cudem, odkąd zaszłam w ciążę kosmos jest dla mnie łaskawszy i choruję rzadziej, tak porządnie – to może ze dwa razy. Pracuję jednak w środowisku, w którym nietrudno coś złapać i – co gorsza- przywlec do domu.

Kiedy już sytuacja jest patowa – czytaj: choroba rozkłada mnie całkowicie, mam wrażenie, że choruje cały dom.

Jak to wygląda w praktyce?

  1. Z dziećmi bawi się tata (czytaj: dzieci robią, co się im żywnie podoba)

Oj tak, ostatnia jelitówka przekonała mnie o tym w stu procentach. Kiedy zwlekłam się z łóżka na moment na dół, zastałam tam taki oto widok: tata siedzący na stole z gitarą w ręku i śpiewający wniebogłosy romantyczne piosenki, na podłodze dzieci wyciągające wszystko z szafek, ubrudzone pisakami na twarzy. Sądząc po tym, co ogarnął mój wzrok, wszelkie możliwe zabawy, także te zakazywane przez mamę miały niedawno miejsce. Co najlepsze, żadne z trójcy nie było zbytnio przejęte ani zestresowane. Poza matką oczywiście. Zabawa przednia. Nie ma co!

  1. W domu panuje wszechogarniający nieład (czytaj: tata nie sprząta, a tym bardziej dzieci)

W jednym z odcinków bajki o uroczej śwince, tata świnka wychodzi do pracy, a mama zostaje w domu. Świnka mówi: tatuś idzie do pracy, a ty będziesz się bawić w domu. Nasi partnerzy często tak właśnie wyobrażają sobie mamy na macierzyńskim czy wychowawczym. Kiedy mama jest zdrowa – bez względu na to, czy pracuje, czy nie – wykonuje setki ruchów ręką. Zbiera skarpetki, zabawki, klocki, przeciera kurze, zamiata, wyrzuca śmieci/ resztki jedzenia, przemywa kubki, talerzyki, blaty, chowa ubranka, układa buciki/pantofelki etc. Kiedy mama choruje, tata zdaje się nie widzieć tego, co go otacza albo zwyczajnie – nie przeszkadza mu zupełnie ten twórczy nieład. W efekcie po kilkudniowej chorobie mamy dom wygląda jakby potrzebował perfekcyjnej pani domu.

  1. Jemy, co jest (czytaj: lepiej coś przygotuj resztkami sił, bo umrą z głodu)

Jeśli chorujecie, a macie w zasięgu ręki lub wzroku mamę/teściową – jesteście na wygranej pozycji. Jeśli nie, musicie liczyć się z tym, że wasze dzieci dostaną mało wykwintny obiad lub zjedzą pizzę zamówioną przez tatę. Jest jeszcze szansa na to, że znajdą się jakieś zapasy w zamrażarce, co znacznie ułatwi życie i oszczędzi Wam stania przy kuchence między jedną wizytą w toalecie a drugą.

  1. Freestyle w ubiorze (czytaj: kto powiedział, że kropki nie pasują do prążków?)

Zawsze wieczorem przygotowuję ubranie dla moich dzieci na następny dzień. Nie chcę tracić czasu rano, kiedy 10 minut znaczy bardzo wiele. Bluzeczka, getry, majteczki i skarpetki dla jednej córki na jednej kanapie, dla drugiej na drugiej. Oczywiście w bezsilności i chorobie, nie jestem w stanie wykonać niektórych czynności. Stąd nie dziwi mnie wcale widok moich córek wychodzących do żłobka: jedna w różowej bluzce ze srebrnymi aplikacjami oraz niebieskich getrach z białymi kropkami i żółtych skarpetkach. Druga w czarnej rockowej koszulce, a do tego białych dopasowanych jeansach w kwiaty i fioletowych skarpetkach. Najlepsze jednak na ich głowie. Gumki założone z ukosa, spinka zwisająca bezładnie z grzywy. Widok wołający o pomstę do nieba. Wołający niemym głosem matki zwijającej się z bólu na kanapie. Cóż pomyślały panie przedszkolanki? Ech…

  1. Wszyscy są szczęśliwsi

Na koniec muszę to przyznać. Kiedy mama nie zrzędzi, nie wtyka zdrowych przekąsek, nie sprząta co chwilę zabawek, można pozwolić sobie na więcej swobody, nikt nikogo nie pospiesza, nie upomina, nie gani, panuje swawola – wszyscy są szczęśliwsi. Tylko jakby wyglądał nasz mały, poukładany jednak odrobinę świat, gdyby choroba przedłużała się w nieskończoność?

*** Drodzy Tatusiowie – zwracam honor wszystkim tym, którzy nie wpisują się w schemat przedstawiony poniżej. Znam osobiście ojców master chef’ ów i perfekcyjnych panów domu, jednak takiego egzemplarza nie posiadam, stąd żal wylany w owym poście. Bądźcie opoką dla swych żon! Brawo Wy!


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie