Kinderparty- dla kogo, od kiedy i dlaczego?

Moje córki właśnie otrzymały swoje pierwsze w życiu zaproszenie na imprezę. Nie mówię, że dzikusy nie chodzą na urodziny swoich kuzynów, kuzynek, ale żeby do przyjaciółki… to nasza premiera. Jestem trochę zaskoczona, że tak wcześnie, że to już, bo nie mają jeszcze czterech lat. Ale znajomi z wielkiego świata twierdzą, że to moje „już” to u nich „dopiero”, że ich pięciolatki mają za sobą kilkanaście podobnych wypadów.

Dziewczynki są wniebowzięte. Już planują, co kupią przyjaciółce z przedszkola, w co się ubiorą. Dopytują, kiedy i gdzie odbędą się urodziny. Zakładam, że jubilatka ma podobnie, a może jest jeszcze bardziej podekscytowana.

Zastanawiam się jednak nad kilkoma kwestiami. Jak to ja. 

A po pierwsze: czy to samo niespełna czteroletnie dziecko wpadło na pomysł, żeby zaprosić przedszkolaków z grupy? A czy to nie za wcześnie, skoro w tym wieku dzieci bawią się jeszcze nadal głównie obok siebie, a nie z sobą? Czy rzeczywiście nie wystarczy takiemu maluchowi tort w gronie najbliższej rodziny? Czy wreszcie, skoro my zostaliśmy zaproszeni, też będziemy organizować imprezę już w tym roku?

Myślę, myślę i dochodzę do wniosków.

Po pierwsze – że urodziny moich dzieci odbędą się, jak do tej pory, w gronie najbliższej (24-osobowej) rodziny.

Po drugie – że na szczęście wiele dzieci z ich grupy przedszkolnej urodziny już obchodziło, ale żadne nie organizowało ich dla rówieśników, zatem nasza impreza może poczekać. Nie chodzi o względy finansowe, raczej o to, że – jak mniemam – mamy na to czas.

Po trzecie – że jednak fajny jest sam proces socjalizacji, więc nie zabroniłabym nigdy pójść dzieciom na imprezkę u przyjaciółki, i – jeśli to one same wyszłyby z inicjatywą – może rozważyłabym temat.

Moje doświadczenia w opisywanej materii są znikome. Chciałabym, abyście podzielili się refleksjami, jeśli już zaczęliście albo macie za sobą etap kinderparty. Czy dobrze główkuję, że to jednak dziecko samo da mi znać, że czuje potrzebę, aby swoją urodzinową radością/ tortem i przekąskami dzielić się nie tylko z bliską rodziną, ale też bliskimi znajomymi czy przyjaciółmi? Czy możemy rzeczywiście mówić o takich już na etapie przedszkola?

Znajome mamy podpowiadają mi jeszcze jedno. Kwestia organizacji. Jeśli imprezka odbywa się w tzw. sali zabaw – luzik. Mamy/tatusiowie przywożą dzieci, a potem oddają się rozmowie lub śledzą telefony w oczekiwaniu na koniec szaleństwa. Co jednak jeśli impreza odbywa się w domu? Odwieczną zmorą mojego ukochanego kuzyna były urodzinowe przyjęcia jego córki dla znajomych dzieci, na które przyjeżdżały one wraz z rodzicami. Impreza podwójna – w jednym pokoju zastawiony stół dla maluchów, w drugim obsługa starszyzny. Ze współczuciem spoglądałam na niego w przededniu tej męczarni.

Czego jednak nie robi się dla ukochanego dziecka?

Czy istnieje jakiś savoir vivre, obejmujący imprezy kilkulatków? Co zrobić, by nikogo nie urazić, ale jednocześnie nie wydawać fortuny i nie urobić się po łokcie? Dla kogo organizować imprezę i czy przyklejać na drzwiach domu przekreślony obrazek dorosłego?

Raczkuję, raczkuję, ale kiedyś będę musiała stanąć w temacie na nogi.

Póki co pojadę – o ile dziewczynki będą zdrowe – i pooglądam z bliska, zrobię notatki i zarejestruję najważniejsze spostrzeżenia.

Z obawą oczekiwać będę także na pytanie, które może pojawić się już za dwa miesiące: a kiedy rozdamy zaproszenia na nasze urodziny dzieciakom z przedszkola?

Olaboga! Co się dzieje? Jeszcze niedawno nosiłam je pod sercem, a tutaj pierwsza noc poza domem (ostatnie doświadczenie – u dziadków rzecz jasna) i pierwsza poważna impreza z kumplami.

Wszechświecie – nie jestem na to gotowa!!!

Krótkie post scriptum

Jesteśmy po urodzinach przyjaciółki dziewcząt. Zabawa przednia, moc emocji i … wielkie oczy kota ze Shreka, że one także chcą takie spotkanie. Na moje tłumaczenia, że przecież mamusia zaprosiła już dziadków, ciocie, wujków i kuzynów, otrzymałam odpowiedź: Na swoje urodziny możesz zaprosić, kogo chcesz, ale na nasze zaproś Basię, Zuzię, Olę i Wojtka, bo to nasi przyjaciele… i jak tu odeprzeć taki argument?

Zatem proszę Państwa rezerwuję salę, zamawiam tort i idę z duchem czasu, bo moje córki ciągle zmieniają mój światopogląd.

______________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! 

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie