Kocham moje dzieci, ale…

Patrzę na moje dzieci, bawią się radośnie klockami i prowadzą dialogi, które wprawiają mnie w osłupienie i dobry nastrój.

Kocham moje dzieci. Bardzo. Powiecie – ale odkrywcze! Otóż dla mnie tak. Odkąd się urodziły kocham je, ale… – zawsze pojawiało się jakieś ale…

Zacznijmy od początku.

Kiedy dowiadujesz się, że w Twoim łonie biją dwa serca, możesz być nieco zdezorientowana.

Nie inaczej było ze mną. Radość przemieszana z troską o każde z tych serduszek towarzyszą już nieustannie od tego dnia. Zatem już na etapie ciąży – każdej, a bliźniaczej, czyli tej podwyższonego ryzyka, podwójnie – kochasz swoje dzieci, ale… nieustannie się martwisz. Czy oba prawidłowo się rozwijają, czy jeden bliźniak nie żyje kosztem drugiemu, czy aby na pewno poród pierwszego, jak i drugiego dziecka przebiegnie bez komplikacji. To wszystko towarzyszyło mi aż do dnia rozwiązania.

Potem rozpoczął się etap zwany przeze mnie szokiem poporodowym, baby bluesem czy jak wolisz depresją.

Nie ominęło mnie to przykre doświadczenie i pisałam już o nim w tym poście: BABY BLUES PO POLSKU”.

Zatem z jednej strony kochasz te maleńkie kilkudniowe istoty, ale jesteś tak obolała, bezsilna, nieporadna, zaskoczona, że znowu coś przeszkadza, by cieszyć się z macierzyństwa w pełni.

Wciąż kochałam moje córki, ale… przez trzy miesiące miały kolki, więc nie spaliśmy w nocy, niewiele mieliśmy czasu w dzień, a w uszach świdrował nam dźwięk płaczu pomieszanego z krzykiem.

Noszenie, kołysanie, lulanie i ciągły płacz… Życie trochę jakby za mgłą, odrzucenie spraw innych niż dzieci, omdlenia, anemia, pęknięta po kilku dniach rana po cc i powrót do szpitala, rozłąka z kilkudniowymi noworodkami. Co tu dużo pisać, ciężko było.

Następnie przyszedł względny spokój.

Zaczęły raczkować, potem chodzić, ale pojawiły się problemy z jedzeniem, wybrzydzanie, odrzucanie mleka, podejrzenie alergii, rehabilitacja, asymetria, treningi vojty – oj, długie historie, które spędzały mi sen z powiek.

I wreszcie jesteśmy tutaj. W dniu ich trzecich urodzin.

Jestem zakochana w moich córkach. Nadal potrafią wyprowadzić mnie z równowagi tak mocno, jak nikt inny, ale…

Aktualnie potrafią też zmiękczyć mnie w 30 sekund. Moje starsze koleżanki, mamy nastolatków czy dorosłych już dzieci powtarzają mi, że te czasy już nigdy nie wrócą, że trzy lata to najpiękniejszy, bo najsłodszy wiek. Jeszcze maluch, a mówi i uzasadania jak dorosły. Jeszcze ledwo głową sięga ponad stół, a jego argumenty rozczulą największego twardziela.

Kochane córki, dzisiaj kończycie trzy lata. Wiele już za nami. Jednak przed nami jeszcze więcej…

Czego najbardziej będzie mi brakowało za naście lat? Co się już nigdy nie powtórzy?

Już nigdy…

Nie będziecie mówiły na winogrona „wingongon”

Nie będziecie bały się, że odkręcając korek w wannie, wir może Was wciągnąć w nieznaną krainę

Zaczynały zdania od „Wydaje mi się…” za każdym razem, nawet gdy chodzi o potwierdzenie oddania moczu czy kału

Nie uwierzycie, że o 19.30 jest już noc i trzeba koniecznie pójść się kąpać i iść spać

Nie będziecie martwiły się o mnie tak mocno, gdy skaleczę palec

Nie zmówicie modlitwy do Anioła Stróża, mówiąc żygota wiecznego

Nie zatańczycie z taką pasją katchi, śpiewając: dua bedua

Nie powiecie z całą szczerością do kuzyna i wujka: „Tych tu nie lubię! Tych się boję!”

Nie zapytacie: „Czy ten but na tą nogę, mamusiu?”

Nie pobiegniecie przez całą żłobkową salę, krzycząc: „Mamika, tęskniłam za Tobą!”

Nie obudzicie się w środku nocy, krzycząc: „Małpa! albo cukierek!”

Nie uwierzycie, że ryba to kotlet

Nie będziecie zamartwiały się, że w Waszej pupie zamieszkał robak i je właśnie kanapkę

Nie narysujecie naszej rodziny z za dużymi głowami i barczystymi ramionami, ale i tak najpiękniej na świecie

Nie będziecie malować ust szminką, zahaczając o nos

Nie będziecie podlewać z takim zaangażowaniem rzeżuchy i płakać, gdy w końcu padnie

Nie będziecie przerzucać kartek książki za każdym razem, gdy bohaterom dzieje się krzywda

Nie będziecie budzić się wzajemnie co kilkanaście sekund, pytając: „Julka śpisz? Zuzia śpisz?”

Nie chwycicie mnie tak mocno za rękę, idąc ulicą

Nie wymówicie francuskiego „r” z takim akcentem

Nie będziecie czytały na głos książki, zmieniając fabułę nie do poznania

Nie ubierzecie się jednocześnie w moje czerwone szpilki, Wasze żółte nauszniki, medal swojego taty i srebrną torebkę z motylem

Nie nazwiecie lalki Barbie Kevin

Nie pomalujecie lakierem do paznokci Waszych ust

Nie będziecie kłóciły się, że Sławomir śpiewa polewamy się szamponem, a nie szampanem

Nie będziecie zdejmowały majtek na środku salonu przy wszystkich przed skorzystaniem z toalety (mam taką nadzieję)

Nie dacie tylu koncertów z akompaniamentem Waszego taty na sobie tylko znane melodie

Nie pozwolicie się oszukać, że przejażdżka przecież nie jest po to, by Was uśpić

Nie dacie wiary, że smoczki, butelki niekapki, pieluchomajtki zabiera mysz mieszkająca w ogrodzie

Nie przytulicie się i pocałujecie mnie tyle razy dziennie, ile teraz…

Julia – powiedziałaś mi kilka dni temu, że gdyby mamusia nie miała takich córeczek, byłaby bardzo smutna… trafiłaś w sedno. Dziękuję, że jesteście ze mną.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie