List do A.

Droga Moja!

Tęskno mi do Ciebie. Tęskno mi stale. Tęskno od czubka głowy po koniuszek palca. Mówili, że to stan przejściowy, że mija. Nie minął. Tęsknię nieustannie. Momentami o Tobie zapominam. Śmieję się, żyję chwilą, akceptuję rzeczywistość wokół. W środku nadal jednak ta sama nostalgia.

Najpierw tęsknię do naszych chwil odległych. Do tych beztroskich. Studenckich. Do zapachu spalonego mięsa przed akademikiem, do tanecznych czwartków, przystojnych barmanów, niezdrowego powrotnego nocnego posiłku. Do tych rozmów nieskończonych, ciągłych spotkań, miłostek, związków, przyjaciół, znajomych. Do tych ideałów, problemów i do pana Melka z recepcji.

Potem tęsknię dalej. Do czasów dorosłych, lecz jeszcze wygodnych. Do małego mieszkania z zieloną łazienką, do sąsiadki grającej na skrzypcach od rana i pracy pierwszej znienawidzonej. Tęsknię do wyjść kulturalnych i kina, i teatru, i zwykłych po prostu. Do chwil spędzonych tylko z nim. I naszych marzeń, i planów, i małych szczęść.

Tęsknię do rzeczy prostych. Do snu trwającego nieprzerwanie. Do kawy wypitej leniwie, do nóg wyciągniętych na słońcu. Do śniadań niedzielnych w południe. Tęsknię do jazdy rowerem. I tęsknię do filmów oglądanych każdego wieczora. I tęsknię do szpilek wysokich. I do kolczyków wiszących. Tęsknię do długich zakupów, do przeglądania gazety. Najbardziej zaś tęsknię do książek. Na tarasie czytanych, w kocu po nocy pochłanianych. Do zapachu bibliotek i nowej lektury z księgarni.

Tęsknię wreszcie do Ciebie: tej spontanicznej, zabawnej, pełnej energii i czasu. I poświęcenia dla innych, do bycia zawsze i wszędzie. I tęsknię do Twoich marzeń, smaku owoców nieznanych. Do Ciebie popełniającej błędy, nieodpowiedzialnej czasami. Mówiącej, co myślisz zawsze, nie myśląc, czy to wypada. Będącej tylko dla siebie, egoistycznej nierzadko. Tęsknię. Ukryć się nie da.

Tęsknię do moich przyjaciół, odwiedzin składanych za często, do głupich rozmów na gadu-gadu i setek smsów. Tęsknię do humorów i gromów, i chmurnego czoła, bo mogłam się smucić i gniewać. Tęsknię i nawet do chorób, gdy w łóżku się leżeć dało i wykurować się mogłam, bo spałam przykryta pierzyną.

Tęsknię do mojej twarzy, tej uśmiechniętej beztrosko, do oczu pełnych szaleństwa, pełnych ekspresji i siły. Tęsknię do mego ciała, bez żadnej zmarszczki czy blizny, co miało tyle energii i żadnych pamiątek czy śladów. Tęsknię do mojego głosu, który nikogo nie karcił, który niczego nie żądał – był pełen zrozumienia.

Tęsknię do marzeń i planów. Wielu i niedorzecznych. Rozpisek, list, scenariuszy, bo mogłam wszystko i wszędzie. Tęsknię do bezgranicy, do drogi nieskończonej, do ambicji i złudzeń. Tęsknię do myślenia o tym, co teraz przede mną stoi.

Droga Moja! Jesteś w środku. Głęboko. Bo czasem trzeba udawać. Że jest się dużym i silnym, że zna się te odpowiedzi, że nie trzęsą się ręce, że ma się receptę na wszystko. Że w naszych ramionach bezpiecznie, że przed złem i światem ochronią.

I chociaż tęsknię, to nie wiem, czy wrócić bym dała Ci ot, tak. Rzuciła to wszystko i poszła. By przeżyć to znowu, raz jeszcze. Dobrze mi z Tobą i sobą. Razem już zawsze będziemy. Ty przypominaj o tamtym, ja będę starać się czerpać z tego, co dobre przed nami.

Twoja A.

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie