Magicznie, wytwornie i ekskluzywnie – pobyt rodzinny w Pałacu Tłokinia

Okoliczności były zdecydowanie mało sprzyjające wszelkiego rodzaju wyjazdom. Dziewczyny dostały kataru, zaczęło się zatem zrzędzenie i nadwrażliwość. Dodatkowo aura skłaniała do pozostawania w łóżku pod kołdrą. Niebo płakało nieustannie od tygodnia. Wtedy otrzymałam maila z recepcji Pałacu Tłokinia, w którym „oczekiwano na nasz przyjazd i proszono o wypełnienie ankiety rodzica, by dostosować pokój do naszych oczekiwań i potrzeb”. Kiedy zobaczyłam, że obsługa hotelowa proponuje nam nawilżacze powietrza, przewijak, podgrzewacz do butelek i wiele innych potrzebnych moim pociechom akcesoriów, które nie zawsze znajdują się na wyposażeniu odwiedzanych przez nas obiektów – pomyślałam, że pożałuję, jeśli nie pojadę.

Niewątpliwie, kusząca była także perspektywa spędzenia kilku dni w miejscu niezwykłych spotkań kulturalnych wielu znamienitych osób trwających już od prawie stulecia.

Spakowaliśmy zasmarkane towarzystwo, a nasza pogoda ducha miała przełamać tę za oknem.

Tłokinia Hotel Restauracja mieści się w Tłokini Kościelnej, rzut beretem od Kalisza. Jest to obiekt dobrze oznakowany, nie sposób go przeoczyć. Miejsce to od kilku lat ma nowych właścicieli, mamę i tatę dwójki maluchów: Antosia i Poli. Trzeba dodać, że mamę i tatę z wysublimowanym smakiem, mamę i tatę podróżujących i znających potrzeby rodziców, którzy myślą o dziecku jako o Vipie w hotelu i wciąż mają nowe pomysły na to, jak uatrakcyjnić pobyt i małym, i dużym.

Magiczne miejsce

Już wjeżdżając na teren dawnej posiadłości Chrystowskich, poczuć można magię tego miejsca. Pałac otoczony przez piękny park, składa się z kilku budynków, nawet w deszczu prezentujących się okazale i wytwornie. Otóż to – wytwornie i ekskluzywnie – tak czuliśmy się przez cały pobyt w tym miejscu i przyznam szczerze, od dłuższego czasu tego mi brakowało.

14643097_10209232409240722_2081569926_n

Nie omieszkam wspomnieć, że uśmiechnięte panie recepcjonistki wkupiły się w łaski moich pociech już przy check-in, gdy ofiarowały im śliczne pluszowe misiaki z logo Tłokini. Podobne logo znaleźliśmy także na ręcznikach, poduszkach i kosmetykach łazienkowych – lubię takie akcenty, świadczą o dbałości właściciela o najmniejszy szczegół – warto to docenić.

Pokoje

Pokój nas zachwycił. Pokój? Co ja mówię? Toż to dwa połączone z sobą pokoje tworzące apartament – idealne opcja dla rodziców z większymi dziećmi. Juniorzy śpią u siebie, a starzy mają spokój we własnej części. W tej rodzicielskiej przykuwają uwagę schody prowadzące do antresoli – naprawdę urzekający widok. Podobnie jak meble, o których nie sposób zapomnieć: szafy, kredensy, lustra i fotele – są zjawiskowe, oryginalne i jedyne w swoim rodzaju, bo autentyczne, przedwojenne. Wśród umeblowania dwa niemowlęce łóżeczka z kompletem małej pościelki, kocykami, dodatkowymi ręcznikami. W łazience zaś kosmetyki dla maluchów – ogromny plus, szczególnie dla matek zapominalskich.

I najważniejsze. W wiadomości przesłanej przez recepcję hotelu informacja: pokój został dla Państwa przygotowany i dodatkowo ogrzany (z powodu kataru dziewczynek) – nietypow w dzisiejszych czasach, ale jakże pożądany akt empatii. Rzeczywiście, choć w hotelu było naprawdę ciepło i przytulnie, nasz pokój dostał dodatkowe 2,3 stopnie, które w tym ogromnym wnętrzu były jak znalazł. Mimo deklarowanej przez hotel późniejszej godziny kwaterunku, z uwagi na wiek naszych dzieci, podróż i pory ich posiłków, pokój został przygotowany wcześniej – zatem warto o taką możliwość spytać przy rezerwacji.

Przechadzając się korytarzami, gdzie fotografie, obrazy, przedmioty codziennego użytku i meble tworzą atmosferę obcowania z historią, można na moment zatrzymać się i zatopić w losach pewnej niezwykłej rodziny. Więcej przeczytać można o niej w książce „Pałac Chrystowskich w Tłokini Kościelnej”, dostępnej w hotelu.

Restauracja

Kolejnym atutem Tłokini jest jej restauracja. Gramofon stojący przy barze, przedwojenna muzyka w tle, zdjęcia pani Chrystowskiej i obrazy sprzed kilkudziesięciu lat stanowią uzupełnienie pozostałych pomieszczeń obiektu. Menu – zmieniające się wraz z porami roku – jest krótkie, lecz każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Jako łasuch numer 1 w mojej rodzinie – muszę przyznać, że szef kuchni sprostał moim wymaganiom, a zupa warzywna nigdy jeszcze nie smakowała tak, jak w tym miejscu.

Bez względu na to, czy zamówiliśmy żurek, francuską zupę cebulową czy polędwiczki – dania prezentowały się doskonale i tak też smakowały. Ciekawym pomysłem jest dołączenie do karty dań tych tradycyjnych rodem z kuchni Pani Chrystowskiej.

W czasie, gdy my delektowaliśmy się tutejszą kuchnią, nasze córki – mimo przygotowanych śliniaczków jednorazowych oraz krzesełek do karmienia, rureczek do picia – wolały pobawić się w kąciku dla dzieci, gdzie do dyspozycji miały puzzle, książeczki, kolorowanki i kredki. I tutaj jedyny minus, który daję Tłokini za zbyt małą przestrzeń dla maluchów. My byliśmy jedynymi rodzicami wśród gości, jednak gdyby pojawiło się więcej maluszków, mogłoby zabraknąć im miejsca. Wiem jednak, że jest to kwestia, nad którą załoga pracuje.

Nasze potwory nie do końca pasowały do tego spokojnego miejsca i cichej muzyki, choć zdecydowanie dodały restauracji pikanterii i nowego kolorytu.

Dodatkowym ułatwieniem jest możliwość zamawiania posiłków do pokoju (room service) z czego dwukrotnie skorzystaliśmy, gdy nasze dziewczyny nie mogły zasnąć, a my umieraliśmy z głodu ( na marginesie – lepszej sałatki Cezar nie jadłam w całym moim ponad trzydziestoletnim życiu).

Okolice

Jako rodzina lubiąca poznawać nowe miejsca, nie mogliśmy odpuścić. Może szaleńcy z nas, biorąc pod uwagę stan naszych pociech i aurę, jednak już pierwszego dnia wybraliśmy na krótki rekonesans do Kalisza. Szybko dotarliśmy na piękny rynek, gdzie znaleźliśmy miejsce idealne na wypicie kawy i zjedzenie czegoś słodkiego: kawiarnię Annabell z ogromnym kącikiem dla dzieciaków i wspaniałą obsługą. Nasze plany ograniczyły się zatem tylko do spędzenia czasu w tym lokalu, gdyż maluchy nie widziały potrzeby wyjścia na chłód i deszcz. Annabell znajduje się w samym rynku, zatem przynajmniej przez szybę mogliśmy podziwiać Kalisz.

W dniu kolejnym, za namową właścicielki, wybraliśmy się do Gołuchowa, by podczas spaceru z córkami obejrzeć pałac Czartoryskich, przepiękny las i park przypałacowe, a także naszym milusińskim zapewnić atrakcję w postaci obejrzenia żubrów, koników polskich, dzików i jeleni w tutejszej zagrodzie.

14741087_10209231416495904_596725717_n

Gdybyśmy mieli więcej czasu, zapewne udalibyśmy się do Kaliskiej Osady Piastów, która przenosi na moment w czasy średniowiecza. Należy pamiętać, że znajdujemy się bowiem w najstarszym mieście w Polsce. Już dzisiaj planujemy odwiedzić Tłokinię latem, by lepiej poznać szlak pierwszych Piastów, być może rowerowo, gdyż właścicielka Pałacu zapewniła, że od przyszłego sezonu rowery zostaną wyposażone w foteliki dla dzieci.

Dla lubiących zabawę w wodzie Kalisz oferuje pobyt w aqua parku. Dla zwolenników zabaw – kilka sal z takim przeznaczeniem. My, z racji pogody, skorzystaliśmy z „Bajki” – nasze córki w towarzystwie innych dzieciaków spędziły tam miło czas.

***

Jeśli znajdujecie się w grupie rodziców, którzy zmęczeni są codziennością opartą na gotowaniu kaszki i zabawie klockami, jeśli marzycie o odrobinie luksusu i przepychu, to Pałac Tłokinia Hotel Restauracja jest miejscem dla Was. Naprawdę! Jeśli zaś macie wątpliwości i zadajecie sobie pytanie: czy takie hotel to dobry wybór dla Waszego (energicznego, ruchliwego, głośnego etc.) dziecka – nie obawiajcie się. Załoga hotelu (na czele z właścicielami) jest naprawdę wspaniała (i nie ma tu ni krzty przesady), zresztą Tłokinia nastawiona jest na Wasz przyjazd z maluchem – nie na darmo przygotowano tam tak wiele udogodnień specjalnie dla niego. Nikt nie zrobi tu krzywej miny przy Waszym dziecku, choć miejsce może zdawać się na pozór poważne i mało „dziecięce”.

14625286_10209231641501529_1339248608_n

Dla Waszych córek i synów Pałac Tłokinia sam w sobie stanowić zaś będzie nie lada atrakcję – wszystko jest zupełnie inne od tego, co znane – no chyba że z bajek o kopciuszku czy legend o rycerzach okrągłego stołu… Taka lekcja historii, co najmniej kilkudniowa, spodoba się i im, i Wam moi multiRodzice.

palac_tlokinia_41

plac-zabaw

rower1-1

unnamed-1

www.palac-tlokinia.pl


 

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie