Mama wraca do pracy

Bałam się tego dnia. Musiał kiedyś nastąpić. Sądziłam najpierw, że im dłużej zostanę z córkami w domu, tym więcej ode mnie otrzymają. I otrzymały: zniecierpliwienie, frustrację, zmęczenie. W ostatnich miesiącach mojego urlopu rodzicielskiego odliczałam dni do powrotu do pracy – wiecie, jak to jest otwierać kolejne okienko czekoladowego kalendarza adwentowego – z taką samą nieskrywaną przyjemnością zrywałam kartki w kalendarzu. Czy obrzucicie mnie za to błotem? I don’t care. Wróciłam do pracy kilka miesięcy temu i wreszcie jestem dobrą matką.

Jestem szczęściarą, mam pracę idealną. Wychodzę z domu na 5 godzin. Po drodze robię szybkie zakupy, wbiegam na pocztę czy do banku. To wystarczająco długo, by zatęsknić za moimi córeczkami, wystarczająco długo, by porozmawiać z dorosłymi na dorosłe tematy, wystarczająco długo, by mieć motywację do zrobienia make up’u i włożenia szpilek, a jednocześnie na tyle krótko, by moje pociechy nie robiły podkówki, na tyle krótko, by nie obarczać najlepszej opiekunki na świecie (czytaj mojego taty) zbyt mocno i na tyle krótko, by małe wiedziały, że mama jest z nimi przez większość dnia.

Nowe zapasy cierpliwości i miłosierdzia

Zawsze twierdziłam, że rozłąka dobrze robi mojemu związkowi. Jedna czy dwie delegacje w tygodniu, sprawiały, że nabierało się dystansu do pewnych spraw, można było trochę zatęsknić czy wreszcie ułożyć w głowie i przeanalizować pewne bieżące sprawy. Nie inaczej wygląda to w odniesieniu do dzieci. Zanim wyjdę do pracy jestem mamą idealną, kiedy nagromadzą się czarne chmury na moim czole akurat muszę opuścić lokal. Następne godziny działają kojąco i wracam zupełnie odmieniona: niczym ulepszony egzemplarz z nowymi zapasami cierpliwości i miłosierdzia.

Cóż z tego, że więcej mam zajęć. Najlepiej wtedy pracuję. Tak było na studiach, gdy łączyłam dwa kierunki i pracę, tak jest teraz. Mój grafik obejmuje nieco więcej czynności, ale wyrzuciłam też z niego te mniej kreatywne zajęcia. To nic, że nie obejrzę wieczorem serialu, gdyż czeka na mnie sterta prac do sprawdzenia. To nic, że zamiast pójść spać przed północą, padam po 22.00, bo pracuję na nieco wyższych obrotach.

Ważne jest to, że zasypiam z uśmiechem na ustach, bo wiem, że zrobiłam coś dobrego, bo znowu byłam nie tylko mamą, ale wcielałam się w szereg innych ról, z którymi dobrze sobie poradziłam. To miłe, że mogłam komuś (a nie tylko moim dzieciom) umilić dzień, przekazać wiedzę, pomóc rozwiązać jakiś osobisty problem, podnieść na duchu, zmotywować do działania. Powiem nieskromnie – jestem w tym dobra i czuje się spełniona.

Wszelkie moje wątpliwości były bezzasadne

Cieszę się, że mam szansę tak zorganizować swój dzień, swój miesiąc. Są ludzie, którzy pomagają mi, bym mogła w ten, a nie inny sposób funkcjonować. Mój urlop rodzicielski nauczył mnie ważnej rzeczy. Z zupełnie innej perspektywy patrzę na matki na wiecznym wychowawczym. Matki, które nie wrócą do pracy, bo wybrały inną ścieżkę. Matki, które często zrezygnowały z jakiejś cząstki siebie, tej buntującej się, pulsującej pewnie od czasu do czasu gdzieś głęboko. To moje sąsiadki, córki koleżanek z pracy, mamy moich uczniów. Ileż trzeba mieć w sobie miłości i pokory, by wybrać tę drogę?

Wszystkim mamom – tym, które do pracy wróciły, tym, które tę decyzję rozważają i tym, które pracują na etacie w domu – chcę powiedzieć jedno: zawsze znajdzie się ktoś, kto Was osądzi, skomentuje Wasz wybór, popatrzy pogardliwym wzrokiem. Idźcie naprzód, nie rozglądając się wkoło. Jeśli tylko jesteście przekonane, że zmierzacie w dobrym kierunku.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie