Matka matce wilkiem

Wielokrotnie wspominałam, że nie lubię gawędzić z napotkaną na ulicy inną młodą mamą, nie uczęszczam na zajęcia do klubów mam i klubów malucha. Nie włączam się do grup typu Matki z mojego miasta. Mało tego, przeraża mnie perspektywa kinderbali, podczas których będę siedziała w towarzystwie pozostałych mam i czekała aż dziewczyny skończą zabawę. Wizja jak z horroru. Dlaczego jestem taka zamknięta? Dlaczego, powiedzmy to szczerze, unikam spotkań z matkami? Przyczyna jest banalna. Jestem zdania – na podstawie własnych i cudzych spostrzeżeń i doświadczeń – że w czasach i miejscu, w jakim przyszło nam żyć i wychowywać dzieci, matka matce wilkiem.

„Czy Ty nadal używasz buteleczek, które dają noworodkom w szpitalu?”

Przypominam sobie spacer z malutkimi, trzymiesięcznymi córeczkami. Nie zjadły u dziadków, ale oznajmiły mi krzykiem, że mają ochotę na mleczko w trakcie powrotu do domu. Zatrzymałam się i zaczęłam przelewać mleczko z buteleczek podróżnych do ich butelek, gdy nadeszły One. Klan matek z mojej „dzielni”. Było ich chyba sześć. Zaczęło się. – „Czy Ty nadal używasz buteleczek, które dają noworodkom w szpitalu?” – padło pogardliwe pytanie uzupełnione wymownym przewrotem oczyma i uniesieniem brwi u obserwatorek. Nie było ono nawet poprzedzone refleksją ani wnikliwym przyjrzeniu się buteleczce, która nie była tą szpitalna, choć ją przypominała. Wytłumaczyłam cierpliwie mojej rozmówczyni, jak rzecz się ma, nie znajdując jednak zrozumienia. Za chwilę padło kolejne – pytanie/osąd:

„Ty nadal wozisz je w wózku głębokim? Może już czas na spacerówkę?”

Zdobyłam się na kolejny wywód z pełną argumentacją uzasadniającą moje przekonanie. Nadal czułam, że moja rozmówczyni i jej koleżanki nie są ze mnie zadowolone. Kilka uwag na temat stroju dzieci, kilka zdań typu: „A mój już…” i towarzystwo wzajemnej adoracji odjechało w inną część dzielnicy, gdzie zapewne nagabywało inną, Bogu ducha winną, matkę.

„Musisz poćwiczyć jeszcze chustowanie, bo Ci nie wychodzi”

Innym razem – zamieściłam zdjęcie z wypadu nad morze na fejsie. Dzieci tyłem, wszystko gra. No, może prawie wszystko, bo dziewczyny są w chustach. Taki szczegół. Nim się obejrzałam, otrzymałam reprymendę: „Musisz poćwiczyć jeszcze chustowanie, bo Ci nie wychodzi” – i kilka dodatkowych odpowiedzi pod tymże komentarzem. Wszystkie od znajomych matek, matek idealnych. Myślę – powiedzcie mi coś, czego nie wiem! Naprawdę nie jestem aż tak zadufana w sobie, by nie widzieć własnych błędów. Nie widzę jednak potrzeby, by się tłumaczyć, zaciskam więc tylko delikatnie zęby. I ćwiczę chustowanie nadal, bo robiłam to zanim zwrócono mi na to uwagę.

„Mój ma już cztery zęby”, „Moja w tym wieku już dawno chodziła”, „Moje mówiło wcześniej od innych”

Przykłady mogę mnożyć. Wystarczy przysłuchać się rozmowie w przychodni albo sklepie osiedlowym. „Mój ma już cztery zęby”, „Moja w tym wieku już dawno chodziła”, „Moje mówiło wcześniej od innych”. Mam wrażenie, że to nie kwestia bycia matką, a kobietą. My kobiety mamy tendencję do nieustannej rywalizacji, udowadniania sobie, że jesteśmy przynajmniej tak dobre, o ile nie lepsze niż nasze koleżanki. Skrywamy porażki, a o małych sukcesach potrafimy prawić godzinami. Kiedy stajemy się matkami, wciągamy do tej niecnej gry nasze dzieci. Teraz to one muszą być mądrzejsze, sprytniejsze, lepiej rozwinięte, szybciej uczące się od swoich rówieśników.

Często podczas tzw. „small talk” z inną matką czuje się jakbym brała udział (poprzez moje dziecko, dzieci) w konkursie piękności, najlepszego stroju, konkursie na bystrzaka roku. Niestety, jestem inna. Wysłuchuję spokojnie peanu na cześć małego Antosia, Kasi, Stasia, a następnie – nie recytuję ody do moich córek, a mówię, jak jest. Spotyka się to ze zdziwieniem i niedowierzaniem. Jak bowiem śmiem mówić, że moje dziecko jeszcze nie chodzi zbyt dobrze, że mówi, ale tylko kilka wyrazów, że ma śmieszne cienkie włosy, z których trudno cokolwiek uformować. Jestem inna i dlatego nie potrafię nawiązać dialogu z połową matek, które poznaję.

Nasuwa się konkluzja – łatwo przychodzi nam oceniać inne kobiety w roli matek, inne dzieci, ale czy na pewno widzimy wszystkie śmieci na własnym podwórku?

Nie na darmo ktoś powiedział, że mowa jest srebrem ,ale to milczenie złotem. Pytam: jakie wymierne korzyści  daje jednej matce zwrócenie uwagi tej drugiej? Czy nie byłoby lepiej dla obu stron, by każda zajęła się własnym wózkiem? Klasę ma bowiem ten, kto dostrzega pozytyw wśród negatywów. Pomijam rzecz jasna sytuacje patologiczne. Dotychczas nie zdarzyło mi się powiedzieć: „Ale Twój syn ma zeza” albo „Twoja córka ma niewyparzony jęzor”. Nie krytykuję ubranych od stóp do głów w róż, opaskę na głowie i bransoletki małych miss, choć mam inne pojęcie o modzie dziecięcej. Nie robię tego, bo jak mówi łacińskie przysłowie – o gustach się nie dyskutuje, a każdy z nas jest najlepszym rodzicem, jakim być potrafi.

Na szczęście medal ma dwie strony. Są bowiem i matki cudowne w swojej nieporadności, bliskie w swoim braku perfekcji. Matki normalne, przed którymi nie muszę udawać i inną się nie czuję. Matki takie znajduję w blogosferze, mam też przynajmniej cztery w najbliższym otoczeniu. Mogę je zaprosić do mojego upalcowanego przez małe rączki salonu. Nie muszę przebierać moich córek i wiązać im kokardek, gdy przychodzą. Matki te nie biorą udziału w konkursie. Radzą sobie raz lepiej, raz gorzej. Niestety, czasem trzeba ich bardzo długo szukać. Na szczęście w końcu się znajdują. I wtedy trzymam je już blisko siebie. Bo takie matki są mi potrzebne.

Tego typu matek odnalezionych w Waszej bliskiej przestrzeni Wam życzę. Matek wspierających Was w niedoskonałości, matek dzielących się wiedzą, ale bez zadzierania nosa, matek nieporadnych, lecz szczerych. Do takiego klubu chętnie dołączę. Taki jest nasz klub, klub multiRodziców – wyluzowanych, popełniających błędy, ale zakochanych w swoich pociechach.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter.
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja9 komentarzy

  1. ;).. Historia z życia: wracamy ze spaceru, spotykamy sąsiadkę z dzieckiem pół roku starszym od moich chłopaków, pada pytanie: Już wracacie? Odpowiadam: Tak, bo za grubo ich ubrałam. Ona patrzy, przewraca oczami i zaczyna swój wywód, normalnie jakby z troje dzieci odchowała ;), inna historia: ta sama sąsiadka: Kasia czy mogłabyś swój wózek chować głębiej w wózkowni, a mój wystawiać na przód. Tak się męcze, gdy mam twój wózek wystawić. Słucham? To tak w imie matczynej solidarności czy co? Szczerze to powiem dosadnie: wq…ia mnie patrzenie innych mam na mnie spacerującą z chłopakami, niedobrze mi jak próbują mi doradzać mając jedno niemowlę w wózku itd itd. Zatem, też jestem Mamowym Alienem :] i bardzo dobrze się z tym czuje!

  2. Sama prawda niestety, ale muszę tu dodać jeszcze kategorie mamusiek przewrażliwionych histeryczek, które codziennie drżą na sam widok bakterii tak, one je dosłownie widzą wszędzie i nie daj Boże żeby dziecko ich dotknęło albo cały czas się martwią czy wszystko oby na pewno będzie dobrze, bo przecież moje dziecko ma katarek znowu
    Wiem, że każda matka począwszy od ujrzenia dwóch kresek na teście już zawsze będzie się martwić, troszczyć, ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku. To, że nie widzę wszystkiego w czarnych barwach, nie oznacza, że jestem zła czy też gorszą mamą.

    • O tym Magda to ja osobny tekst napisałam. Przeczytasz pewnie niebawem: dlaczego jestem złą matką.

  3. Tak wiem, że to inny rodzaj matek, ale jak tylko zobaczyłam ten tekst, od razu skojarzyło mi się z nimi.
    Ja mam wujka za płotem, który wie wszystko naj. Począwszy od tego, że ubieram dziecko za grubo, a skończywszy na tym, że od początku niepotrzebnie faszeruje dziecko chemią (witaminą D), a zapomniałabym, że za często przyjeżdżam z M. do moich rodziców, bo zgłupieje i nie będzie wiedzieć gdzie jest jej dom. Pewnie nie jedno pominęłam, ale tyle tego było, że trudno spamiętać.

    • Kochana! Każdy z nas ma niestety takiego wujka/ciocię/sąsiadkę/znajomą. Musimy być ponad to 🙂

  4. Szukam tu siły w walce z babcią mojego która ciągle mi się wtrąca do mojego dziecka, ciagle powinnam zrobić inaczej i tylko porownuje do dziecka swojej wnuczki. Niemąż interweniował ale na nią to nie działa, mówi ze odkąd ją zna zawsze taka była zaborcza. Powoli mnie juz to przerasta, w dodatku nigdy nie umiem jej tak odpowiedziec zeby jej w pięty poszło. Pomocy 🙁

  5. Jojo Kochana – współczuję, a dla otuchy mogę dodać, że każda babcia próbuje się wtrącić i narzucić nam swoje zdanie. Tyle, że to Ty musisz decydować na ile, to, co mówi zostanie wcielone w życie. Wysłuchaj, pokiwaj głową, ale zrób swoje. A jeśli nie dotrzesz do niej prośbą i zacznie robić wyrzuty – powiedz jej wprost: że albo zaakceptuje Twoje metody wychowawcze, albo będzie widywała Twoje dziecko tylko na wysłanych od czasu do czasu fotografiach.
    Więcej asertywności kochana, bo oszalejesz!!! Całuski.

  6. Niestety na takie zaborcze babcie niewiele jest sposobów – oprócz asertywnego mówienia NIE za każdym razem, a w najgorszym wypadku ograniczenia „widzeń” (o ile nie mieszkacie pod jednym dachem, choć i wtedy bym ograniczała).
    Zgadzam się z Agnieszką w tym temacie, bo babci już raczej nie zmienisz….

Skomentuj

Ładowanie