Moje dzieci ciągle płaczą

Minione święta i wyjazd do rodziców skłoniły mnie do pewnych refleksji. Mianowicie, analizując zaistniałe sytuacje i towarzyszące im spojrzenia rodziny, doszłam do wniosku, że moje dzieci często płaczą. Ale czy tylko moje?

Syn, 18 miesięcy

1. Wizyta u pediatry.

Wychodzimy z gabinetu. Obok jest wyznaczone miejsce do zabawy dla dzieci – grające gadżety, książeczki, puzzle… Syn woła: „Tam!” i idzie w wiadomym kierunku. Matka myśli: „Tylko nie to! I tak jesteśmy już wystarczająco długo w przychodni, a tu jest przecież tyle zarazków i chorych dzieci. Wyjdźmy już stąd!” Próbuję odwrócić jego uwagę i wyprowadzić na zewnątrz. Nic prostszego… Synek płacze chwilę, ale na szczęście udaje mi się go zainteresować przejeżdżającym autobusem.

2. Wizyta w aptece.

Wiadomo, od lekarza do farmaceuty. Stoimy w kolejce, starsza pani przepuszcza nas przed sobą. Uff! Ale zbliża się właśnie pora drzemki małego, więc w pewnym momencie nie udaje mi się już go w żaden sposób zagadać. Pech chciał, że była to apteka z działem samoobsługowym pełnym półek z kolorowymi różnościami, które malec koniecznie chciał podotykać, co z tego, że ja akurat kupowałam lekarstwa. Więc sytuacja rzekłabym standardowa dla rodzica półtorarocznego dziecka – syn rzuca się z płaczem na podłogę i wpada w szał. Spokojnie do niego mówię i czekam, aż się uspokoi. Spojrzenia klientów apteki bezcenne…

3. Wieczorna kąpiel w domu dziadków.

Nadchodzi wieczór, a wraz z nim ukochana kąpiel, w dodatku w nowej wannie – wannie w domu dziadków. Wszystko idzie gładko do czasu, kiedy trzeba zakończyć pluskanie. Syn wręcz wyrywa mi się z rąk, rzuca na podłogę. Czekam chwilę, ale nie mogę pozwolić mu leżeć na golasa w nieskończoność, trzeba się ubrać. Mały człowiek chce jednak wracać do wanny, żadne słowa z mojej strony, przytulanie, śpiewanie i odwracanie uwagi nie działają. Kończy się na tym, że maluch zostaje ubrany mimo zawodzenia. Minutę później dostaje pierś i zasypia przytulony do mamy.

4. Jazda samochodem.

Koszmar ostatnich dni. Trasa Katowice – Kraków, niby nic takiego, godzinka drogi. ALE godzina nie ta (okolice 19:00, czyli naszej pory zasypiania), całodzienne zmęczenie i kto tam jeszcze odgadnie, co więcej w głowie malca siedzi. Jedziemy tylko we dwoje, syn na tylnym siedzeniu tyłem do kierunku jazdy. Nagle zaczyna płakać, wyć, rzekłabym dosadnie. Co robić? Stanąć na pasie awaryjnym, kontynuować jazdę? Jadę, postanawiam zaczekać, aż synek zaśnie. Nic z tego, płacz nie ustaje. Zatrzymujemy się w pierwszym możliwym i bezpiecznym miejscu. Brzdąc uspokaja się, gdy siadam z tyłu koło niego, ale kto poprowadzi dalej samochód? Jechać trzeba, drugie dziecko czeka stęsknione na mamę. Płacz, szloch, ryk – zwał jak zwał. Zatrzymuję się ponownie, zapada cisza, ale do domu jeszcze 20 minut. Szczerze powiem, że miałam ochotę rozpłakać się razem z nim. Nie wiedziałam, co począć. Żal mi było dzieciątka, ale nie miałam innego wyjścia, jak dojechać do domu. Na miejscu od razu wyjęłam go z fotelika i przytulałam aż do zaśnięcia.

Córka, lat 4

1. Kąpiel.

„Dzieci, idziemy do łazienki!” – wołam. Maluchy odrywają się od swoich zajęć, ale młodszy zaczyna się wspinać po schodach i szybciej dociera na górę. „Ja chciałam iść pierwsza!” – słyszę z tyłu. I o razu płacz połączony z rozkazem zejścia na dół i powtórzenia wspinaczki w należytej (według córki) kolejności.

2. Złamany lizak.

Staram się ograniczać do minimum zjadane przez córkę słodycze. Kiedyś nie znała ich smaku, ale od kiedy zainteresowała się spożywanymi przez kompanów figli na placu zabaw kolorowymi różnościami, zażądała tego samego. Ale nie o tym… Córka na Dzień Kobiet dostała w przedszkolu lizak. Pieczołowicie zapakowała go do plecaka, dbała o niego całą drogę do domu. Pilnowała cały czas, więc zabrała go ze sobą nawet do łazienki i delikatnie położyła na szafce koło umywalki na czas mycia rąk. Wpada młodszy brat, lizak oczywiście ląduje na podłodze, czego siostra nie rejestruje. Ale gdy wreszcie uroczyście zasiadła przy stole, by przystąpić do konsumpcji, jakież było jej rozczarowanie, gdy lizak okazał się złamany! Płaczu, szlochu i wielkich łez nie było końca. Nic nie pomagało, żadne obietnice i przekupstwa nie skutkowały. Po rozpaczy trwającej dobre pół godziny postanowiłam wybrać się z dzieciakami do pobliskiego sklepu i zakupić (na wszelki wypadek) 2 lizaki. Tym razem dotarły cało.

3. Ja chcę!

Ja chcę czekoladę, iść na spacer, wozić brata na rowerze, karmić brata wyimaginowaną kaszą, wkładając mu łyżeczkę prawie do gardła, kupić jajko niespodziankę, spać lub nie, wypić litr soku… Przykłady można mnożyć. Nie są to jakieś grzechy, ale gdy owe zachcianki pojawiają się w nieodpowiednim momencie, musimy powiedzieć nie. Wszelkie odmowy kończą się ogromnym płaczem lub buntem. Tłumaczenie rzadko odnosi jakikolwiek skutek. Najlepszą metodą jest przeczekanie wybuchu płaczu i złości, spokojne mówienie do dziecka.

Jak to jest z tym dziecięcym płaczem?

Dzieci płakały zawsze i będą płakać. Jest to jeden ze sposobów komunikowania się ze światem. Niemowlę każdą potrzebę sygnalizuje w ten sam sposób, bo inaczej nie potrafi. Ale to nie znaczy, że starsze dzieci płaczą mniej.

Moje dzieci płaczą dość sporo, czy to źle? Naukowcy twierdzą, że płaczem dziecko uruchamia swoje naturalne, ludzkie zdolności odzyskiwania równowagi. Nie od dziś wiadomo, że kiedy się zranimy fizycznie bądź czujemy się psychicznie skrzywdzeni, najlepiej zrobi nam, jeśli damy upust swoim emocjom. Im jesteśmy starsi, tym trudniej nam to przychodzi. Jednak dzieci mają naturalną potrzebę manifestowania swoich emocji i przeżyć. Dlatego aktywnie zachęcaj do płaczu, gdy widzisz, że dziecko po prostu potrzebuje się wypłakać. Ono również chce zrzucić ciężar negatywnych emocji. Szkoda tylko, że w otoczeniu jest tak mało zrozumienia dla dziecięcego płaczu. Już widzę te etykiety: niegrzeczne/niewychowane dziecko; nie wie, jak się zachować w miejscu publicznym; rozkapryszony bachor…

Na stronie mamadu.pl znalazłam kilka zdań, jakimi powinniśmy zastąpić słynne: „Nie płacz, przestań już płakać”:

1. Jestem tutaj.
2. Widzę, jak smutny i zdenerwowany jesteś.
3. Przykro mi, że to takie trudne, kochanie.
4. Będę przy tobie zawsze, jeśli tylko będzie ci przykro albo gdy będziesz zdenerwowany.
5. Nigdzie się nie wybieram.
6. Jesteś bezpieczny.
7. Nie ma nic dla mnie ważniejszego, niż bycie z tobą tu i teraz.
8. Przykro mi, że….straciłeś ulubioną maskotkę/usłyszałeś niemiłe rzeczy od przyjaciela/upuściłeś lody.
9. Słyszę cię, skarbie.

A jak jest z Waszymi pociechami? Też sporo płaczą?


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Nauczycielka języka polskiego w jednej z krakowskich szkół podstawowych. Szczęśliwa żona i mama trzyletniej Anieli oraz rocznego Kajetana. Pasjonatka aranżacji wnętrz w stylu skandynawskim stale zmieniająca wystrój swego domu. Wielbicielka podróży, literatury, filmu oraz szybkich samochodów. Kocia mama wrażliwa na los bezdomnych zwierząt. A także miłośniczka zdrowego jedzenia stale ukrywająca się przed dziećmi z kostką czekolady w ustach.

Skomentuj

Ładowanie