Moje dzieci znowu się biją. I dobrze.

Jestem jedynaczką. Oj, ileż mnie ominęło. Ba, ile ominęło moich rodziców. Kupowanie podwójnych zabawek, rywalizacja o względy mamy czy taty, kłótnie o każdy mały drobiazg, wreszcie walki wręcz. Szczerze – zdecydowanie wybieram wszystkie wymienione „skutki uboczne”, ale i zalety posiadania dwojga dzieci. Ale o tym już było: BYCIE JEDYNAKIEM JEST DO BANI!” 

Dzisiaj kilka słów o rzeczonych konfliktach, a w szczególności bójkach.

Przyglądając się dobie moich dzieci, stwierdzam, że na 24 wspólne godziny, jakąś jedną zajmują kłótnie i bójki. Powiecie – niewiele. Oj, intensywność każdej z nich, nawet trwającej 10 minut jest tak duża, że ta godzina wydaje się nieskończonością, a moje nerwy zostają skutecznie nadszarpnięte. Podczas, gdy inni rodzice martwią się i nadmiernie stresują tym, że ich dzieci stale się biją, ja przyjmuję ten fakt jako normę. I przekonuję, abyście Wy także spojrzeli na zapasy Waszych pociech jako naturalny element ludzkiej egzystencji. Pamiętajcie też, że nie tylko Wy tak macie. Sytuacja jest obecna w każdym domu, gdzie egzemplarz niepełnoletni (a czasem i pełnoletni) występuje w ilości większej niż jeden. Ad rem!

Psychologia rozwojowa mówi jasno, że wszystkie emocje są dobre.

Wiadomo, my rodzice, najbardziej radzi jesteśmy, gdy u naszych dzieci dominuje radość. Nie jest wielkim odkryciem, że daje ona dzieciom energię, motywuje je do działania, zatem nasza rola jest wówczas ograniczona do minimum.

Ale bardzo potrzebne i ważne są też smutek: który pozwala dziecku na chwilę się zatrzymać, skłania je do refleksji nad sobą i sytuacją, a w efekcie pozwala rozróżnić, co jest w życiu naprawdę istotne, a co błahe. Strach, którego nie życzymy naszym dzieciom w nadmiarze, w wersji light przypomina naszym maluchom o zachowaniu ostrożności, o byciu czujnym, a w rezultacie chroni przed rozlicznymi zagrożeniami. Jest wreszcie i złość. Ta najmniej pożądana – przez małych i dużych. Czemu służy? Przede wszystkim uczy tego, gdzie kończą się nasze granice, pokazuje jakie mamy potrzeby i oczekiwania, a co jest już poza nimi.

U dzieci często złość wywołuje następstwo, czyli bójkę z zapalnikiem – czyli drugim dzieckiem, które bardziej lub mniej świadomie tę złość wywołało. Czy rzeczywiście bójka może mieć zalety? Owszem.

Z boku może się wydawać, że rękoczyny naszych dzieci mogą mieć bardzo groźne następstwa. Na ogół jednak nasze pociechy szybko sprawdzą swoją rzeczywistą siłę i nie zrobią niczego, co byłoby opłakane w skutkach. Co na pewno da im bójka: nauczy je samoregulacji, pozwoli rozładować napięcie, a także pokaże, ile siły kogoś innego może powstrzymać.

Do pewnego momentu możemy mówić dzieciom, że świat jest piękny, otaczają nas dobrzy ludzie etc. W końcu jednak dziecko zderzy się z brutalną rzeczywistością pełną agresji i przemocy: psychicznej, fizycznej i werbalnej. Dlatego podchodzę do bójek i kłótni moich córek z pewną rezerwą, ale bez nadmiernej rozpaczy. Zdaję sobie bowiem sprawę, że to, co wygląda groźnie, nie zawsze takie jest.

Staram się nie ingerować nadmiernie w kłótnie, konflikty i ich rozwiązywanie (zasada: dopóki nie poleje się krew, nie wkraczam), bo chcę, aby moje córki wiedziały, że nie zawsze mama będzie pod ręką, by pomóc im w trudnej sytuacji. Chcę, aby moja „bardziej ugodowa” córka nauczyła się nieco skuteczniej walczyć o swoje. Pragnę, aby obie nauczyły się kontrolować własną agresję, zamiast czekać aż matka kogoś odciągnie na bok. Muszą zdawać sobie, że rodzic często jest obecny, ale są chwile, gdy trzeba polegać wyłącznie na sobie.

Oczywiście, jeśli zauważacie, że kłótnia czy bójka idą w złym kierunku, konieczne staje się wprowadzenie elementu mediacji rodzicielskiej. Próba dotarcia do sedna sprawy, ale bez wskazywania winnych zawsze pomaga. Tyle, że traktuję ją jako ostateczność. Co ciekawe, im starsze moje córki, tym ich bójki rzadsze. Kłótnie owszem, ale coraz częściej przepełnione logiczną argumentacją, uzasadnianiem podjętych wyborów. Co mnie cieszy, to fakt, iż dominujący bliźniak zaczyna coraz bardziej liczyć się ze zdaniem drugiego. Zaś moja młodsza córka coraz wyraźniej akcentuje, gdy przekraczane są jej osobiste granice.

Nie wkraczajmy „do akcji” zbyt wcześnie. Pozwólmy naszym maluchom poznać skomplikowany świat konfliktów, ale też nauczyć się mechanizmów działania pojednań. Doceńmy terapeutyczną i edukacyjną rolę kłótni naszych dzieci. To trudne, ale możliwe. Nadzieja, że kłótnie kiedyś się skończą jest płonna, o czym uświadomili mnie już znajomi rodzice kilkunastolatków. Zatem przyjmuje na klatę stan rzeczy taki, jaki jest i patrzę na plusy. Nic innego mnie i Wam, moi drodzy, nie pozostaje.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie