Nie marnuj czasu – przytulaj!

O tym, jak bardzo kojący bywa dotyk ukochanej osoby nie trzeba nikogo przekonywać. My dorośli, w sytuacjach trudnych, ponad nasze siły, ale i tych wyjątkowo radosnych, szukamy kontaktu z najbliższą nam osobą. Nie na darmo mówimy, że my kobiety wspieramy się na męskim silnym ramieniu, że potrzebujemy ramienia, by się wypłakać. Każdy z nas zwyczajnie lubi się czasem do kogoś przytulić lub ukryć ból w czyichś ramionach. Nie dziwi zatem szczególnie, że bezbronne, nic nie wiedzące o świecie dziecko, będzie tego kontaktu poszukiwało jeszcze bardziej intensywnie niż niejeden dorosły.

Zaczyna się bardzo wcześnie, w pierwszych tygodniach życia pod sercem mamy. Ileż razy gładzimy brzuch, w nadziei, że nasze dziecko odczuwa przez wszystkie jego powłoki naszą obecność.

Potem przygotowujemy się do pierwszego dotyku. Jest oczekiwany, wytęskniony, a później odtwarzany w naszych głowach setki razy. Niewiele różni się od naszych wyobrażeń, chyba że coś idzie nie po naszej myśli. Wielokrotnie włączałam przyszłemu multitacie filmy, ukazujące kangurowanie, bo wiedzieliśmy, że nasze dziewczynki mogą urodzić się jako wcześniaki. Teraz wiem, że zupełnie niepotrzebnie. Przybliżenie nowonarodzonego dziecka do klatki piersiowej, by jak najintensywniej odczuwać jego bliskość – okazało się dla całej trójki czymś najbardziej naturalnym w świecie.

Kolejne tygodnie życia, bóle brzuszka, kolki, tulenie do snu, wreszcie kamienie piersią. Przedłużenie tego, co zaczęło się w łonie mamy. Ciągły kontakt mamy, taty i dziecka. I cóż z tego, że tato nie ma piersi, z których płynie życiodajny pokarm. Ręka przy ręce, dłoń w drugiej dłoni, policzek przy policzku. Nawet najgorsze bóle przechodzą jakby łatwiej, nieco szybciej, gdy obok znajduje się ukochana osoba, gdy można poczuć ją blisko.

Niewiele zmienia się w następnych miesiącach. Może jedynie forma bliskości przekształca się, ulega transformacji. Nie nosimy na rękach naszych dzieci tak często. Jednak dotyk towarzyszy nam każdego dnia. Nikt naszych dzieci pewnych zachowań uczyć nie musi, przychodzą same i stają się rytuałami rodziny.

Całus na powitanie dnia i całus na jego zakończenie typu: każdy z każdym. Przy każdym przewróceniu, potknięciu, uderzeniu – szybki bieg do mamy lub taty i prośba o pocałowanie, roztarcie miejsca skaleczenia lub po prostu mocne przytulenie. Mija niczym ręką odjął. Przebudzenie w nocy – mała rączka przemierza szczebelki, by poczuć większą dłoń. Koszmar senny, szybkie przytulenie do mamy i złe zmory odchodzą w siną dal.

Przykłady można by mnożyć. Oprócz tego, że jestem mamą, jestem też córką. Wiem doskonale, że nigdy nie dorasta się na tyle, by zrezygnować z przytulenia przez któreś z rodziców, gdy dzieje się nam krzywda, gdy doświadczamy niesprawiedliwości, gdy przychodzi choroba, z którą musimy się zmierzyć. W takich sytuacjach jesteśmy po prostu dziećmi, a ramiona naszej mamy i taty mają tę samą moc, co kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu.

Wyjątkiem jest może jedynie okres burzy i naporu, zwany potocznie dojrzewaniem. Wtedy na moment odrzucamy bliskość naszych rodziców, szybko jednak – przyjeżdżając na weekend do domu podczas studiów, z dyplomem ukończenia w ręku, na ślubnym kobiercu, a wreszcie tuż po pojawieniu się na świat naszego własnego wyczekiwanego potomka, chcemy przytulić się do mamy i taty.

Nie rezygnujmy z dotyku. Całujmy, przytulajmy nasze pociechy, póki nam na to jeszcze pozwalają. Czas pędzi nieubłaganie. Już nigdy nie będą takie małe, takie miękkie, takie pulchniutkie. Zawsze jednak pozostaną naszymi dziećmi, dla których ramiona pozostaną szeroko otwarte. Niech będą o tym przekonane na tyle mocno, by zawsze chętnie w te ramiona wpadać.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebook’u dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter.
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków i wieloraczków? Zapraszamy na forum!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • W jakiejkolwiek innej sprawie – pisz również! Jesteśmy tu po to by porozmawiać, czasami ponarzekać, ale najczęściej się wspólnie pośmiać.
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie