Nie taka ospa straszna, jak ją malują – czyli czego nie wiedziałam o ospie wietrznej

Mimo iż nie skorzystaliśmy swego czasu z zaproszenia na ospa party, przyszedł czas i na nas. Dopadła nas ospa. Przy tej okazji na jaw wyszło kilka informacji, o których – szczerze mówiąc – do tej pory nie miałam pojęcia.

  1. Wodny roztwór gencjany zamiast maści w pudrze.

Pamiętam doskonale czas, w którym ja zachorowałam na ospę wietrzną. Miałam kilkanaście lat, był to dla mnie okres dojrzewania i przebieg choroby był fatalny. Ponad trzy tygodnie męczarni. Pamiętam też, że smarowano mnie pudrem w kremie. Kiedy u swojej córki spostrzegłam pierwsze pęcherze, miałam zamiar zakupić ów w aptece. Tyle, że w domu znalazłam rozpoczęty wodny roztwór gencjany, który postanowiłam zużyć. Sądziłam, że spotkam się z uwagą wezwanej na wizytę lekarki, że to lek z zamierzchłych czasów. A jednak… Lekarka uznała, że pudroderm nasila świąd i nie wysusza zmian w takim stopniu jak gencjana. Rzeczywiście – poza oczywistymi minusami (brudne ubranie, pościel, trudne do zmycia ślady na ciele) – moje dziecko nie drapało się ani jeden raz, a pęcherzyki zniknęły w przeciągu dwóch dni.

  1. Ospę można przechodzić bez wysypu pęcherzy.

Wszyscy czekaliśmy, kiedy ospą zarazi się moje drugie dziecko – siostra bliźniaczka jedząca często tą samą łyżką, pijąca często z kubka siostry. Mija właśnie miesiąc i śmiem wątpić, aby u mojej drugiej córki pojawiła się ospa. Oczywiście postanowiłam ją niebawem zaszczepić, aby problem miała już „z głowy”. Jednak usłyszałam od ordynatora pediatrii w naszym szpitalu, że powinnam zrobić jej badanie krwi, stwierdzające, że dziecko nie przeszło ospy. Fakt – mała miała w tym samym czasie co siostra wyższą temperaturę, straciła apetyt, ale przypisałam to wirusowi grypopodobnemu. Być może jednak przechodziła właśnie ospę (mimo braku krost), co sprawdzić zamierzamy w najbliższym czasie.

  1. Dzieci uczęszczające do żłobka nie płacą za szczepionkę przeciw ospie wietrznej.

Gdy tylko zadzwoniłam do żłobka z informacją, że moje dziecko jest chore, panie poinformowały, że przecież przysługuje nam bezpłatna szczepionka – o czym zapomniały powiedzieć mi we wrześniu. Stać mnie na to, by opłacić dziecku szczepienie, ale może gdyby powiedziały mi o tej opcji pół roku temu – w ogóle przypomniałabym sobie o tej chorobie i skorzystała z możliwości. Zatem – jeśli macie zamiar zaszczepić dziecko, a chodzi do żłobka – zabierzcie zaświadczenie, nie zapłacicie ani grosza.

  1. Po zetknięciu z zarażonym, ospa może pojawić się u nas aż do 21 dni, a najczęściej występuje około 16 doby.

Pamiętam, że wyjeżdżaliśmy na ferie, gdy zobaczyłam kartkę w żłobku – proszę obserwować dzieci, mamy jeden przypadek ospy. Pomyślałam – trudno, niech się dzieje, co chce. Wróciliśmy z ferii, zaczęłam pracę, mijały kolejne dni. Sądziłam, że temat został zamknięty. I wówczas – w 16 dobie pojawiły się: najpierw podwyższona nieznacznie temperatura i brak apetytu, a wieczorem one: dwa wielkie pęcherzyki zwiastujące mały kataklizm. Bądźmy więc czujni. Pamiętajmy o tym, aby uprzedzać gości o chorym w domu, nie każdy życzy sobie być zarażonym, a czas inkubacji jest naprawdę długi.

  1. Pierwsze zmiany najczęściej obejmują miejsca owłosione oraz intymne.

Gdyby ktoś z Was miał wątpliwości, czy to na pewno ospa, a nie chciałby wzywać lekarza –( mój powiedział, że przy tej chorobie wizyta nie jest konieczna, bo leczy się tylko zewnętrzne objawy – miejscowo, a także gorączkę zwykłym środkiem przeciwgorączkowym) , wystarczy zbadać, gdzie pojawiły się pierwsze zmiany. U mojej córki były to okolice odbytu oraz włosy. Kilka swędzących i dużych pęcherzy. Poza tym tylko drobne małe krostki na całym ciele, na szczęście tylko kilka na twarzy.

Podsumowując: ospę (gdyby nie wielka kumulacja i połączenie z grypą) przeszlibyśmy bez większych problemów. Kilka pęcherzy, kilkanaście krost, zero drapania – i tylko ten brak apetytu dawał się we znaki. Czy jednak zafundowałabym tę „przygodę” drugiemu dziecku? Niekoniecznie. Wszyscy wokół mówią: każdy z nas musiał przejść ospę i mieć ją z głowy, nasze dzieci nie muszą. O ile mojej drugiej córce ospa trafiłaby się w wieku dziecięcym – ok, ale gdy zaryzykuję i poczekam – może zarazić się wtedy, kiedy ja, a to naprawdę bardzo traumatyczne przeżycie, a i stan chorego fatalny. Ospy zatem lepiej uniknąć albo przynajmniej złagodzić jej przebieg. Ale jak to mówią: mądry Polak po szkodzie…


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie