Nigdy nie okłamuj swojego dziecka

Każdy dorosły człowiek oszukany przez bliską mu osobę, traci do niej zaufanie. Konsekwencje są dalekosiężne. Ich relacja kuleje, zostaje całkowicie zerwana a zaufanie odbudowywane jest miesiącami, a nieraz latami. Jak czuje się żona oszukana przez męża? Jak zawiedziony musi być brat, którego okłamała siostra? Z jakim wyrzutem spojrzymy na babcię czy dziadka, którzy zataili przed nami prawdę?

Skoro kłamstwo jest przez nas tak źle widziane i oceniane, dlaczego tak łatwo przychodzi nam okłamywanie naszych małych dzieci. Czy okłamałeś/-aś swoje dziecko w mijającym tygodniu? Naprawdę? Ani jeden raz? Przypomnij sobie…

Nic się nie stało, wstawaj i pobaw się dalej (na pewno nic się nie stało? A może po upadku Twoja pociecha odczuła jednak ból, dyskomfort i nie potrafi przejść od razu do dalszej zabawy).

Mamusia wróci dosłownie za pięć minut (przecież nawet najszybsze zakupy, nie wspominając o wizycie u lekarza czy wreszcie wyjściu do pracy nie są w stanie nawet zbliżyć się do tej cyfry).

Jeśli będziesz niegrzeczny, nie odwiedzi Cię w tym roku św. Mikołaj (przecież tak czy owak i tak zmiękniesz i ofiarujesz dziecku przygotowany znacznie wcześniej prezent).

Nie jedz czekoladki, bo rozboli Cię brzuszek (od jednej kostki na pewno nie).

Sama złapałam się niejeden raz na kłamstwie. W podobnych do wymienionych drobiazgach. Im więcej jednak o tym myślę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że – choć mały – to jednak najbliższy mi człowiek i nie chciałabym być tą, która zawiodła jego zaufanie. Rzecz jasna, niewinne kłamstwo często ratuje lub mogłoby uratować nas od rozpaczy, ataku histerii, nerwów czy humorków malucha. Sądzę jednak, że jest to rozwiązanie, które zadziała doraźnie, ale skutki jego stosowania będą odczuwalne przez lata. Czy na pewno chcemy mieć w domu za kilka lat małego kłamczuszka? Przecież skoro w takim duchu był wychowywany, a jego mama przyzwalała na małe kłamstewka, nie będzie widział w nich niczego złego.

Czy chcemy, by maluch odkrył niebawem, że jego mama – rodzicielka, największy autorytet, lek na całe zło, wymyślała wymówki, by osiągać swoje cele? Zdać musimy sobie sprawę z tego, że każde kłamstwo ma krótkie nogi, a czym skorupka za młodu na siąknie, tym prędzej czy później trąci.

Inna kwestia – niektóre kłamstwa przypominają historie rodem z horroru. Ileż można się nasłuchać w poczekalni u lekarza, na placu zabaw czy w restauracji. Dziecko może zabrać do mamusi pan, jeśli będzie niegrzeczne, policjant może aresztować niejadka, czarownica porywa maluchy, które niesłuchaną starszych – o zgrozo! Sama mam ciarki, gdy słyszę podobne opowieści. Tutaj nie tylko narażamy się na wymienione już przeze mnie konsekwencje. Narażamy także nasze dziecko na szereg traum, kompleksów i – w najlepszym razie – systematyczne wizyty u psychologa lub psychiatry. Warto pomyśleć o tym, zanim stworzymy następną hitchcockowską opowieść.

A sam okłamujący? No cóż, nieuniknione jest pojawienie się wyrzutów sumienia. Może nie u każdego, lecz u bardziej świadomego rodzica, to więcej niż pewne. Kładzenie się do łóżka ze świadomością, że znowu dzisiaj oszukałam swoje dziecko dla swojej wygody, dla świętego spokoju, bo tak było łatwiej… jest mało komfortowe.

Tym tekstem apeluję nie tylko do Waszego, ale i do własnego zdrowego rozsądku. Kłamstwo nie przyniosło nigdy nikomu wymiernych korzyści. Zróbmy postanowienie – postaram się być szczera wobec mojego małego człowieka (małych ludzi), nie niszcząc w nim ani odrobiny jego ufności.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie