Oczekiwanie na trojaczki z perspektywy taty

Jestem 29-cio letnim przyszłym tatą trojaczków, zawodowo funkcjonariuszem jednej ze służb mundurowych. Moja żona, Mysza, lat 27, inżynier procesu i produktu w jednej z międzynarodowych korporacji. 30 kwietnia tego roku powiedzieliśmy sobie sakramentalne „Tak!” i w zasadzie tu zaczyna się nasza historia. Już na wiele miesięcy przed ślubem, podjęliśmy decyzję, że od razu po nim postaramy się o dziecko. Z jednej strony byliśmy bardzo spragnieni potomka i momentami trudno było się nam doczekać, z drugiej strony im bliżej byliśmy terminu, tym bardziej rozsądek brał górę nad instynktem rodzicielskim i ostatecznie postanowiliśmy poczekać z dzieckiem do ślubu.

Na miodowy tydzień pojechaliśmy w Bieszczady i to właśnie tam, w cieniu połonin uznaliśmy, że czas spróbować. Udało się, wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, jak bardzo się udało…

Tydzień po powrocie do Gdańska Mysza zaczęła robić testy ciążowe i kiedy już powoli traciliśmy nadzieję, na jednym z testów pojawił się bardzo delikatny cień upragnionej drugiej kreseczki! Kiedy kolejne testy potwierdziły ciążę, uznaliśmy, że czas wybrać się do ginekologa. Doktor na pierwszej wizycie zobaczył pęcherzyk ciążowy z zarodkiem, jednak było za wcześnie, aby powiedzieć czy wszystko jest w porządku, więc poprosił nas o ponowienie wizyty dwa tygodnie później. Na tę kolejną wizytę szliśmy z duszą na ramieniu, bo nie wiedzieliśmy czego oczekiwać, ale to co usłyszeliśmy przerosło nasze najśmielsze oczekiwania:

L(ekarz): Siedzicie Państwo?

J(a): Bliźnięta?!

L: Nie. Piękne, zdrowe trojaczki!

J: Pan żartuje?!

Nie żartował.

W ciągu kilku minut nasze życie stanęło na głowie, chociaż wtedy jeszcze nie mieliśmy zielonego pojęcia jak bardzo. Teraz mamy już jako taki ogląd co nas czeka, a to dopiero osiemnasty tydzień ciąży! W jakiejś mierze mogliśmy spodziewać się dwójeczki, a to dlatego, że dziadek Myszy ma brata bliźniaka, ale trojaczki?! Na te wieści kobieta mojego życia zaniemówiła, a ja zacząłem śmiać się jak szalony. Nie zmienia to faktu, że nogi się pode mną ugięły.

Po opuszczeniu gabinetu lekarza przyszedł czas na poinformowanie przyszłych dziadków o tym, że ich wyczekiwany wnuk to wnuki. A w zasadzie to wnuczki, o czym dowiedzieliśmy się na dwa dni przed powstaniem tego tekstu. Mama Myszy nie uwierzyła, moja mama nie uwierzyła, a jak już uwierzyła to popłakała się ze szczęścia, tato Myszy, jako jedyny (poza babcią Myszy) uznał, że z takich rzeczy jaj byśmy sobie nie robili i uwierzył od razu, zaś mój tato, największy szyderca z całej czwórki, stwierdził że on musi sobie to wszystko przemyśleć i oddzwoni za chwilę, po czym się rozłączył. Dla każdego te wiadomości były szokiem, jedni oswoili się z tym szybciej, inni później, a jeszcze inni do tej pory niedowierzają.

Gdy już znaleźliśmy lekarza, który zdecyduje się poprowadzić ciążę, co wcale nie było łatwe, uznaliśmy, że w zasadzie to wyszło dobrze, że ten, którego wybraliśmy na początku nie zdecydował się podjąć wyzwania i lepiej poprowadzić ją prywatnie u jednej z najlepszych specjalistek w kraju, niż u kogoś, kto robiłby to z przymusu, nie mając najmniejszego doświadczenia. Pani profesor orzekła, że nasza ciąża, to najbezpieczniejszy wariant trojaczkowy, czyli ciąża trójkosmówkowa i trójowodniowa, a patrząc na wczesne fazy rozwoju naszych dziewczyn, że będziemy szczęśliwymi rodzicami trojaczków dwujajowych.

Aktualnie jesteśmy na etapie zakupowego szału, przemeblowywania mieszkania, szukania odpowiednich łóżeczek, wózka i fotelików, a jeszcze do niedawna nowego samochodu, do którego zmieściłyby się wspomniane gadżety, Gang, Mysza i ja. Na szczęście to już za nami, auto kupiliśmy, teraz pozostaje reszta wyprawki. Na szczęście sporo znajomych ma dzieci, które dopiero wyrosły ze swoich najmniejszych ciuszków, dzięki czemu trochę wydatków nam odpada.

Jak dotąd jesteśmy na jak najlepszej drodze do pozytywnego rozwiązania, wszystkie dzieci są zdrowe i równiutko rosną, aktualnie ważą około 160 gramów, a za dwa tygodnie będziemy robili badanie połówkowe.

14012017_1345560868806366_800456053_n

Jedna z bliźniaczek

Kiedy już było wiadomo, że na tym wczesnym etapie wszystko z dziećmi jest w najlepszym porządku, wystartowałem z blogiem. Pisać zacząłem dzięki moim cudownym: żonie i przyjaciółce, które namówiły mnie do opublikowania pierwszego tekstu, za co jestem im wdzięczny, bo dzięki temu mogę jakiś sposób się spełniać, ale również mam coś, co będę mógł pokazać za kilkanaście lat moim małym księżniczkom. Nie tylko zdjęcia i filmy, ale też swoisty pamiętnik ich ojca od najwcześniejszego etapu ich życia. Mam nadzieję, że już po urodzeniu Gangu, będę miał czas, żeby raz na jakiś czas napisać kilka słów.

Przed nami wielka radość, ale i ogromne wyzwanie, głównie logistyczne. O tym wszystkim, na bieżąco możecie dowiedzieć się z mojego bloga, który znajduje się pod adresem: http://trojaczkowo.blog.pl

oraz facebookowego fanpage’a: https://www.facebook.com/trojaczkowopl.

Serdecznie zapraszamy aktualnych rodziców trojaczków, przyszłych rodziców, ale nie tylko. Każdy znajdzie tam coś dla siebie.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Kiedyś miłośniczka podróży i przygód podwyższających adrenalinę. Obecnie uskutecznia głównie podróże pojazdem trójkołowym do klubu malucha i z powrotem, a adrenalinę ma wiecznie podwyższoną poczynaniami wszędobylskich, bliźniaczych potomków. Kocha swoją rodzinę, przyjaciół, dobry film i jeszcze lepszą książkę, fotografię, Kraków, kawę z pianką, jazdę na motorze i bycie mamą.

Skomentuj

Ładowanie