OMG! Urodzę bliźnięta!

Wiadomość o tym, że zostanę mamą bliźniąt spadła na moją głowę nieoczekiwanie niczym doniczka z pelargonią z czwartego piętra. Moje beztroskie życie przypominające dobrego gatunku serial trwało w najlepsze, ale minęła magiczna trzydziestka, a kolejnym punktem scenariusza było POTOMSTWO. I tutaj komedia romantyczna zmienia się na moment w melodramat. Moment dość długi, bo przez dwa lata nie mogliśmy z moim M. ujrzeć wymarzonych dwóch kresek na teście. Starania, które na ogół są najprzyjemniejszą częścią oczekiwania na ciążę zamieniły się w opracowany skrupulatnie system dat, godzin, wizyt u lekarzy i badań. Historia to długa i mało przyjemna – trzymając się nomenklatury filmowej: nasz horror.

I nagle stało się. Wizyta w toalecie, dotąd przysparzająca frustracji i rozczarowań zakończyła się pełnym sukcesem. Są – czerwone, stojące obok siebie i niewątpliwie dwie. Potem beta, nad wyraz wysoka i po dwóch tygodniach od miłosnego aktu: uporczywe mdłości.

Scena w gabinecie u ginekologa miała przypominać te z amerykańskich produkcji, gdzie ona w pełnym makijażu jest trzymana za rękę swojego przystojnego męża/partnera, a na wieść o upragnionym rozwijającym się w niej życiu oboje zalewają się łzami, patrząc sobie wymownie w oczy.
Rzeczywistość była zgoła inna.

Nasz ginekolog wnikliwie wpatrując się w ekran, poinformował, że widzi dwie małe kropeczki. Zanim kulki w mojej głowie się zderzyły, upłynęła chwila, ale mina mojego męża dawała jasno do zrozumienia, że tak – to właśnie o to chodziło lekarzowi.

Pierwsza moja myśl: „what the fuck?” szybko została zastąpiona przez bajeczną wizję dwóch małych istotek trzymających się za ręce. Euforia nie trwała jednak zbyt długo. Przecież mogliśmy się tego spodziewać. Mama mojego męża ma pięcioro rodzeństwa, z czego dwóch braci zostało ojcami bliźniąt. Jej ojciec także miał brata bliźniaka. Jednak świadomość, że coś może się zdarzyć, a postawienie przed faktem dokonanym trochę się różnią.

Co czuje dziewczyna, która po latach starania nagle dowiaduje się, że zostanie mamą – mamą podwójną?

Hmm … w pierwszej chwili podniecenie: bliźniaczki tak słodko wyglądają, noszą te same ubranka, wzbudzają zachwyt przechodniów etc. Następnie przychodzi fala strachu i przerażenia: dwoje na raz, podwójne wydatki, płacz w dolby surround, karmienie na dwa cyce. Jest też etap rezygnacji i zwątpienia: nie dam rady, jestem za słaba, nie poradzę sobie, znikąd pomocy, zostanę z tym wszystkim sama, to za wiele na raz. Ostatecznie jak w „Trenach” Kochanowskiego jest moment pogodzenia się z losem i przyjęcia tego, co nam ofiarował. Bez oczekiwań, bez nadmiernych emocji.

Pierwsze koty za płoty. Trzeba poinformować najbliższych. Z rodzicami poszło gładko, choć ojciec musiał wychylić jeden głębszy. U mamy i teściowej polały się łzy. Teraz czas na resztę. Najlepiej tak, jak lubię – z jajem i polotem. Bez małych bucików, napisów na brzuchu etc. Na imieninach mamy, mój M. spóźniony wpada do salonu i krzyczy od progu: „Wypijmy toast za małego w brzuszku”. Okrzyki radości, wiwatowanie. Po pięciu minutach: „Wypijmy toast za drugiego małego w brzuszku”. Miny dziadków, ciotek i wujków- bezcenne.

Dziewięć miesięcy oczekiwania: stany euforyczne, depresyjne, względnie chwile równowagi – nijak mogą przygotować do bycia mamą bliźniąt. Ani mądre książki, ani poradniki nie są w stanie ukazać tego, co dzieje się, gdy maluchy są już na świecie.

Jedyna porada na czas do rozwiązania – nie miej żadnych oczekiwań albo przygotuj się na najgorsze – co najwyżej życie miło Cię zaskoczy. Pierwsze miesiące, pierwsze dni i chwile życia z bliźniętami są bowiem trudne i nie uwierzę nikomu, kto nie przyzna się, że obfitują w większe lub mniejsze „doły” i skutkują hektolitrami łez wylanych w poduszkę.

Jedyna pomoc i pocieszenie płynie wtedy od innych mam – takich jak Ty. Mam, które już mają w domu leżące, raczkujące, a może całkiem samodzielne bliźnięta. Mam, które uczyły się na własnych błędach i mogą przed niektórymi ostrzec. Mam, które nie zamieszczają na swoich „lajfstajlowych” blogach zdjęcia kolejnej perfekcyjnej tarty tudzież sushi zrobionych dla przyjaciół, perfekcyjnego pokoiku dziecka urządzonego zgodnie z zasadami feng shui oraz perfekcyjnego świeżego hybrydowego manicure zrobionego podczas drzemki ich jednej jedynej pociechy.
Mam, które tak, jak Ty czy ja będą żyły przez pewien czas w chaosie, dezorientacji i oszołomieniu. Dzięki tym mamom czasem łatwiej jest przez te trudne chwile przebrnąć, czując, że nie jesteśmy same. A dzięki odpowiedziom na niektóre dla nas trudne, a dla nich już całkiem proste pytania: możemy uczynić tę rzeczywistość nieco mniej stresującą.

Jakich rad udzieliłabym rodzicom bliźniąt na pierwsze wspólne miesiące?

  • nie słuchaj dobrych rad teściowej, mamy ani przyjaciółki – chyba, że urodziły kiedyś bliźnięta. Posiadanie jednego dziecka nijak ma się do ogarnięcia dwójki
  • nie korzystaj z aplikacji usypiających dzieci – mało skuteczne, ale gdy Twoje maluchy przechodzą kolki, bóle brzucha, wzdęcia: włącz im odgłos prawdziwej suszarki nagrany na youtubie, u nas zdziałał cuda, a zmagaliśmy się z podwójną kolką przez całe trzy miesiące
  • nie generalizuj – masz dwoje różnych dzieci. Jeśli jedno zjada 50ml mleka, a drugie 120ml – to znaczy, że są inne tak, jak każdy z nas. Nie próbuj mierzyć ich ta samą miarą – ani w pierwszych tygodniach życia, ani tym bardziej w kolejnych. Nie kupuj więc takich samych ubranek, zaznacz poprzez strój ich odrębność
  • ustaw do pionu swojego partnera – macie dwoje dzieci i w pierwszych miesiącach potrzeba dwóch par rąk do przygotowania mleka, zmiany pieluch, odbicia maluchów, a tym bardziej do noszenia podczas kolek
  • zaopatrz się w dobry środek na bolący brzuszek – nie polecam esputikonu, wolę niemiecki Sab Simplex – ograniczył długość i częstotliwość ataków naszych dzieci do minimum
  • nie kupuj drogich gadżetów – podgrzewacza do butek, wyparzacza, a tym bardziej woombie czy monitora oddechu. Masz garnki w domu? Sprawdzają się równie dobrze, jak wyparzacz i podgrzewacz. Woombie nie pomoże, gdy dziecku coś dolega. Gdy nie dolega: maluch śpi spokojnie bez ściśnięcia go w małym „łonie”. Monitor oddechu? Jesteś mamą – i nawet najbardziej zmęczona – będziesz czujna.
  • nie czytaj forów internetowych – możesz skończyć jak kobieta, która włożyła dziecku palec do wrzątku, bo wyczytała w Internecie, że to pomoże na dolegliwości. Czasy umieszczania dziecka w piekarniku „na dwie zdrowaśki”, by wypędzić chorobę już dawno za nami.
  • śpij, gdy dzieci śpią – są na razie bardzo małe, potem będzie tego snu coraz mniej. Nie myśl o mieszkaniu, swoim wyglądzie, obiedzie czy gościach. Myśl o sobie. Jesteś w okresie połogu – musisz dojść do siebie. Spróbuj poprosić mamę, teściową, ojca, by przygotowali Ci obiady na kilka dni albo zrobili sok z buraka, który pozwoli Ci wrócić do jako takiej formy. Nie masz takiej możliwości? Może po prostu zamów gotowe jedzenie.

Najważniejsze! Pamiętaj: będzie lepiej. Mówię Ci to ja: mama 10-miesięcznych bliźniaczek. Pierwsze trzy miesiące to obłęd, następne trzy są lepsze, ale trudne. Po skończonym pół roku jest lepiej. Słyszysz? Jest lepiej!!


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter.
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków i wieloraczków? Zapraszamy na forum!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • W jakiejkolwiek innej sprawie – pisz również! Jesteśmy tu po to by porozmawiać, czasami ponarzekać, ale najczęściej się wspólnie pośmiać.
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja12 komentarzy

  1. Witam Cię na pokładzie Agnieszko 🙂

    Z perspektywy multiTaty muszę się nie zgodzić z dwiema sprawami, bo reszta jest trafiona w punkt.

    Wyparzacz i podgrzewacz Avent’a kupiony „z drugiej ręki” na OLX to wydatek rzędu 2 x 20 zł, a wydaje mi się, że usprawnia czynności związane z czyszczeniem/parzeniem butelek/smoczków.

    Jako zadowolony użytkownik płytkowego monitora oddechu (a nawet dwóch), stwierdzam z przekonaniem, że był to zakup, który zapewnił nam psychiczny spokój w godzinach nocnych. Ba! Wciąż zapewnia i jeszcze przez długi okres zamierzamy je stosować. Koszt używanego monitora oddechu to ok. 200 zł na OLX, a po skończonym okresie użytkowania można go śmiało sprzedać dalej, bo nie ma się w nim prawo nic zepsuć (przy prawidłowym użytkowaniu). Jest to wg mnie inwestycja w bezpieczeństwo, polecana szczególnie w przypadku wcześniaków.

    Oczywiście ile ludzi, ile rodziców, tyle opinii… 🙂 Pozdrawiam!

    • Nie jestem Multi mamą, mam jednego szkraba. Zgadzam się co do podgrzewacza i monitoru oddechu. Bardzo ułatwiają życie. Co do pozostałych gadżetów słyszałam, że też się sprawdzają. Skoro coś może nam pomóc, zapewnić chwilę relaxu czy choćby radość z posiadania czegoś fajnego to czemu nie? Gadżety jak najbardziej na TAK:)

    • Cześć Maćku.
      Ilu rodziców, tyle opinii. kocham olx 🙂 tam nabyłam i sprzedałam po tygodniu moją snoozę go. Moje laski to też wcześniaki, ale – po pierwsze trzy miesiące kolek to niewiele snu, a poza tym jakoś tak od małego pochrapują 🙂 Twoje poglądy szanuję i może niejednemu rodzicowi wymienione gadżety mogą się przydać.

    • Carrie! U mnie też gadżety na TAK 🙂 Oczywiście te potrzebne i ułatwiające życie. Te niepotrzebne – na OLX.

  2. Swietnie się Was czyta! 🙂 Przyznam, że jako małolata marzyłam o bliźniakach. Później zmądrzałam i w pierwszej i drugiej ciąży, przed początkowym usg, myślałam sobie „tylko nie to”… na szczęście obydwie ciąże okazały się pojedyncze, ale gdyby były bliźniacze… no cóż, oczywiście kochałabym jak własne 😀

    • Dzięki Reniu za ciepłe słowa. Gdyby ciąże były bliźniacze też dałabyś radę. Tyle siebie znamy, ile nas sprawdzono.
      Ja miałam wrażenie, że nie dam rady z jednym, a moje dziewczyny żyją już 10 miesięcy i wygląda, że dobrze im na tym świecie nawet z taką zakręconą i daleką od ideału matką. Buziaki!

  3. Z perspektywy bliźniaka mogę zdradzić, że bycie bliźniakiem i posiadanie bliźniaczki to najlepsze, co mogło mi się przydarzyć w życiu. To najbliższa osoba (znamy się od życia płodowego 🙂 ), która zawsze bedzie dla mnie najważniejsza. To tak silna więź, że wręcz nie potrafię tego opisać i wytłumaczyć niebliźniakom. Owszem – pewnie rodzicom było ciężko, szczególnie przez pierwsze lata naszego życia, ale później, gdy zaczęłyśmy się nawzajem „pilnować”, chodzić razem do zerowki, gimnazjum, liceum, to zaczęłyśmy za siebie nawzajem brać odpowiedzialność. Jedyne, co mogę doradzić rodzicom, to traktować rodzeństwo jednostkowo i indywidualnie – rozwijać w nich odrębne zainteresowania (jeśli takie oczywiście są, nic na siłę). Chociaż może u nas tego w dzieciństwie zabrakło, ale i tak mamy diametralnie różne charaktery (pesymizm i introwertyzm vs optymizm i ekstrawertyzm). Życzę dużo siły i cierpliwości rodzicom!

    • Asiula – dziękuję Ci za ten wpis. Czasem jest tak trudno, że aż wyć się chcę, ale perspektywa, o której piszesz cudowna. Marzę, by taka więź łączyła także moje córki. Pozdrawiam Ciebie, siostrę oraz rodziców.

Skomentuj

Ładowanie