Parkowe golasy – czy ekshibicjoniści są groźni?

Dzisiaj przeczytałam w jednej z grup, do których należę, że w moim mieście pojawił się zboczeniec masturbujący się na ulicy. Matki wpadły w panikę. Chciały (oczywiście w komentarzach pod postem) urwać mu interes, strzelać do niego z pistoletu, a jedna odważna nawet przyprowadzić go na komendę. Nastała era strachu i obawy o życie dzieci. Mamy pytają o radę – jak zachować się w tej nietypowej sytuacji. Spieszymy zatem z odpowiedzią (jak to rodzice wyluzowani – pół żartem, pół serio).

Niemal każda dziewczyna/ kobieta/ mama przeżyła spotkanie z panem w smutnym trenczu, eksponującym swe, wątpliwej jakości, genitalia.

„Parkowe golasy”

„Parkowe golasy” stanowią tylko jedną z wielu kategorii ekshibicjonistów, czyli dewiantów seksualnych, bo tak nazywają ich psychologowie. Historie z parkowym golasem zazwyczaj mają podobny przebieg: niepozorny pan, w kremowym tudzież stalowym płaszczu i nonszalancko zarzuconym szaliczku przechadza się niedbale po parku. Nagle, naszym oczom, ukazuje się niczym niezapowiedziany widok, który wywołuje grymas na naszych twarzach. Pod płaszczykiem – ptaszek, który, na szczęście, szybko odfruwa w inne miejsce.

„Autobusowi ocieracze”

Drugą grupę zasilają „autobusowi ocieracze”- nazywam tak tych, którzy wykorzystują ścisk w autobusie, ażeby przytulić swe, w najlepszym wypadku, udo do ciała upatrzonej wcześniej ofiary. Cechuje ich determinacja, zaangażowanie – te wygięcia, przepychanki i finał – gdy poczujemy lekkie ocieranie. Naukowo nazywa się ich froterystami. Ocierają się o pośladki i inne części kobiecego ciała, uzyskując w ten sposób stan wyjątkowego podniecenia.

Podobne historie jednych bawią, dla innych stanowią opowieści z piekła rodem. Faktem jest, iż roznegliżowani panowie najczęściej jedynie pokażą swoje małe co nieco i uciekają, zaś przymusowej widowni nie grozi nic poza utratą apetytu.

Ale uwaga!!!

Mówiąc o właścicielach CRR (czytaj: celowo rozpiętych rozporków), najczęściej wyobrażamy sobie starszych samotnych panów, co jednak bywa mylące. Kto by pomyślał, że młody sympatyczny chłopak pytający o drogę, w swoim samochodzie siedzi jedynie w skarpetkach, a ręki nie trzyma na drążku do zmiany biegów!!! (tak, tak właśnie było drogie panie).

Wszystkie ofiary mogę, po konsultacji z psychologami, zapewnić, że nie są prowokatorkami.

Nie ma bowiem znaczenia nasz strój, wiek czy wygląd, każda kobieta może stać się świadkiem krótkiego programu: „Ptaszek Show”, po którym ekshibicjonista zaśpiewa z Robertem Gawlińskim: Byłem z nią parę chwil, było tak namiętnie.

Pytanie zatem: jak się wówczas zachować?

Najlepsze jest ponoć zobojętnienie i ominięcie delikwenta, choć osobiście polecam kąśliwą uwagę na temat prezentowanej części ciała – zawsze skutkuje. Zawstydzenie i oburzenie jedynie bardziej podniecają dewianta. W zetknięciu z autobusowym ocieraczem możemy zmienić miejsce lub wysiąść.

Nie pozostaje nic innego, jak tylko apelować do bohaterów niniejszego felietonu słowami: „Ptaszki do klatki” lub „Trzymaj ptaszka na uwięzi” – choć, szczerze mówiąc, myśląc o efektach apelu przychodzą mi na myśl jedynie słowa Asnyka: Daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia!

Przedstawicielkom płci pięknej zaś polecam, na wypadek ewentualnego zetknięcia z dewiantem, gotowy tekst, cytat z Grechuty: Nie dokazuj miły, nie dokazuj, przecież nie jest z Ciebie znowu taki cud!

Podobne KOBIECE TEMATY – tutaj.

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie