Pobyt z dzieckiem w szpitalu – prawa rodzica i małego pacjenta

Mija rok od mojego pobytu z niespełna trzyletnią wówczas córką na oddziale pediatrycznym w szpitalu. Trauma pozostaje do dziś – i u dziecka, i u mamy. Niby nic złego się tam nie wydarzyło, a jednak czy wydarzyło się tam cokolwiek dobrego? Mam wrażenie, że oprócz nawodnienia dziecka, szpital nie zrobił zupełnie nic. Na szczęście nasza historia ma szczęśliwy finał. Wychodzę z niej jednak mądrzejsza i bardziej świadoma. Bo wtedy – wzięta do szpitala wprost z gabinetu naszej lekarki córka i jej nieświadoma matka, były łatwym kąskiem dla kogoś występującego z pozycji siły.

Czytam dzisiaj post jednej z mam w grupie matek i wiem, że przeżyła dokładnie to samo, co ja.


Drogie mamy jestem po 3 dniowym pobycie w szpitalu na oddziale dziecięcym i piszę tego posta aby was prosić żebyscie idąc tam ze swoimi dziećmi broniły swoich racji. Po pierwsze wiem że jest zakaz wchodzenia z dzieckiem do pokoju zabiegowego, ale jeśli czujecie że chcecie być przy dziecku to postawcie na swoim i nie pozwólcie aby panie pielęgniarki was wygoniły, po drugie nie pozwólcie sobie wmówić że siedzicie przy dziecku nic nie robicie to możecie spać na podłodze, budzic dziecko w środku nocy żeby mu zmierzyć gorączkę tradycyjnym termometrem podczas gdy mają do dyspozycji dotykowy, trzymać dziecko 3 godziny na rękach i pilnować żeby miało prosto rękę żeby mogla zejść kroplówka podczas gdy na oddziale jest sprzęt który pompuje kroplówkę i dziecko może mieć rękę jak chce. To tylko kilka sytuacji w których moj umysł nie potrafił zrozumieć, pewnych zachowań. Oczywiście nie generalizuje bo nie można wszystkich pań, włożyć do jednego worka, ale stwierdzam że są bardzo duże braki empatii że strony personelu pielegniarskiego. *

*pisownia oryginalna

Moje spostrzeżenia są takie same. Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to zamknięte drzwi pokoju zabiegowego, do którego zabierane jest moje maleńkie dziecko, a mnie tłumaczy się, że podpisałam zgodę na respektowanie regulaminu szpitala, a co za tym idzie, nie wchodzę z dzieckiem. Zdziwiłam się, ale zostałam na zewnątrz. Mój błąd, którego więcej nie popełnię. Na stronie rzecznika praw pacjenta mamy wyraźną informację:

I. Obecność przy dziecku podczas badania lub udzielania innych świadczeń zdrowotnych

Rodzice mogą towarzyszyć dziecku podczas badania lub udzielania innych świadczeń zdrowotnych przez lekarza albo pielęgniarkę. Taka możliwość obecności rodzica jest dla dziecka bardzo istotna, bo daje poczucie bezpieczeństwa i ułatwia uspokojenie małego pacjenta.

Mnie powiedziano, coś zupełnie innego. Głupie teksty o tym, że matka rozprasza, że dziecko się wyrywa etc. Wstyd mi, że okazałam się tak niedouczoną i tak mało asertywną. Cóż, człowiek uczy się na błędach. Moje dziecko dzielnie zniosło zakładanie wenflonu, jednak na pewno bało się obcych pań w kitlach oraz niewyjaśnionego niczym zniknięcia matki.

Oczywiście są zabiegi i procedury medyczne, które ze względu na bezpieczeństwo dziecka muszą być przeprowadzone bez obecności rodzica, ale odmowa musi zostać uzasadniona rodzicowi i udokumentowana.

Idźmy dalej. Absurdalny nakaz trzymania dziecku przez całą dobę rączki prosto, by płyny z kroplówki mogły swobodnie zejść.

Nie stosowałam się do tego nakazu. Moje dziecko było wówczas tak osłabione, że te kilka dób właściwie przespało z rączką położoną na klatce piersiowej. Jednak zawsze warto zapytać personel o dodatkowy sprzęt – w tym pompy infuzyjne. Tyle, że tym razem możemy zwyczajnie usłyszeć, że nie ma ich na stanie i tyle.

Wreszcie – spanie na podłodze uwłaczające godności ludzkiej. Rzecznik praw pacjenta jasno stwierdza, że: Nic tak bardzo nie zapewnia dziecku komfortu psychicznego i poczucia bezpieczeństwa, jak stała obecność mamy czy taty w czasie pobytu w szpitalu. Dlatego warto pamiętać, że taką możliwość daje prawo pacjenta do dodatkowej opieki pielęgnacyjnej – tj. opieki, która nie polega na udzielaniu świadczeń zdrowotnych. Taka opieka nad dzieckiem-pacjentem może być sprawowana właśnie przez rodzica.

Wybierając szpital możemy dowiedzieć się, jak prawo to jest realizowane, czyli dokładnie przeanalizować regulamin placówki. Jedne zapewnią nam materace lub łóżka na salach przy dziecku, inne osobne pomieszczenie dla rodziców z możliwością przespania nocy. A jeszcze inne z łaską podstawią krzesło i każą w tych warunkach odpocząć po stresującym dniu.

Nie możemy też być zaskoczeni, gdy szpital wystawi nam rachunek za pobyt w tym jakże ekskluzywnym miejscu. Na stronie rzecznika praw pacjenta czytamy:

To, na co warto zwrócić szczególną uwagę, to możliwość pobierania przez szpitale opłat rekompensujących koszty wynikające z przebywania rodzica w szpitalu z hospitalizowanym dzieckiem związane np. ze zużyciem mediów, udostępnieniem łóżka, pościeli, łazienki, pomieszczenia socjalnego w celu przygotowania posiłku. Szpital nie ma natomiast możliwości pobierania opłaty za sam fakt obecności rodziców przy chorym dziecku.

Ile szpitali, tyle regulaminów. Każdy z nas ma prawo wyboru, jednak najczęściej decydujemy się na szpital położony najbliżej z wszystkimi jego niedogodnościami. W naszym przypadku chorych dzieci było dwoje, jedno w domu, drugie w szpitalu – zatem kursowanie między domem a szpitalem miejskim było znacznie mniej uciążliwe niż dojeżdżanie do ościennych miast.

Wiem jednak jedno, że jeśli sytuacja się kiedyś powtórzy, będę wiedziała, na co rzeczywiście muszę personelowi pozwolić, a o co mogę walczyć zgodnie z moimi prawami.

Życząc zdrowia Wam i Waszym maluchom – życzę Wam też, abyście trafiali tylko na empatyczny personel medyczny i szpitale rodem z Leśnej Góry.

Podobny post: Z DZIECKIEM DO SZPITALA – MINI PORADNIK

______________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! 

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie