Poczytaj mi mamo! – czyli dlaczego warto czytać?

Kiedy byłam małą dziewczynką uwielbiałam, gdy mama zabierała mnie na kanapę, zabierała ze sobą książeczkę z serii: „poczytaj mi, mamo” i siadała obok mnie. Nie wiem, jak to możliwe, jednak do dzisiaj pamiętam okładki tych małych prostokątnych książeczek, a jedno spojrzenie na nie przypomina mi historie w nich opisane.

Zanim dziewczynki przyszły na świat, ja – fanka lektury, wyobrażałam sobie wielokrotnie scenę, w której dwie małe córeczki leżą w łózkach po mojej lewej i prawej stronie, a ja przenoszę je za sprawą odpowiedniej intonacji i barwy głosu w świat magii, fantazji, dziecięcych marzeń i wyobrażeń. Aby ten obrazek stał się realny, musiałam chwilę poczekać.

W tym czasie zastanawiałam się, jak zachęcić maluchy do słuchania czytanych książek, jak zaszczepić w nich miłość do literatury, podczas gdy sama nie miałam wolnej chwili, by pochłonąć kolejne czytadło.

Usłyszałam wtedy, że po prostu próbować. Pokazywać obrazki, wybierać faktury ciekawe dla malucha, książeczki przestrzenne, a gdy jest bardzo mały te czarno – białe. Mówienie to jednak za mało, kiedy mama przez całe popołudnie przerzuca strony internetowe w telefonie, nie możemy oczekiwać, że malutki człowiek domyśli się, że ta papierowa, która leży zakurzona w gablocie jest atrakcyjna. Dziecko też wybierze kiedyś telefon. Niezbyt odkrywcze będzie stwierdzenie, że przykład musi iść z góry. Moje dzieci wiele razy widziały mnie z książką czy choćby gazetą.

Moje obawy były jednak zupełnie bezpodstawne. Po pierwsze – pewne predyspozycje wysysa się wraz z mlekiem matki (nawet, jeśli ta karmi tylko przez 3 miesiące), ale też odkąd tylko siadały na moment w skupieniu podejmowałam też próbę zwrócenia ich uwagi na kotka, pieska, domek – w książeczkach przeznaczonych najpierw dla niemowląt, potem dla dzieci starszych.

Aktualnie – ku mej wielkiej dumie, nie ma u nas dnia bez czytania.

Co prawda nie odbywa się to tak, jak w mojej wyobraźni – przed zaśnięciem (mam już wystarczająco zepsuty wzrok, a dziewczynki żądają usypiania w półmroku), lecz w ciągu dnia, w każdej wolnej chwili. I na tym etapie rozwoju (przypominam – dziewczynki właśnie skończyły trzy latka), nie zachęcam, nie wołam, nie reklamuję czytania – moje córki usilnie proszą, by usiąść przy nich i wybierają lekturę, która im się podoba.

Czytamy bardzo wiele – zalecane 20 minut dziennie przedłuża się u nas do godziny, czasami nawet dwóch – oczywiście w seriach 15-minutowych (tyle mniej więcej zajmuje nam przeczytania jednej książeczki). Co lubią moje przedszkolaki? Wyjątkowo upodobały sobie braci Grimm. Jako pedagog, filolog – wybieram oczywiście wersje dla dzieci bez makabrycznych opisów oraz zachowań bohaterów. Znają cała klasykę. Lubią jednak i serie dla mnie nowe: Misia Marysia, Tupcio Chrupcio.

Dlaczego warto czytać?

Powiedziano w tym temacie już chyba wszystko. Zacznę od sprawy dla niektórych nieoczywistej. Czytanie zbliża. To w końcu czynność wymagająca bliskości. Dziecko nie będzie czytało z każdym. Babcia, dziadek, tatuś – tak. Ale już wujek, którego słabo zna – niekoniecznie. Bliskość, możliwość pochylenia głowy i oparcia jej o życzliwe ramię, poczucie bezpieczeństwa – to jedna z zalet czytania.

Drugi aspekt, na który zwracają uwagę logopedzi. Dzięki czytaniu dziecko uczy się języka, poznaje nowe słowa i wyrażenia, nabiera pewności w wypowiadaniu się. Wciąż zdumiewa mnie, gdy moje dziecko rozpoczyna zdanie od: wydaje mi się… sądzę, że – a to dlatego, że po lekturze książki próbujemy o niej rozmawiać i analizować jej treść. Książki uczą zapamiętywania. Jakież było moje zaskoczenie, gdy pewnego dnia moja córka usiadła z książką o niedźwiedzicy Miodzi i zaczęła powtarzać zapisane w niej zdania z dokładnością co do słowa. Ten mały umysł po kilkunastokrotnym odtworzeniu historii znał ją na pamięć.

Książki rozwijają wyobraźnię na skalę, o jakiej nie mamy nawet pojęcia.

Gotując obiad, słyszę często, jak moje córki wykorzystują fabułę danej książki w zabawie, rozwijając ją, zmieniając zakończenie, stosując frazy żywcem wzięte z bajeczki.

Książki uczą moje (i nie tylko) dzieci myślenia, rozstrzygania, decydowania, co dobre, a co złe. Pokazują postawy godne naśladowania, ganią zachowania niepożądane.

Wreszcie, na co należy zwrócić szczególną uwagę w wieku tabletów, smartfonów, ipadów i innych elektronicznych pochłaniaczy czasu, mowy, wyobraźni i relacji społecznych – książki zastępują te urządzenia. Kiedy pokażemy dziecku świat youtube’a przed światem baśni – z całą pewnością wybiorą ten pierwszy: prosty, dostępny, nie wymagający wysiłku. Jeśli zaczniemy od słowa pisanego, na ten drugi (w ograniczonej ilości) przyjdzie jeszcze czas.

Złapałam się kilka razy na tym, że odmówiłam czytania: mamusia mówiła już dzisiaj tyle do dzieci… mamusię boli gardło… – mea culpa. Chociaż jedna książeczka, a potem może tatuś… albo babcia… nie odmawiajmy naszym dzieciom czytania. Odmawiamy im bowiem wtedy zdobywania wiedzy, kształtowania dobrych nawyków, a także dobrej rozrywki. Mówię Wam to ja – mama, filolog, nauczycielka.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie