Podwójne szczęście na wiosnę! – ojcowskie wspomnienia z porodówki

Paskudny zarost, przepocony podkoszulek, nerwowe kursowanie tam i z powrotem, dziesiątki wypalonych papierosów i obgryzione paznokcie. Filmowa wizja ojcowskiego oczekiwania na porodówce jest bardzo bliska rzeczywistości. Co prawda, w mojej wersji nie było przepocenia i papierosów, ale nogi same rwały się do kursowania, a jakiś paznokieć na pewno nie wyszedł z tego starcia cało. Sięgam pamięcią do tamtego dnia i widzę przed oczyma absolutnie pusty korytarz z krzesłami oraz skórzaną kanapę narożną, na której spędziłem kilka, pełnych stresu, chwil. Niedawno Żona przypomniała mi, że napisałem w miarę „na świeżo” wspomnienia z tego arcyważnego dnia. List zaadresowany jest do moich dorosłych bliźniaków i postanowiłem się nim z Wami podzielić.

~ 21.03.2015 ~ Podwójne szczęście na wiosnę!

Piszę ten tekst ponad dwa miesiące po Waszych narodzinach. Zapewne już wiecie, że z zapamiętywaniem tata ma spory problem, jednak postaram się odtworzyć uczucia, które towarzyszyły mi w czasie oczekiwania na dwa największe osiągnięcia mojego życia. Tak, tak… To o Was mowa […] Zapewne znacie to przysłowie, że nadzieja umiera ostatnia. Inne przysłowie mówi, że nadzieja jest matką głupich, jednak przez całe swoje życie kierowałem się tym pierwszym. Nie bez znaczenia była też modlitwa, którą kierowałem do Boga z prośbą o piękne i zdrowe dzieci. Głęboko wierzę, że teraz, kiedy to czytacie (założę się, że najpierw Ty Olu dotarłaś do tych zapisków > Kocham Cię* :), jesteście równie mocno wierzącymi ludźmi, jak Wasz tata. 

*P.S. Szymka kocham równie mocno! 🙂

Ciąża, której z mamą tak bardzo pragnęliśmy, była okresem burzliwym, przede wszystkim dla mamy. Pierwsze miesiące były dla Niej szczególnie nieprzyjemne. Starałem się wtedy, aby zminimalizować Jej cierpienie tak bardzo, jak tylko mogłem. Końcowy etap oczekiwania na Was był również pełen ciężkich momentów […] W piątek byliśmy na ostatniej wizycie u Pana doktora, a w sobotę byliście już na świecie. Tak naprawdę, było to efektem wielu szczęśliwych zbiegów okoliczności. Nie o tym miałem pisać, dlatego zakończę ten temat mówiąc, że wszystko co dobre sprowadziło się do osoby doktora Pawła. 

Już nie pamiętam nawet, w którym momencie Wasza mama poczuła się gorzej tego dnia. Wszystko działo się, naprawdę, szybko. Wydaje mi się, że zadzwoniłem rano do doktora, który bez wahania stwierdził, że powinniśmy jechać prosto do szpitala w Bytomiu. A propos szpitala – mam nadzieję, że kiedy to czytacie, szpital ten funkcjonuje lepiej niż w naszych czasach. Droga z domu do szpitala to około 20 min jazdy samochodem. Wbrew pozorom, nie spieszyliśmy się wtedy jakoś szczególnie. Tak naprawdę, nie spodziewałem się, że tego dnia powitamy Was na świecie. Mama miała, co prawda skurcze, ale chyba mieściły się one w granicach normy. Podjechaliśmy wtedy nawet na stację, żeby zatankować samochód – nie było więc nam aż tak spieszno 🙂 Dopiero, gdy dojechaliśmy do szpitala, okazało się, że stan ciąży jest bardziej zaawansowany, niż nam się wydawało. Im bliżej wieczoru, tym częstsze były skurcze. Mama dzielnie znosiła wszystkie badania, a po jednym z nich usłyszeliśmy, że „dzieci jeszcze dziś pojawią się na świecie”.

Nie ukrywam, że ta wiadomość mnie trochę zaskoczyła. Ale pozytywnie zaskoczyła. Dotarło do mnie dopiero w szpitalu, że mamy tego dnia pierwszy dzień wiosny. Lepsza data na urodzenie bliźniaków, niż 21 marca, nie mogła nam się trafić. Byłem bardzo podekscytowany, ale też pełen obaw. Byliście przecież wcześniakami, a jak się później okazało, obawy te zostały wzmocnione przez pewną panią doktor, ale o tym za moment. Nie mogę sobie przypomnieć, czy tego dnia zjadłem jakiś treściwy posiłek po południu. Pamiętam jednak, na pewno, że nie czułem głodu. Poziom adrenaliny musiał być, naprawdę, wysoki. Mama sprawiała wrażenie osoby spokojnej, przechodząc te wszystkie badania. Od początku do końca, podczas badań, byłem przy Niej. Dopiero, gdy zabrali Ją na salę operacyjną, byłem zmuszony cierpliwie czekać na szczęśliwe rozwiązanie w poczekalni przed salą. Już przed operacją panowało na oddziale spore poruszenie. Nie codziennie przychodzą na świat tak wspaniałe dzieci, i to w pakiecie 🙂 

Gdy mama była już na sali operacyjnej, moje zdenerwowanie wzbierało coraz bardziej, choć wydawało mi się, że jestem dość opanowany w tej sytuacji. Z błędu wyprowadziła mnie pewna pielęgniarka mówiąc, żebym się uspokoił i usiadł. Uświadomiłem sobie wtedy, że mimo, iż ciało jest spokojne, myśli błądzą gdzieś po sali obok, dając odzwierciedlenie na mojej twarzy. W zdecydowanej większości sytuacji życiowych zachowuję spokój. Muszę Wam przyznać, że oczekiwanie na dwójkę dzieci to spory stres. Gdybym palił papierosy to raczej wyszedłbym wtedy zapalić 🙂 Do tego oczywiście dochodzi stres i troska o zdrowie Waszej mamy. Mijały minuty, z sali wychodziły kolejne osoby, ale nawet nikt nie raczył udzielić mi jakiejkolwiek informacji. Nawet lekarz, który wyszedł później (było ich dwóch) siedział cicho. Spokój w moje serce wlał płacz Szymka – od razu poznałem, że to chłopak płacze. 2 minuty później zapłakała Ola. Jej płacz był zupełnie inny, taki delikatniejszy. Nie mogę tego samego powiedzieć już teraz, po ponad dwóch miesiącach Waszego życia. Ola to istny wulkan energii. Aż dziwne, że w tak małym ciele gnieździ się tak potężny głos. W pierwszym okresie, gdy Ola płakała, mama mówiła, że „kiedy Ona płacze, to tak jakby świat się walił”. Teraz odnoszę wrażenie, że gdy płacze to pękają ściany, co może grozić zawaleniem 🙂 Nic, tylko powiesić w pokoju Oli tabliczkę – „NIEBEZPIECZEŃSTWO, Uwaga! Grozi zawaleniem” 🙂 

Wracając do tematu szpitala, w pewnym momencie podwójne drzwi sali operacyjnej się otworzyły, a pielęgniarki szybkim krokiem przewiozły Was do pokoju obok w specjalnych wózkach. Nie pozwoliły mi Was wtedy zobaczyć. Wszystko po to, żeby uniknąć Waszego wychłodzenia. Mijały minuty, a ja czekałem na mamę. Po chwili z pokoju pielęgniarek wyszła wredna pani doktor, która nieźle mnie nastraszyła słowami: „dzieci są niewydolne oddechowo”. To było dla mnie, jak wyrok w tym momencie! Nie raczyła dodać, że jest to stan absolutnie normalny u wcześniaków. Serce na moment mi zamarło. Wciąż czekałem na jakieś wieści z sali operacyjnej […] Po około 20 minutach mama była gotowa do jazdy na 3 piętro, gdzie Was już wcześniej zawieziono. Jak się później okazało, Ona też Was nie widziała, udało się Jej to dopiero następnego dnia. Ja miałem więcej szczęścia, bo pozwolono mi Was obejrzeć. Kiedy wszedłem do sali, w której Was ulokowano, moim oczom ukazały się dwa Aniołki. Szymek skulony, poubierany i poprzykrywany leżał sobie w przeźroczystym wózku. Ola natomiast leżała w inkubatorze w samym pampersie. W tamtym momencie, mimo iż byłem szalenie dumny, byłem też pełen obaw o Ciebie córeczko. Wyglądałaś tak nieporadnie, tak jakbyś potrzebowała pomocy. Jak się rano okazało, moje obawy na szczęście zostały rozwiane – oboje byliście przy mamusi. Udało mi się zrobić Wam kilka zdjęć, które od razu pokazałem mamie. Mimo, iż bardzo była zmęczona i obolała, pełna też była dumy i miłości do Was – tak, jak ja. Pożegnałem mamę, była chyba godzina 21:00. Jeszcze tego wieczora powiadomiłem bardzo wiele osób o szczęśliwym fakcie Waszych narodzin. Wracając samochodem do domu oswajałem się z myślą, że zostałem ojcem.

Teraz, gdy o tym myślę, przypomina mi się pewien cytat z filmu Spiderman: „[…] z wielką siłą wiąże się wielka odpowiedzialność”. Zamiast „wielkiej siły” wstawiłbym „rodzicielstwo”. Po ponad dwóch miesiącach Waszego życia mogę śmiało powiedzieć, że zarówno mama, jak i ja, przekonaliśmy się, że rodzicielstwo wymaga ogromnego poświęcenia. Fakt posiadania dziecka, a szczególnie dwójki dzieci, obraca dotychczasowe życie do góry nogami. Staramy się, jak tylko możemy, żebyście miały wspaniałe dzieciństwo już od samego początku i wiecie co? – Myślę że wspólnymi siłami i z pomocą Innych, naprawdę, dobrze sobie radzimy! Kocham Was! Tata.

A morał z tej historii pisanej wspomnieniem taty,

że wiosna przyniosła nam dwa pięknie kwitnące kwiaty 🙂


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter.
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Maciek - szczęśliwy mąż Magdaleny, a od niedawna tata bliźniaków - Oli i Szymka, które obróciły moje życie o 180 stopni. Z wykształcenia - nauczyciel WF, z zawodu - strażak. Żyję w przekonaniu, że istnieje bliska relacja między dobrem ofiarowanym a otrzymanym. Chciałbym za 20 lat usłyszeć z ust dorosłych dzieci, że byłem dobrym ojcem. Motto życiowe zaczerpnięte z filmu Szeregowiec Ryan - "Zasłuż na to. Zasłuż na to wszystko".

Dyskusja3 komentarze

Skomentuj

Ładowanie