Postanowienie noworoczne – pic na wodę czy dobry moment na zmianę?

Nie jestem typową kobietą. Nie lubię celebrowania rocznic, nie zawsze nawet o każdej pamiętam. Wydawanie fortuny na kwiaty tylko po to, by potem umieścić ich zdjęcie na fejsie jest dla mnie zupełnie nierozsądne. Jestem konkretna. I przekorna. Stąd moja niechęć do obchodzenia sylwestra. Wprost nie cierpię tego dnia. Ktoś zmusza mnie, abym właśnie 31-ego grudnia świetnie się bawiła. A może nie mam akurat na to ochoty? To wbrew mnie. Świętuję wtedy, kiedy chcę, dlatego tak lubię film „Lejdis”, w którym sylwester obchodzony jest w wakacje.

Z powyższego jasno wynika, że nie jestem też zwolenniczką noworocznych postanowień. Najmocniej przepraszam, jeśli kogoś urażę, ale wydają mi się one wręcz śmieszne.

Cóż to za pomysł, aby akurat 31 grudnia rzucać palenie albo jeszcze gorzej – postanawiać, że schudnie się 20 kilogramów – akurat wtedy, kiedy impreza trwa w najlepsze i właśnie podają trzeci ciepły posiłek?

Rzecz jasna podziwiam i niezmiernie szanuję ludzi, którzy postanawiają zmienić coś w dotychczasowym życiu.

Szacun. Serio. Ja tak nie umiem. Mam to szczęście, że nie lubię słodyczy, nie mam nadwagi, nie palę papierosów, alkohol pijam sporadycznie. Niemal zero nałogów. Oczywiście coś by się znalazło. Na przykład postanowić sobie, że w końcu zagości w moim życiu aktywność ruchowa. Kręgosłup siada, ruchu brak. Słyszę ciągle, że trzeba by pomyśleć o bieganiu, spacerowaniu – oj tam, oj tam… ciekawe kiedy? Albo nawet takie drobne zalecenie od endokrynologa – pić dwa litry wody (podczas gdy ja spożywam jakieś dwie szklanki w ciągu całego dnia). I już z tym mam problem. Zatem wracając:

Podziwiam i niezmiernie szanuję ludzi, którzy postanawiają zmienić coś, cokolwiek.

Ale czy naprawdę muszą to robić w sylwestra? Co to w ogóle za magiczna data? Bardziej przemawia do mnie: wyzwanie bikini, projekt lato – każdy chce jako tako prezentować się na plaży. Ale żeby akurat w Nowy Rok? Jesteśmy coraz starsi i coraz bardziej leniwi. Jeśli już postanawiać, to trzeba mieć jakąś konkretną motywację. Bo lekarz mi zabronił/ nakazał. Bo nie poznają mnie już koledzy z podstawówki. Bo mój ekschłopak udaje, że mnie nie zna. Ale sylwester?

No dobrze – każdy moment jest dobry – powiecie. Jeśli rzeczywiście czujecie presję – bo zbliża się kolejny rok, kolejny, w którym pewnie nie zrobicie niczego ze sobą/ dla siebie – to próbujcie. Dla mnie żadna to motywacja. Ale, aby nie było tak pesymistycznie: ja też sobie coś postanawiam.

Pod koniec roku zaczynam myśleć o tym, co chcę zrobić ze swoją rodziną w kolejnym roku.

I tak: już dzisiaj wiem, że zrobię wszystko, by zabrać moje córki przynajmniej kilka razy nad polskie, szare morze. Wiem także, że chcę, aby kolejny raz zajadały się przesłodkim arbuzem, siedząc na ciepłym piasku i mocząc pupy w ciepłym morzu. Planuję już dni, w których będziemy tylko dla siebie od rana do nocy i stale. Objadanie się lodami, czerwonymi dojrzałymi pomidorami. Tworzę w swojej głowie mapę miejsc, które chciałabym odwiedzić i pokazać moim pociechom, a które nadal nie są jeszcze przez nas zbadane.

Takie postanowienia noworoczne kocham. Od takich nigdy nie mogę się uwolnić. One napędzają mnie, dodają energii i pozwalają funkcjonować w codziennej rutynie. A jeśli gdzieś po drodze zechcę pobiegać albo rzucić kawę – to pewnie to wdrożę. Jednak nie będzie to wynikało z daty na zrywanej kartce kalendarza, ale z mojej do tego gotowości.

Gotowości, motywacji i pięknych noworocznych planów życzę Wam w imieniu swoim i pozostałych redaktorów multirodziców.pl

Podobne arykuły MULTIMAMA: JAK ONA TO ROBI?

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie