Rewia mody w żłobku i przedszkolu

Ostatnio trafiłam w sieci na mem z hasłem: „jak ubierali nas nasi rodzice” i załączonym zdjęciem szczęśliwych umorusanych kilkulatków w dresach ze ściągaczami i jaskrawymi bluzami na zamek oraz hasłem: „jak rodzice ubierają dzieci dziś” – ze zdjęciem dziewczynki w rurkach, kamizelce z futerka, bransoletce na dłoni i przeciwsłonecznych okularach na nosie.

O ile nie wydaje mi się niczym dziwnym chęć skomponowania ciekawej stylizacji wraz z dodatkami przez dziewczynę czy chłopaka w wieku -nastu lat, o tyle zakładanie małemu – dwuletniemu czy trzyletniemu dziecku najdroższych na rynku butów czy błyszczących dodatków jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe.

Niespecjalnie dbam o to, co mają na sobie moje dzieci. Ma być czysto, wygodnie i odpowiednio do panującej na zewnątrz temperatury. Do tej pory, trzymając się wyżej wymienionych zasad, moje pociechy szły przez świat nie napotykając z tego powodu żadnych uwag ani nieprzyjemności.

Trafiły jednak do żłobka.

Rozmowa z panią dyrektor uwiadomiła mi, że mamy podobne spojrzenie na świat dzieci. Przynajmniej w kwestii rzeczonego stroju właśnie. Poprosiła, bardzo delikatnie i łagodnie, jakby obawiając się ataku z mojej strony, żeby dziewczynki raczej nie przychodziły w tiulowych spódnicach, fikuśnych opaskach, bransoletkach ani rajstopach. Dlaczego – spytacie?

Zasada jest prosta: ma być wygodnie. Maluch uczy się samodzielności. O ileż łatwiej samodzielnie założyć dwuletniej dziewczynce getry od rajstop. O ile wygodniej bawić się na dywanie, gdy nie przeszkadza sztywny tiul. O ile przyjemniej jest móc położyć się na leżakach bez uwierającego głowę plastiku.

Po dzieci przyszłam więc spokojna, odrobinę za wcześnie. Miałam okazję poczytać imiona na szafeczkach w korytarzu i – chcąc nie chcąc – zerknąć, co znajduje się na półeczkach. Czapki, plecaczki, bluzy, apaszki – w większości całkiem zwyczajne. Buty – dużo zwykłych znajomych firm. Ale ale… mój wzrok przykuły też maleńkie sportowe buty bardzo drogiej marki, włochate kamizelki, wyszukane bluzy i kurteczki – zdecydowana mniejszość, a jednak obecne.

Przez sekundę wzrok mój pałętał się między szafką moich dzieci i szafką tego obcego – wniosek był jeden: dziewczyny zdecydowanie były poza modowym kanonem. I kolejna myśl: czy nie powinnam jednak być nieco bardziej jazzy/trendy/fashionable?

Odpowiedź jest jedna: nie. Bo wciąż stawiam na trzy wymienione w trzecim akapicie sprawy.

Zasmuca albo dziwi mnie nadal fakt tworzenia małych księżniczek i jeszcze mniejszych lalusiów.

Czy rzeczywiście mała dziewczynka musi chodzić w tych wszystkich tiulach, koronkach, żorżetach i całej masie plastikowego shitu na głowie? Czy w ten sposób nie wpychamy ją w ramy, z których potem trudno będzie ją wyrwać? Czy musimy wychowywać małą ślicznotkę/damulkę/ lalunię – zamiast kobiety, która ma być w przyszłości zaradna, samodzielna, trzeźwo myśląca i łamiąca stereotypy? Co wyrośnie z małej kokietki, która od najmłodszych lat uczona jest, że dziewczynkom trzeba ładnie wyglądać, trzeba wpinać spineczki, gumeczki, kokardki.

Czy mały chłopczyk noszący od małego kolorowe rurki, przylizane żelem włosy i zbyt dopasowane koszulki wyrośnie na mężczyznę, który zajmie się sprawami nieco istotniejszymi niż jego wygląd?

Możecie oczywiście mnie skrytykować, możecie mieć inne zdanie.

Mam jednak nieodparte wrażenie, że zbyt wiele czasu współczesny rodzic poświęca sprawom wyglądu, fizyczności, wrażenia, jakie dziecko ma zrobić na innych. Czas, który marnuje na wyszukiwanie w sieci lub sklepach stacjonarnych ciuchów i dodatków, a następnie na komponowanie ich w jedną całość i wreszcie katowanie ubieraniem w nie wszystkie dziecka można wykorzystać zgoła inaczej.

Dlaczego dzisiejsze dzieci nie czytają? Bo nie widzą rodziców czytających sobie lub im. Dlaczego dzisiejsze dzieci uwielbiają gapić się w telefony? Bo tak samo czas spędzają ich rodzice? Dlaczego narzekamy na nastolatki godziny spędzające przed lustrem? Bo pokazujemy im od najmłodszych lat, że wygląd i strój są miarą człowieka i jego wartości.

Czy przesadzam? Być może.

Moje córki nie będą brały udziału w tym marszu próżności przez jakiś czas. Minimum czasu poświęcamy na sprawy dotyczące wyglądu, maksimum staramy się spędzać na rozmowach, zabawach, i czytaniu.

Nie myślcie, że i mnie od czasu do czasu nie zamarzy się, żeby założyły coś ekstra. To chyba normalny objaw, kiedy wybieramy się na jakąś uroczystość czy imprezę. Moje dzieci wiedzą jednak, że są dni wyjątkowe, kiedy wyglądowi można poświęcić więcej czasu, ale są i dni zwyczajne, kiedy po prostu trzeba coś na siebie włożyć, by móc beztrosko spędzać czas w domu, żłobku czy na podwórku.

Moje dzieci bywają brudne, ale ich matka nie płacze wówczas nad tym, że zniszczyły strój za miliony monet.

Mamy jeszcze czas. Wiem, że to przyjdzie, po co przyspieszać?

Jak jest u Was? Rewia mody w przedszkolu/ żłobku, pól na pół czy schludnie i wygodnie?


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja8 komentarzy

  1. Ja zdaję sobie sprawę z tego że dziecko w przedszkolu się brudzi. Nie warto kupować drogich ubrań i przebierać córkę za księżniczkę, gdy ona chce mieć wygodne getry i podkoszulek.
    Piękne stylizacje zostawiamy sobie na specjalne okazje 🙂

    • Zgadzam się w stu procentach. Wyjątkowe okazje- wyjątkowa oprawa. CodziennośCodzienność- wygoda i minimalizm.

  2. Mój syn jako dziecko był ubierany normalnie w dresy teraz ma 16 lat i chodzi w rurkach ma dłuższe włosy rozjaśnione. Więc to nie dokońca jest tak że mamy wpływ na to jacy będą jak dorosną.

    • Pewnie, że nie do końca. Nastolatek to inna kategoria w przypadku dwulatkow jednak chciałabym mieć coś do powiedzenia. Pozdrawiam!! !

  3. Nie zgadzam się z tym co Pani piszę,a nawet można uważać że jest trochę pani zazdrosna bo być może nie potrafi/ nie ma warunków pieniężnych by kupić lepsze ubranka. Drogie/markowe ubrania nie oznaczają nie wygody dla dziecko tak samo modny ubiór też nie musi być niewygodny jak Pani twierdzi.Stereotypowe jest również myślenie że jak ubierami lepiej dziecko to potem będzie myślało tylko o strojeniu się czy też będzie mniej mądre niz dziecko ubierane w same rajstopki i body.Myślę również że kilkulatek ubierany w rajstopy i body do przedszkola z czasem nie będzie się dobrze czuł.Polecamy przeczytać artykuł Superstyler.pl o ubiorze do przedszkola.Warto dodać też że często te droższe ubrania są z lepszych i bezpeczniejszych materiałów.

    • Najwyraźniej nic Pani nie zrozumiała.
      Mówię o kreowaniu wizerunku dziecka przez rodzica, o nauce spędzania godzin przed lustrem od małego, o nadrzednosci wygody nad estetyką, o zagubionych priorytetach. Czytanie ze zrozumeniem-wciąż tego uczę, ale widzę, że nadal to kłopot. Druga sprawa- to moja opinia. Pani może mieć inną. Moja sytuacja materialną jest, póki co, naprawdę niezła, ale dziękuję za troskę.
      Pozdrawiam.

  4. Czytając Pani teksty widzę bardzo rozżaloną mateczkę pelną zazdrości.Grono odbiorców jest na szczęście bardzo małe co widać po komentarzach ( a raczej ich braku).Ciesze się że jest pełno bardziej świadomych i nowocześniej myślących rodziców prowadzących blogi.

Skomentuj

Ładowanie