Roczne dzieci w przedszkolu. Czy to nie za wcześnie?

Anna Ferensowicz – w Polsce pracowałam jako nauczycielka języka niemieckiego w szkole podstawowej. Wyjechałam wraz z mężem do Norwegii kilka lat temu. Pracowałam tu jako asystentka nauczycieli przedszkolnych w różnych przedszkolach. Tu zobaczyłam inny, niż w Polsce model wychowywania dzieci. Jestem mamą bliźniaczek, zakochana i w dziewczynkach i w Norwegii. Nowa rola i nowe otoczenie bardzo mnie inspirują. Lubię pływać łodzią po morzu, uczyć się języków obcych i czytać fantastykę. Prowadzę bloga: 
www.skandynawianka.blogspot.com

anna multirodzice

Każdy rodzic się nad tym zastanawia, niektórzy nawet mają wyrzuty sumienia, bo dziecko jeszcze nie chodzi, a już idzie do przedszkola. Ale i tak większość ludzi to robi: dziecko się rodzi – rodzice już myślą o przedszkolu.

Stop! Dziecko się jeszcze nie urodziło i nie ma peselu, jak zapisać je do przedszkola? – pyta na forum internetowym zestresowana kobieta w ciąży.

Inna pyta, czy jeśli jej dwuletnie dziecko nie pójdzie do przedszkola, to opieka społeczna nie zabierze jej tego dziecka, z powodu takiego dziwactwa. Bo sobie wymyśliła, że takie duże dziecko będzie siedzieć z nią w domu…

A jak to było u nas? Dzieci miały się urodzić w styczniu, urodziły się w listopadzie. No trudno, będą miały ponad półtora roku jak wreszcie pójdą do przedszkola. Biedulki, trochę późno, ale co zrobić? Nabór główny jest w marcu, a dziecko musi mieć ukończony roczek, by można było się starać o miejsce. Ale na szczęście są jeszcze przedszkola dla niemowlaków, tzw. przedszkola otwarte, gdzie rodzic przychodzi z dzieckiem i wychodzi kiedy chce. Nam powiedziano, że to już czas najwyższy na przedszkole otwarte, gdy dziewczynki miały dziesięć miesięcy, wiek korygowany osiem miesięcy. I pytano, czy składamy podanie o miejsce w „normalnym” przedszkolu.

Kiedy już przedszkole otwarte się nam znudziło, wreszcie nadszedł termin składania podań i dziewczynki nabyły prawo do miejsca w takim prawdziwym. Na szczęście dostały się tam, gdzie chcieliśmy – w Norwegii wszystkie dzieci dostają się do przedszkola.

Siedmioro na dziesięcioro dzieci zaczyna chodzić do przedszkola po ukończeniu pierwszego roku życia. To oznacza, że tylko 30% idzie jako dwulatki lub starsze. I są to zazwyczaj dzieci obcokrajowców. 98% pięciolatków chodzi do przedszkola. Mam znajomych, Polaków, którzy nie zapisali swoich dzieci, mimo że dzieci te mają prawie dwa latka, a jeszcze inne prawie trzy.

Moje dziewczynki będą miały 20 miesięcy, gdy rozpoczną przedszkolną przygodę. Z racji tego, że urodziły się prawie dwa miesiące przed terminem, będą na poziomie 18-sto miesięcznych dzieci. Zastanawiałam się, czy to jest „dobry” wiek na rozpoczęcie takiej przygody?

Okazuje się, że idealny! Norweski Instytut Zdrowia Społecznego przeprowadził badania na 1300 dzieciach, by odpowiedzieć na odwieczne pytanie, które zadają sobie rodzice: czy to nie za wcześnie?

Specjaliści badali rozwój mowy, poczucie bezpieczeństwa i lęku u najmłodszych dzieci w wieku przedszkolnym.

Grupa składała się z dzieci przebywających w domu z rodzicami oraz dzieci uczęszczających do przedszkola. Badacze z tego instytutu stwierdzili, że dzieci do 18-tego miesiąca życia rozwijają się pod wyżej wymienionymi względami tak samo, niezależnie od tego, czy chodzą do przedszkola, czy przebywają tylko w domu. To, według naukowców, znaczy, że pobyt dziecka dwunastomiesięcznego w przedszkolu jest dla jego rozwoju emocjonalnego bezpieczny. Rodzice nie powinni mieć wyrzutów sumienia.

A norwescy rodzice się ucieszyli.

Powiecie pewnie, że to propaganda. Ja też tak myślałam na początku. Bo przedszkole to biznes. Mamy ogromną ilość przedszkoli.  Za miejsce się płaci, i to przez pięć lat. Trzeba też  dużo rzeczy dziecku kupić. Roczne dziecko siedzące w domu z mamą nie generuje takich kosztów, jak roczniak przedszkolak.

Trzeba mu kupić body z merynosa (bielizna termoaktywna) i dużo drogiej odzieży do przebywania na dworze w każdą pogodę oraz wózek przedszkolny do spania na podwórku.

Teraz widzę to jednak zupełnie inaczej. Jak moje dzieci mają nauczyć się poprawnie języka norweskiego? Mam je posłać do przedszkola, gdy ich rówieśnicy będą już płynnie mówić po norwesku? Jak mają nauczyć się przebywać z innymi dorosłymi ludźmi, dziećmi? Wszak bliźniaki to taka mała zamknięta mafia.

Czy ja, sama, jestem w stanie zapewnić im to, co daje dzieciom przedszkole?

Ogromny plac zabaw, nieprzebrane ilości zabawek, wycieczki, przedstawienia muzyczne, teatrzyki, zabawy okolicznościowe, mini eksperymenty naukowe …? Oczywiście, że nie. A poza tym nie chce mi się hartować ich na co dzień.

A w norweskim przedszkolu maluszki co dzień mają drzemki na podwórku, bez względu na pogodę. Mogą spać nawet przy -10 stopniach w wózkach. U nas takie zimno nie zdarza się prawie nigdy, więc będą spać na podwórku codziennie. Fajnie, nie?

A co robią norweskie mamy, gdy ich maluszki są w przedszkolu? Niektóre są w pracy. Ale nie wszystkie. Tych, co nie pracują nikt nie pyta co robią, to ich sprawa ;-).

Źródło:

Statystyka i raport Instytutu Zdrowia Społecznego (Folkehelseinstitutet), dziennik Aftenposten:

https://www.aftenposten.no/norge/i/jQV6o/–Barnehage-ikke-skadelig-for-ettaringer

______________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! 

Kiedyś miłośniczka podróży i przygód podwyższających adrenalinę. Obecnie uskutecznia głównie podróże pojazdem trójkołowym do klubu malucha i z powrotem, a adrenalinę ma wiecznie podwyższoną poczynaniami wszędobylskich, bliźniaczych potomków. Kocha swoją rodzinę, przyjaciół, dobry film i jeszcze lepszą książkę, fotografię, Kraków, kawę z pianką, jazdę na motorze i bycie mamą.

Skomentuj

Ładowanie