Spodziewasz się kolejnego dziecka? Te 3 rzeczy mogą ci się przydać!

Gdy dowiedziałam się, że nasza rodzina powiększy się mniej więcej w okolicach drugich urodzin naszych bliźniaków (a dokładnie wypadło to na 4 dni przed ich drugimi urodzinami), moim największym zmartwieniem poza oczywistym: „Jak my to ogarniemy???”, było: „Co zrobić, by chłopcy nie czuli się zepchnięci na drugi plan i by nie byli zazdrośni o małą siostrzyczkę?”.

Czas pokazał, że pierwsze zmartwienie było jak najbardziej zasadne – co wydaje się dosyć oczywiste przy trójce dzieci, z czego dwoje znajduje się w epicentrum wielkiego, emocjonalnego zamieszania, jakim jest sławny w sferach rodzicielskich „bunt dwulatka”. Drugie zmartwienie okazało się problemem mniejszej rangi, choćby dzięki mojemu czarodziejskiemu zaklęciu, które powtarzam chłopcom prawie codziennie:

A wiesz co mi dziś powiedziała twoja siostrzyczka?” (w tym momencie następuje dramatyczna chwila ciszy w celu większego wzbudzenia ciekawości) „Powiedziała mi, że bardzo cię kocha i że jesteś super braciszkiem”.

To zaklęcie oraz angażowanie synków w opiekę i pielęgnację siostry sprawia u nas cuda. Zazdrość co prawda się pojawia, ale w wydaniu: każdy zazdrosny jest o każdego i wszyscy na raz chcą na ręce do mamy. Klasyka.

W naszym przypadku większym problemem od zazdrości o nowego członka rodziny stało się zapewnienie mu spokoju, a przede wszystkim bezpieczeństwa – co w przypadku posiadania dwóch hiper-aktywnych dwulatków w domu nie jest kwestią oczywistą. Po okresie noworodkowym, kiedy dziecko śpi prawie 24 godziny na dobę z przerwami na posiłki, i kiedy najbezpieczniejszym miejscem zaraz po ramionach mamy lub taty jest jego własne łóżeczko, nadeszła era niemowlęca, kiedy to dziecko przejawia coraz większą aktywność w ciągu dnia – i dobrze by było, gdyby miało zapewnione bezpieczne miejsce, chroniące je od szaleństw starszego rodzeństwa, jak również od ich zbyt entuzjastycznie okazywanej miłości…

Aktualnie muszę mieć nie tylko oczy dookoła głowy – jak było to w przypadku posiadania tylko bliźniąt. Teraz przydałyby mi się trzy pary oczu dookoła trzech głów, by ogarnąć ten nasz codzienny chaos i armagedon.

Na pomoc przyszły mi trzy rzeczy, które sobie bardzo chwalę w tym moim potrójnym macierzyństwie i które polecam każdej mamie spodziewającej się kolejnego dziecka:

Leżaczek BabyBjorn Balance

Rewelacyjny wynalazek, który bardzo ułatwia rodzicielskie życie, choć jego największą wadą jest cena (zawsze jednak można kupić używany mniej więcej za połowę ceny handlowej). Leżaczek jest bardzo funkcjonalny: posiada trzy stopnie wysokości siedziska, bardzo łatwo ściąga się materiał do prania, posiada bardzo lekką konstrukcję (2 kg), jest łatwy w przenoszeniu, składa się zupełnie na płasko, można go schować wszędzie, nawet „za szafą”. Leżaczek jest genialny w swojej prostocie, a jednocześnie bardzo dopracowany pod względem wygody użytkowania i estetyki. Jego dużą zaletą jest to, że dzieci ruchem nóżek mogą same puszczać leżaczek w funkcję bujania.

W naszym przypadku leżaczek służy za w miarę bezpieczne miejsce dla najmłodszego członka rodziny – czuję się spokojniejsza, gdy córeczka siedzi w swoim leżaczku, niż gdy leży na sofie czy na podłodze na macie, bo te miejsca są bardziej narażone na inwazję bliźniaków.

Jest jednak jedno „ale”, o którym powinni wiedzieć i pamiętać wszyscy rodzice niemowląt: przebywanie dziecka w leżaczku powinno być ograniczane czasowo, ponieważ nie jest to dla jego rozwoju ruchowego najlepsze miejsce do ćwiczeń i do odczuwania swojego ciała. Najlepsze podłoże dla dziecka to twarda powierzchnia taka jak łóżeczko czy podłoga. Dlatego ja używam leżaczka głównie wtedy, gdy bliźniaki są w domu (i szaleją…). Przydaje się również na wyjazdach, gdy często nie ma gdzie bezpiecznie odłożyć dziecka.

Nosidło Marsupi

Z tego co mi wiadomo jest to jedyne bezpieczne nosidło dla malutkich niemowląt. Wiem, wiem, najbezpieczniejsze i najlepsze dla noworodków i niemowląt są chusty, ale ja nie-chustowa jestem. Przy bliźniakach nie byłam (z wiadomych względów, choć znam mamy, które nosiły dwójkę na raz w chustach kółkowych), a teraz przy trójce nie mam wystarczającej ilości rąk i czasu, by ogarnąć motanie, plątanie i rozplątywanie. Ale o noszeniu w nosidle zawsze skrycie marzyłam i zazdrościłam „pojedynczym” mamom tego luksusu, podczas gdy ja musiałam staczać odwieczne walki z wózkiem – i to podwójnym.

Teraz nadszedł mój czas i czas nosidła – i zakupiłam właśnie Marsupi dla najmłodszych. Co prawda nie mam jeszcze zbyt dużego doświadczenia w używaniu go, gdyż ponieważ i córeczkę mam od niedawna ;-), ale już te kilka razy króciutkiego użytkowania pokazały mi jak bardzo wygodny jest to wynalazek dla mamy trójki.

Przede wszystkim dziecko jest w najbezpieczniejszym miejscu jaki można sobie wyobrazić – tuż przy mamie. Po drugie zawsze mam możliwość zareagowania na często niezbyt mądre pomysły moich dwóch gangsterów – gdy mam córeczkę na rękach, nie zawsze jest to możliwe. Nosidło to wygoda, bezpieczeństwo, bliskość, możliwość robienia kilku rzeczy równocześnie, co w przypadku potrójnej multiMamy nabiera coraz większego znaczenia. Po prostu polecam!

Whisbear – Szumiący Miś

O Szumiącym Misiu słyszał już chyba każdy rodzic, a już na pewno każdy rodzic nurkujący w parentingowej blogosferze. Do tej pory Szumiący Miś zawładnął sercami tysiąca rodzin. Przyznam, że przy bliźniakach nie mieliśmy Szumiącego Misia – i to był błąd! Używaliśmy białych szumów w aplikacji na telefonie, nie do końca będąc świadomymi tego, jak używanie telefonu komórkowego w pobliżu dzieci jest dla nich szkodliwe ze względu na wysyłane przez urządzenie fale elektromagnetyczne. Aż strach pomyśleć w ilu rodzinach telefony są używane przy niemowlakach prawie non stop. To samo zresztą tyczy się laptopów i innych sprzętów elektronicznych. Wiem, że czasami, a nawet często jest trudno się powstrzymać, ale – nie róbcie tego, nie idźcie tą drogą.

Gdy białe szumy nie dawały rady, pozostawało nam noszenie i bujanie dzieci na rękach – przy włączonym okapie kuchennym…

Przy trzecim dziecku powiedziałam sobie: „O, nie! Zakładam bana na telefon komórkowy, na okap kuchenny i na suszarkę! Czas na Szumiącego Misia!

Przeglądając informacje w sieci, spotkałam się z różnymi opiniami: większość rodziców bardzo sobie chwali Szumiącego Misia i jego wpływ na spokojny sen dziecka. Czasami zdarzają się głosy, że miś „nie działa” na czyjeś dziecko. A jak było u nas?

U nas był to strzał w 10-tkę! Szumiący Miś używany był od samego początku – dziecko przyzwyczaja się wtedy do jego monotonnego szumu, wyciszającego inne odgłosy. Najczęściej są to wszelkiego rodzaju odgłosy paszczowe wydawane przez dwójkę szalejących dwulatków. Czasami są to odgłosy ciężarówek lub innych pojazdów kołowych, które w zawrotnym tempie przemieszczają się po naszym domu. Przypuszczam, że nawet święci anielscy straciliby w końcu cierpliwość do odbywania drzemek w takich warunkach. Na szczęście Szumiący Miś jest w stanie „wyłączyć” naszą córeczkę od wszelkiego rodzaju szaleństw, które na co dzień oglądają i słuchają nasze cztery ściany. Jeżeli spodziewasz się kolejnego dziecka, Szumiący Miś może okazać się dobrym sposobem na zagłuszenie niektórych zbyt głośnych domowników 😉

Na nasze nieszczęście, mieliśmy również okazję przetestować misia w szpitalu, gdzie dzieci płaczą głośno i często 🙁 Nikomu nie życzę takich okoliczności, ale mogę powiedzieć, że Szumiący Miś również tam uspokajał i wyciszał naszą córeczkę.

A czy Wy macie jakieś swoje sprawdzone sposoby na ogarnięcie i bezpieczeństwo trzeciego, czwartego (a może i piątego? 🙂 ) dziecka w domu?


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Kiedyś miłośniczka podróży i przygód podwyższających adrenalinę. Obecnie uskutecznia głównie podróże pojazdem trójkołowym do klubu malucha i z powrotem, a adrenalinę ma wiecznie podwyższoną poczynaniami wszędobylskich, bliźniaczych potomków. Kocha swoją rodzinę, przyjaciół, dobry film i jeszcze lepszą książkę, fotografię, Kraków, kawę z pianką, jazdę na motorze i bycie mamą.

Skomentuj

Ładowanie