Telewizor, smartfon, tablet – jako pomoc w edukacji i wychowaniu dzieci. Czy oby na pewno?…

Zanim zostałam mamą miałam mnóstwo wolnego czasu – choć wtedy wydawało mi się, że nie mam go wcale. Po pracy siadałam w fotelu, przygotowywałam pyszne latte, ciacho i zasiadałam: albo przed książką, albo przed monitorem mojego przyjaciela laptopa, ewentualnie oglądałam dobry film w telewizji.

Nie masz telewizora w domu?!

Potem pojawiły się dziewczyny. Skradły czas poświęcany na drobne przyjemności. W związku z tym, że z książki i laptopa zrezygnować nie potrafię – pierwsza jest moim nałogiem, drugi moim źródłem informacji, a także sposobem na kontakt z Wami – w odstawkę poszła telewizja. Odcięliśmy ją za porozumieniem stron. Ani ja, ani żaden z innych domowników nie ucierpiał na tym.

Najbardziej ucierpiało otoczenie. Bo znowu wysłuchać musieliśmy zewsząd płynących komentarzy i pytań: Dlaczego? Jak mogliśmy? Przecież to już nawet nie ekscentryzm, ale istne dziwactwo. Moja mama ciągle pyta, czy podpisaliśmy jakąś umowę z dostawcą TV. Grrr……. Na nic zdają się do dziś tłumaczenia, że zwyczajnie nie czujemy potrzeby zasiadania przed ciekłokrystalicznym czarnym prostokątem. Tym bardziej nie potrzebują tego nasze dzieci.

Wczoraj spotkałam się z moją przyjaciółką Olą. Jej syn niebawem skończy trzy lata i pozwoliła mu niedawno na oglądanie kilku bajek w ciągu dnia. I co? I też skandal. Dopiero teraz? Jak jej syn się uchował? Dlaczego nie zrobiła tego wcześniej? – grzmiało oburzone społeczeństwo.

Telefon i tablet a małe dzieci

Podobnie rzecz ma się z telefonem? Ani ja, ani multiTata nie używamy telefonu do przeglądania maili, siedzenia na fejsie czy czytania informacji, gdy obok są nasze córki. Jeśli ktoś dzwoni, mówimy im o tym i grzecznie przysłuchują się rozmowie (bądź krzyczą wniebogłosy, bo też pragną wziąć udział w konwersacji). Ostatnio mój tata – dodajmy, że w akcie desperacji – wyciągnął telefon, by dokończyć karmienie Julki. Zachowanie to spotkało się z moim karcącym spojrzeniem i werbalną dezaprobatą. Nie uznaję używania telefonu jako zabawki, jako pocieszyciela ani jako narzędzia sprzyjającego jedzeniu. Fakty są jednak brutalne: ponad 40% rocznych i dwuletnich dzieci (tak, dobrze widzicie – rocznych i dwuletnich) w Polsce  korzysta z tabletów lub smartfonów, wśród nich niemal co trzecie korzysta z urządzeń mobilnych codziennie lub prawie codziennie. A 60% rodziców, którzy udostępniają dzieciom tablet lub smartfon, robi to, żeby zająć się swoimi sprawami, co czwarty po to, żeby dziecko zjadło posiłek, 18% – żeby dziecko zasnęło*. Boli mnie, gdy czytam te dane, a jeszcze bardziej, gdy widzę dzieciaka spędzającego połowę dnia ( czyli – bądźmy szczerzy – połowę życia ) nad tabletem, zabierającym mu kontakt z realną rzeczywistością, empiryczne poznanie świata, dostęp do powietrza (bardziej lub mniej czystego). Boli tym bardziej, że dzieciaki te widzę w najbliższym otoczeniu, a ich rodzice nie widzą nic złego w tego typu spędzaniu czasu.

Co w zamian?

Oczywiście mamy starszych dzieci powiedzą – znalazła się mądrala, która ma roczne bliźnięta, zmieni się jej pogląd za lat kilka. Otóż życzę sobie, swoim dzieciom i mojemu mężowi, byśmy nie dali się zwariować (czyli byśmy nie odcięli się całkowicie od świata elektroniki), ale też byśmy nie popłynęli z tłumem, który traktuje urządzenia elektroniczne jako lek na całe zło. Bo my zawsze pod prąd! Naprawdę rozumiem, że wiele rzeczy można zrobić wówczas szybciej, bo wyegzekwować coś od dziecka łatwiej, bo czasu dla siebie można mieć więcej – tylko czy o to naprawdę chodzi w wychowaniu? Bo ja jednak zamierzam dzieci wychowywać, a nie tylko „chować” jak świnie czy kury. Żadna przesada nie jest dobra. Pozwólcie jednak – wszyscy oburzeni – że poczekam z pokazaniem dziecku kreskówki jeszcze co najmniej rok lub dwa. Pozwólcie, że telefonu używać będzie dopiero, gdy nauczy się przezeń rozmawiać. Pozwólcie, że zamiast przed tabletem usiądzie ze mną przy stoliku i zagra w jakąś dobrą grę edukacyjną (niekoniecznie średniowiecznego chińczyka). Wybór jest mój. Możecie mówić po raz kolejny, że czasy, w których żyjemy wymuszają na nas pewne zachowania. Możecie mi grozić, że wychowam odludków, dziwolągów, outsider’ów. Nie sądzę. Moje dzieci będą ulegać euforii z powodu Elzy ( nie wiem, kto będzie tą Elzą za 6,7 lat) i będą siedzieć ze mną w kinie na Zwierzogrodzie (też tym z przyszłości). Póki co jednak nie podwyższę niechlubnych statystyk, do czego i Was namawiam. Po raz kolejny robię to z Fundacją Dzieci Niczyje i ich kampanią „ Mama, tata, tablet”.

http://mamatatatablet.pl/:

Dzieciom do drugiego roku życia nie zaleca się kontaktu z urządzeniami ekranowymi, w tym tabletami i smartfonami. Udostępnianie urządzeń dotykowych dzieciom w wieku od 3 do 6 lat powinno być decyzją przemyślaną i obwarowaną szeregiem zasad.

Najważniejsze z nich to:

  • Należy zapewnić dzieciom dostęp jedynie do bezpiecznych i pożytecznych treści, dostosowanych do ich wieku.

  • Dzieci nie powinny korzystać z urządzeń mobilnych codziennie. Dobrym pomysłem jest ustalenie dnia lub dni, np. weekendu, bez urządzeń ekranowych.

  • Warto, żeby jednorazowo dzieci nie korzystały z urządzeń mobilnych dłużej niż 15-20 minut.

  • Dzienny kontakt dzieci z wszelkimi urządzeniami ekranowymi nie powinien przekraczać od 30 min do 2 godzin (w zależności od wieku dziecka).

  • Rodzice powinni towarzyszyć dzieciom w korzystaniu
    z urządzeń mobilnych, tłumaczyć im to, co widzą na ekranie, wykorzystywać wspólny czas do interakcji.

  • Nie należy udostępniać urządzeń mobilnych dzieciom  przed snem.

  • Promieniowanie emitowane przez  monitory tabletów i smartfonów źle wpływa na zasypianie i jakość snu.

  • Nie należy traktować korzystania z urządzeń  mobilnych jako nagrody, a zakazu ich używania  jako kary. Podnosi to w oczach dzieci atrakcyjność tych urządzeń i wzmacnia przywiązanie do nich.

  • Nie wolno pozwalać na korzystanie z urządzeń mobilnych, aby  zmotywować dzieci do jedzenia, treningu czystości itp.

Opracowano głównie na podstawie zaleceń  Amerykańskiej Akademii  Pediatrycznej (AAP) *http://mamatatatablet.pl/


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter.
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie