To rodzic decyduje o tym, co dziecko będzie jadło, ale dziecko decyduje czy i ile zje – wywiad z dietetykiem

Właściwa dieta jest jednym z ważniejszych czynników decydujących o naszym samopoczuciu i zdrowiu. W sposób szczególny spoglądamy na to, co jemy, kiedy spodziewamy się dziecka. Gdy przychodzi ono na świat, stajemy na głowie, by jak najlepiej zadbać o jego potrzeby żywieniowe. Z dietetykiem, Magdaleną Molas, absolwentką Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, rozmawiam o tym, co jeść powinien mały człowiek, by rosnąć zdrowo, czego zdecydowanie unikać i obalam kilka popularnych mitów dotyczących jedzenia.

Zacznijmy od początku. Kobieta planuje zostać mamą. Chce dostarczyć kiełkującemu w niej życiu wszystkiego, czego tylko potrzebuje. Co powinna włączyć do swojej diety, a co wyrzucić z talerza?

13607961_1037303326345357_873247389_nO ile to pytanie z pozoru wydaje się być łatwe, o tyle trudno wnioskować o tym, co powinno zniknąć z talerza przyszłej mamy, gdy nie wiem, co zazwyczaj na nim ląduje. Zacznę może od tego, że ogromnym plusem jest sam fakt planowania ciąży, ten aspekt był punktowany w mojej pracy magisterskiej, w której zajmowałam się właśnie badaniem nawyków żywieniowych kobiet ciężarnych, ale wróćmy do tematu.

Talerz przyszłej mamy powinien obfitować w kolory i aromaty, im bardziej różnorodnie, tym więcej mikroelementów i witamin dostarczamy swojemu organizmowi. Podobnie jak każdy z nas, również kobieta spodziewająca się dziecka, powinna opierać swoje codzienne menu na warzywach, a zamiast słodkich przekąsek, sięgać po świeże owoce, również w formie koktajlu, co jest ostatnio bardzo modne i przy okazji zdrowe, a to dlatego, że niektóre związki są dostępne dla naszego organizmu dopiero po obróbce mechanicznej, np. jarmuż czy szpinak zmiksowany z owocami, to świetny pomysł na drugie śniadanie. Kupując produkty zbożowe, wybierajmy te z pełnego przemiału, czyli nieoczyszczone, a to dlatego, że na dłużej nas nasycą, zawierają zdecydowanie więcej składników odżywczych oraz przede wszystkim są źródłem błonnika, który reguluje pracę naszego przewodu pokarmowego.

Ważne jest też białko, a więc chude mięsa, wędliny, niskotłuszczowy, pasteryzowany nabiał, sery twarogowe, nie zaleca się serów pleśniowych i oscypków z uwagi na możliwość zakażenia niebezpieczną dla ciężarnych listeriozą. Nie zapominajmy w naszej diecie też o rybach, które są cennym źródłem zarówno pełnowartościowego białka, jak i Niezbędnych Nienasyconych Kwasów Tłuszczowych (NNKT), witaminy D oraz jodu. Jako te, najmniej zanieczyszczone rtęcią i najbezpieczniejsze uważa się śledzia, łososia norweskiego oraz mintaja. Z tego samego powodu, dla którego sięgamy tylko po pasteryzowane produkty mleczne, wszystkie mięsa, ryby, czy jaja koniecznie poddajemy obróbce termicznej, czyli pieczemy, gotujemy, smażymy.

Ograniczmy spożycie cukrów prostych, sól zastąpmy różnorodnymi ziołami oraz co ważne, gdy kobieta jest już w ciąży, nie powinna spożywać ani kropli alkoholu, nawet zdrowego, czerwonego wina do obiadu. Jako dietetyk zaleciłabym także suplementację kwasu foliowego, choć wydaje się to oczywiste, nie wszyscy wiedzą, że ten związek jest szczególnie potrzebny na samym początku ciąży, kiedy kobieta jeszcze o niej nie wie. A więc warto udać się do apteki po taki preparat nawet na 6 tygodni przed zajściem w ciążę. Zapotrzebowanie na pozostałe składniki powinna zabezpieczyć zróżnicowana dieta.

Czy, Twoim fachowym, zdaniem możemy sobie pozwolić na tzw. zachcianki ciążowe i bezkarnie jeść słodycze, słone przekąski – często o różnych porach dniach i nocy? Jaki wpływ może mieć to na naszą figurę po ciąży?

Wydaje mi się, że podczas tych szczególnych dziewięciu miesięcy, kobieta dostaje społeczne przyzwolenie na to, aby przytyć i ogólnie pozwalać sobie na znacznie więcej niż przed ciążą. Nadal uważa się, że przyszła mama powinna jeść za dwoje, podczas gdy zapotrzebowanie energetyczne kobiety rośnie nieznacznie, osiągając maksimum w ostatnim trymestrze ciąży i jest to około 400 – 500 dodatkowych kalorii dziennie, więc w zasadzie jeden dodatkowy posiłek. Większość przekąsek słodkich czy słonych, dostępnych na sklepowych półkach, nie dostarcza żadnych wartości odżywczych, jednocześnie obniżając apetyt na wartościowy posiłek. Sprzyja to nie tylko nadwadze i późniejszym trudnościom w powrocie do formy sprzed ciąży, ale także pogłębia problem zaparć, prowadzi do próchnicy zębów, a nawet zwiększa ryzyko wystąpienia cukrzycy ciążowej. W razie ogromnej ochoty na coś słodkiego, warto sięgnąć po zbożowe ciasteczka domowej roboty czy kawałek gorzkiej czekolady. Ale dobrze skomponowana dieta z regularnymi posiłkami jest najlepszym sposobem na walkę z chęcią sięgnięcia po przekąskę, pod warunkiem, że nie leży ona w zasięgu ręki.

No dobrze. Zatem pozwalamy sobie na odrobinę fantazji, ale dbamy o siebie i dziecko podczas magicznych dziewięciu miesięcy. Dziecko się rodzi, ale jakimś cudem wraz z wodami płodowymi i łożyskiem, nie tracimy na wadze wszystkich nadprogramowych kilogramów. Co ułożyć na talerzu, by nie zagłodzić się w tym trudnym czasie, ale jednocześnie powoli wrócić do formy sprzed ciąży?

Jeśli ciąża była okresem ulegania wszelkim zachciankom i przyrost masy ciała przekroczył przyjęte normy, najwyższy czas, by wprowadzić w życie zdrowe nawyki, o których szeroko mówiłam, podczas opisywania diety przyszłej mamy. Laktacja i karmienie piersią pozwala na zmniejszenie masy ciała nawet o 10 kg podczas pierwszych 3 miesięcy. Nie jest to jednak najlepszy czas na diety odchudzające, organizm kobiety musi być dobrze odżywiony, aby produkować pełnowartościowy pokarm dla maluszka.

Kolejna bardzo istotna kwestia to dieta kobiety karmiącej. Ile kobiet, tyle spojrzeń na ten temat. Znam takie, które karmią i jedzą truskawki. Ja należałam do tych, które po dodaniu każdego nowego produktu musiały liczyć się z nieprzespaną nocą. Czy, Twoim zdaniem, są produkty, które zdecydowanie powinnyśmy wyeliminować podczas karmienia piersią?

Nie. Wiem, że to kontrowersyjny pogląd, ale uważam, że kobieta powinna jeść wszystko, oczywiście poruszając się w granicach nakreślonych w Piramidzie Żywieniowej stworzonej i aktualizowanej w tym roku przez Instytut Żywności i Żywienia. Pozostajemy więc przy urozmaiconej diecie, tej samej, która obowiązywała przed i podczas ciąży. Ilu doradców, tyle pomysłów, a do tego bliscy pod naporem informacji o diecie eliminacyjnej, wywołują w świeżo upieczonych matkach poczucie winy, jakoby poprzez jedzenie wszystkiego, nie troszczyły się wystarczająco o zdrowie dziecka.

Tymczasem nie ma żadnych dowodów naukowych, jakoby wykluczenie produktów wzdymających z diety matki, czyli warzyw kapustnych i roślin strączkowych zapobiegało występowaniu kolki u niemowlęcia, najpewniej wynika ona z niedojrzałego jeszcze przewodu pokarmowego, więc pojawi się niezależnie od spożywanych produktów, a ponieważ każdy organizm jest inny, u niektórych epizody kolki będą częstsze, u innych rzadsze. Podobnie jak eliminacja mleka krowiego, która miałaby zapobiec alergii na jego białka lub nietolerancji laktozy u dziecka, na to również nie znajdziemy dowodów w pracach naukowych.

Jeśli natomiast matka zauważa u swojej pociechy niepokojące sygnały, nasilające się zawsze po jakimś, konkretnym pokarmie, warto zasięgnąć porady lekarza, który, jeśli zajdzie taka potrzeba, zdecyduje o diecie eliminacyjnej. Taka dieta trwa zazwyczaj około 6 tygodni i jeśli nie ma poprawy, wówczas należy poszukać innej przyczyny, jeśli natomiast objawy ustąpiły, powoli wraca się do wprowadzania odrzuconych produktów. Najważniejszym faktem, który powinien przekonać karmiące mamy o tym, że nie warto zubażać swojego jadłospisu jest to, że taka uboga w składniki odżywcze i energetyczne dieta będzie niebezpieczna dla ich zdrowia, a w konsekwencji może zaburzyć proces laktacji, a co za tym idzie niekorzystnie wpłynąć na rozwój dziecka, który jest przecież priorytetem.

Przychodzi wreszcie czas, kiedy naszemu maluchowi należy rozszerzyć dietę i powoli wprowadzić go w świat nowych smaków. I znowu rodzi się pytanie: na co szczególnie uważać? Co dla małego człowieka jest zdecydowanie niewskazane, co wprowadzać w małych ilościach, a co powinno zdominować jego dietę?

Załóżmy, że mama karmi swoją pociechę piersią, wówczas przez pierwsze 6 miesięcy pokarm ten jest w zupełności wystarczający. Nie potrzeba nawet dodatkowo dopajać dziecka. Następnie wprowadzamy posiłki uzupełniające, czyli małymi kroczkami podajemy najpierw musy i przeciery, a w miarę jak pojawiają się pierwsze ząbki, sięgamy po coraz bardziej stałe pokarmy – cząstki owoców, czy warzyw. Rozszerzanie diety malucha warto zacząć od warzyw, do których to najtrudniej jest go przekonać, podczas gdy słodkie musy owocowe cieszą się większym zainteresowaniem.

Ważne, żeby kierować się podstawową zasadą: to rodzic decyduje o tym, co dziecko będzie jadło, ale dziecko decyduje czy i ile zje.

Najbardziej kontrowersyjne jest wprowadzanie pokarmów o dużym potencjale alergizującym, należą do nich przede wszystkim: mleko krowie, jajo kurze, pszenica i soja, orzeszki ziemne i inne orzechy, ryby i owoce morza. Niestety nie ma bezsprzecznych dowodów, ani badań, które precyzowałyby i wyznaczały konkretny wiek dziecka, w którym wprowadzenie ich, zmniejszyłoby ryzyko alergii. A więc po kolei: mleko krowie nie powinno pojawić się wcześniej niż po ukończeniu 12. miesiąca życia, podobnie jak mleko kozie i owcze oraz sery z nich powstałe. Zawierają stanowczo za dużo białka oraz minerałów, przez co obciążają nerki, mogą także spowodować stan zapalny niedojrzałych jeszcze jelit. Przed ukończeniem 1 roku życia nie należy także dziecku podawać miodu. Zaskakujące, prawda? Wydaje się, że jest to panaceum i idealny słodzik, a tymczasem może być skażony bakteriami produkującymi bardzo groźną dla takiego maluszka toksynę.

Gluten, choć w 2014 roku podważone zostały wcześniejsze ustalenia, jakoby wprowadzenie go między 4 a 6 miesiącem życia zmniejszało ryzyko zachorowania na celiakię, nadal zalecałabym nie opóźnianie wprowadzenia go do diety maluszka i rozpoczęcie podawania kaszki manny na początku 6 miesiąca życia, wraz z rozszerzaniem diety o inne pokarmy. Czyli zaczynamy od warzyw i owoców, mięsa, które jest bogactwem żelaza zapobiegającego anemii, kaszek z glutenem i wzbogacamy dietę w żółtko jaja, od 8. miesiąca możemy wprowadzać też kefir, jogurt naturalny czy delikatne w smaku sery oraz ryby. Ten powolny i wymagający wielu prób proces zajmie nam około pół roku. Zastanawiam się nad kontrowersyjnymi orzechami, ale czy podamy je dziecku do „pochrupania”? Nie, przecież wiązałoby się to z dużym ryzykiem zadławienia, więc siłą rzeczy wprowadzone zostaną do jego diety znacznie później.

Moje 15-miesięczne córki jedzą pięć posiłków dziennie, w tym dwa lub trzy mleczne. Niektóre mamy i pediatrzy twierdzą, że to zbyteczne podawać tyle mleka. Jakie jest Twoje zdanie?

Między 1 a 3 rokiem życia zaleca się podawać dzieciom 2 porcje mleka oraz 1 porcję niesłodzonych przetworów mlecznych dziennie. Mówiąc mleko, mam także na myśli mleko modyfikowane, które uzupełnia dietę w deficytowe mikroelementy takie jak wapń, żelazo i witamina D. Tak więc uważam, że jak najbardziej 2 – 3 posiłki mleczne, to dobry pomysł dla 15-miesięcznych dziewczynek, szczególnie, jeśli lubią takie potrawy.

Kolejna sprawa, która spędza mi sen z powiek. Jestem wyrodną matką, bo unikam cukru w diecie moich córek jak ognia, czy mogę spać spokojnie, mimo iż pozbawiam je tej przyjemności?

Nie, na pewno nie wyrodną, powiedziałabym świadomą swojej roli. Sama nie mam jeszcze dzieci, ale moja przeszło 2-letnia chrześnica nie zna smaku czekolady, syropu malinowego czy słodzonej herbaty.

Oczywiście kiedyś każdej z tych rzeczy spróbuje, ale dopóki to rodzice decydują o tym, co dziecko dostaje do jedzenia i picia, to ich zadaniem jest wybierać jak najlepiej. W pierwszych latach życia dziecka kształtują się jego preferencje żywieniowe i naszym zadaniem jest zadbać o to, aby w przyszłości chętnie sięgało po zdrowe przekąski.

Coś jednak między posiłkami dawać dzieciom trzeba, a niekoniecznie należę do mam, które będą przygotowywały racuszki albo piekły jaglane ciasteczka – zwyczajnie brak mi na to czasu przy dwójce maluchów. Jakie przekąski są zdrowe, smaczne i znajdziemy je na półkach sklepowych?

Owoce i warzywa, to proponowałabym w pierwszej kolejności. Wiem, że produkty dostępne w popularnej drogerii mają dobry skład, owocowe wafelki ryżowe czy ciastka orkiszowe z masłem. Zamiast paluszków wybierzmy naturalne włoskie paluszki chlebowe tzw. grissini. Najważniejsze – nie namalowana postać z bajki, ale skład produktu powinien decydować o naszym wyborze. Im jest on krótszy, tym lepiej. Nawet zwykłe biszkopty mogą być wyprodukowane z jaj lub z proszku jajecznego.

Większość mam raczy swoje dziecko białym pieczywem. W moim regionie nazywamy go weką. Nie chleb, ale właśnie dmuchana cienka biała bułka. Czy to najlepsze rozwiązanie dla małego smakosza?

Niekoniecznie. Wszystko zależy od preferencji rodziców i tego, jak nauczą swoje dziecko. Za przykład podam znów swoją ukochaną chrześnicę, która zajada się wypiekanym w domu chlebem z mąki razowej z pełnego przemiału, często z dodatkiem ziaren, żurawiny lub suszonych pomidorów.

Korzystając z okazji, chcę Cię spytać, czym poić dziecko, które nie bardzo lubi pić samą wodę? Oczywiście mamy soki przecierowe, ale nie będziemy przecież podawać ich dziecku przez cały długi upalny dzień. Natomiast wody smakowe, nawet te przeznaczone dla dzieci i bez konserwantów, mają cukier. Czy to dobre rozwiązanie? A może masz jakąś alternatywę, z której chętnie skorzystamy z innymi mamami?

Nie pozostawię dzisiaj suchej nitki na rodzicach… Jeśli dziecko nie lubi pić wody, to znaczy, że nie zostało tego nauczone, a odzwyczajenie dziecka od słodkich napojów, to bardzo trudny i czasochłonny proces.

Kiedy to ja byłam małym szkrabem, nie było na rynku tylu słodkich napojów czy wód smakowych, ale pojona byłam zapewne soczkiem malinkowym od babci i słodzoną herbatą, a wodę nauczyłam się pić dopiero na pierwszym roku studiów, kiedy to poznałam mnogie skutki uboczne napojów słodzonych. Jeśli nie jest jeszcze za późno, nie podawajmy pociechom słodkich napojów. Jeśli jednak zna już ich smak, sięgnijmy po herbatki owocowe, długo parzone będą miały intensywnie owocowy smak, możemy też rozcieńczyć 100%, świeży sok owocowy z wodą w stosunku 1:1 a z czasem dodawać coraz mniej soku a więcej wody. Próbujmy, może z czasem nasz maluch polubi smak niesłodzonej herbatki rumiankowej.

Moje dzieci to klasyczne niejadki. Ani piosenki, ani gadżety nie pomagają – jeśli chcą zjedzą porządnie cały obiad, jeśli nie, kończy się na odrobince i wrota do ich otworu gębowego zamykają się niczym bajkowy sezam. Znasz jakieś cudowne sposoby na niejadków?

Już od czasu karmienia piersią każdy posiłek powinien być spożywany w ciszy i spokoju, tak i później, żadnych rozpraszaczy, piosenek i skakania nad dzieckiem, chociaż wiem, że łatwo jest mi tylko tak mówić, skoro sama nie wychowywałam niejadka.

Inną sprawą są soki przecierowe, o których nie wspomniałam w poprzednim pytaniu, ale miałam nadzieję, że pojawi się zagadnienie niejadka. Czy jeśli jesteśmy głodni, sięgamy czasem po sok przecierowy? Znam sporo takich osób. A więc tym bardziej dzieci, jeśli podajemy im w przerwach między posiłkami liczne przekąski oraz dodatkowo słodkie napoje, szczególnie gęste, przecierowe soki, nic dziwnego, że nie chcą później zjeść obiadu. To pierwsza i najważniejsza rzecz, przeanalizujmy, czy nasze dziecko miało szansę zgłodnieć od czasu poprzedniego posiłku. Jak mówi wspominana już przeze mnie dzisiaj zasada – rodzice wybierają produkty, dziecko decyduje czy i ile zje.

Zdarza się niestety tak, że maluch nie chce tknąć ani kęsa, a powinien być już głodny. Poczekajmy do kolejnego posiłku, podajmy coś zupełnie innego. I przede wszystkim zachowajmy spokój. Dopóki w badaniach okresowych nie ma żadnych niepokojących zmian i dziecko rozwija się prawidłowo, nie ma powodów do obaw. Każdy z nas ma czasem spadki apetytu.

A teraz pójdźmy w przeciwną stronę. Dziecko koleżanki uwielbia jeść. Czy powinna z tego korzystać i wpychać mu do żołądka ile wlezie? Tak wiele mamy teraz przecież w Polsce otyłych dzieciaków. Od kiedy powinniśmy baczniej kontrolować ilość spożywanych przez dziecko posiłków?

Jeśli dziecko bardzo lubi jeść, kontrolujmy przede wszystkim przekąski, wydzielajmy je, zamiast zostawiać zbyt dużą ilość w zasięgu wzroku naszej pociechy. Co ważne, u dzieci w okresie wzrastania, nie stosuje się żadnych diet odchudzających. Masa ciała dziecka powinna się unormować wraz z nauką chodzenia, kiedy to dziecko będzie miało wzmożoną aktywność ruchową, a więc i znacznie większy wydatek energetyczny.

Na koniec. Kiedy powinniśmy przyjść z dzieckiem do dietetyka? Co powinno nas zaniepokoić? Na co zwracać szczególną uwagę?

Do dietetyka, jak i lekarza pierwszego kontaktu, możemy zgłosić się z każdym niepokojącym nas objawem: jeśli nasze dziecko znacznie odbiega wzrostem od rówieśników, jest nadmiernie ospałe, zmienia się jego masa ciała przy niezmienionym apetycie – bardzo chudnie, lub nadmiernie przybiera na wadze, także podejrzewając nietolerancje czy alergie pokarmowe. Wykształcony dietetyk, po ukończeniu studiów wyższych, ma nie tylko szeroką wiedzę żywieniową, ale także zna symptomy wielu chorób niezwiązanych bezpośrednio z przewodem pokarmowym czy samą dietą, będzie więc w stanie wskazać problem, pomóc lub pokierować do odpowiedniego specjalisty. Takie dolegliwości, jak częste biegunki, czy dokładnie przeciwny problem z dokuczliwym zaparciem, co u dzieci zdarza się stosunkowo często, zazwyczaj wynikają bezpośrednio z błędów żywieniowych, które dietetyk z łatwością będzie potrafił wskazać.

Dziękuję za rozmowę i cenne praktyczne porady. Po naszej rozmowie będę zmuszona zmienić pewne nawyki moich córek, ale też uspokoiłam się – nie jest ze mną aż tak źle


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie