Treści niedozwolone dla dzieci i nastolatków

Na zakończenie roku szkolnego dziennikarze szkolnej gazetki, której jestem opiekunem, w nagrodę za całoroczną pracę i zarobione pieniądze udali się do kina na film „Mumia”. Przeraził mnie ich wybór, ale spełniali kryteria wiekowe, to były ich pieniądze i nagroda dla nich, a nie dla mnie. Poszliśmy więc. Kino było nasze. No, oprócz trzech widzów: ojca, nastoletniego syna i … na oko: pięciolatka!!! Sytuacja oburzyła mnie. Oburzyło mnie, że dziecko zostało wpuszczone na salę, ale przede wszystkim, że ojciec postanowił zafundować maluchowi traumę na najbliższe miesiące. Nie mam w zwyczaju zwracać innym ludziom uwagi, nie wciskam nosa w nieswoje sprawy, więc i tym razem darowałam sobie to zachowanie. Jednak moi – szesnastolatkowie – byli tak zbulwersowani działaniem dorosłego, że posypały się głośne komentarze (które niespecjalnie były przeze mnie tłumione) w stylu: ciekawe, czy ich mama wie, jaki film oglądają albo przecież ten malutki będzie się teraz moczył w nocy i mój ośmioletni brat nie mógłby zasnąć, gdyby tata zabrał go na taki film.

Każdy z nas odpowiada za wychowanie i rozwój własnego dziecka. Nie na darmo jednak producenci zabawek, gier czy przede wszystkim filmów, wskazują wiek, dla którego przeznaczony jest dany produkt. Rozbraja mnie niejednokrotnie, gdy uczniowie podają mi tytuły gier, w które grają. Lubię być na bieżąco, więc zawsze dopytuję o to, co jest teraz na czasie. Kiedy przychodzę do domu i wpisuję dany tytuł w wyszukiwarce, pierwsze, co uderza, to dodatkowe oznaczenia: przemoc, wulgaryzmy, nagość, używki, sceny grozy. Zadaję sobie wówczas pytanie retoryczne: gdzie jesteś rodzicu? Gdzie się podziewasz, gdy twój nastoletni (ale zaledwie 13-letni, 14-letni syn) spędza kilka, a czasem kilkanaście godzin, obcując z przemocą i wulgaryzmami? Do kogo masz pretensje, kiedy posługuje się językiem bohaterów filmów czy gier, które zezwalasz mu oglądać albo oglądasz w jego towarzystwie?

Rozumiem. Wpływ rówieśników, czasem zerkanie do ich komputerów czy telefonów, szeroki dostęp do przeróżnych treści w Internecie. I na to jednak są sposoby. Bo mądrych rodziców nie brakuje i o nich także opowiadają mi moi podopieczni. Tato, który nakłada hasło na router, by dostęp do komputera dziecko miało tylko w godzinach, w których może on sprawować kontrolę nad tym, co ogląda. Ścisła weryfikacja kupowanych i otrzymywanych w prezencie gier, czasopism książek. Wyjścia do kina na filmy, które czegoś uczą, coś ciekawego pokazują, śmieszą, a niekoniecznie straszą albo epatują brutalnością i seksem.

Czy rzeczywiście konieczne jest wrzucanie dziecka w świat dorosłych przedwcześnie? Czy przez szybkie dorastania/ dojrzewanie rozumiemy właśnie wprowadzanie go w świat mordobicia, przekleństw i wszechobecnego nagiego biustu? Czy warto wychodzić z założenia, że lepiej, jest, by nastolatek pewne rzeczy poznawał w domu niż poza nim?

Nie wiem. Nie znam się. Nie mam jeszcze doświadczenia w wychowywaniu starszaków, poza tym, którego podejmuję się w pracy. Wydaje mi się, że nie ma nic złego w nieuleganiu presji, w stawianiu granic tam, gdzie to konieczne. Gdy będzie temu towarzyszyła mądra rozmowa, zrozumienie, zaufanie i wzajemne wsparcie – sądzę, że dzieciak przeboleje. Nie jestem też jakąś dziwaczną staroświecką pańcią. Co to, to nie. Jeśli dziecko ma 12 lat, a na „Piratów z Karaibów” wpuszczają od 13 – czemu nie? Przykładem dobrego rozwiązania jest także mój kuzyn. Często sam ogląda film, aby ocenić, czy jego 6-letni syn nie będzie się go bał, a następnie do kina idą razem. Powiecie – nie każdego stać na taki luksus, a poza tym, ileż można oglądać to samo? Może to i trudne, ale czy w wychowaniu chodzi o pójście na łatwiznę?

Jakie jest Wasze zdanie? Przymykacie oko czy ściśle trzymacie się wyznaczonych przez producentów oznaczeń?

Jesteśmy w trakcie wakacji – mnóstwo wypadów do kina, czasu spędzanego przez starsze dzieci na komputerze. Samowolka czy rozrywka kontrolowana? Jak jest u Was? U nas, póki co, nawet fragment leśnego zamachu na Śnieżkę w wersji dla maluchów córki każą sobie przewijać… ale czas płynie nieubłaganie i dylematy staną przed moimi oczyma zanim zdążę się obejrzeć.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie