Twoje dziecko nadal używa smoczka i sika w pieluchy???

No dobra, nie będę udawała, że pierwsze macierzyństwo nie przyniosło lekkiej spiny. Początki były różne – i być może na moment uległam tabelkom, skalom i nie były mi obojętne teksty w stylu: „Moja, zdaje się, już w tym czasie chodziła” albo „Mój mówił pełnymi zdaniami, gdy był młodszy”.

Dziewczynki mają lekko ponad dwa lata. Dwa lata – jedyne, co ciśnie się na usta: We made it! Udało się! Przetrwaliśmy. Ale wiem też, że ja, jako mama, przeszłam ogromną transformację. Jestem silniejsza, jestem znacznie bardziej wyluzowana i konsekwentnie olewam wszystkie tabelki, skale i teksty znajomych o ich dzieciach oraz ich umiejętnościach.

Mam cudowne, mądre i komunikatywne pociechy. Nie znaczy to, że umieją już wszystko, że nie popełniają błędów – bo mają przypominam – dwa lata. Przykłady można by mnożyć, podam kilka tych, które często są kwitowane słowami : „Nadal tego nie potrafią? Zdaje się, że powinny to opanować” etc. Dodam tylko, że w moim pojęciu wychowania (popartym regularnymi wizytami u neurologa dziecięcego z racji wcześniactwa dziewczynek)– nie ma czegoś takiego, jak magiczny moment, w którym dzieci posiądą daną umiejętność. Jedne lepiej rozwijają mowę, u innych przyspiesza motoryka mała i duża. Rzecz jasna są granice, po osiągnięciu których rodzić powinien odczuwać niepokój. Jednak w przypadku dwulatków trudno mówić już o tym, że POWINNY albo MUSZĄ już coś umieć czy wykonywać. Nie spędza mi więc snu z powiek to, że moje osobiste DWULATKI:

NADAL KORZYSTAJĄ Z PIELUCH

NIE MÓWIĄ PEŁNYMI ZDANIAMI I NIE POWTARZAJĄ WSZYSTKICH WYRAZÓW

NIE UMIEJĄ GRYŹĆ W STOPNIU ZADOWALAJĄCYM (ich matkę)

NADAL UŻYWAJĄ SMOCZKA PRZY WIECZORNYM USYPIANIU (a właściwie 50% mojego potomstwa go używa)

Mam obok zdroworozsądkowo podchodzącego do życia dziadka i totalnie wyluzowanego męża. Najczęściej, gdy pozwalam sobie na przesycone pesymizmem dygresje, słyszę: Czy widziałaś kiedyś zdrowego piętnastolatka, który nadal sika w majtki? Czy znasz jakiegoś dorosłego, który nie potrafi przeżuć kawałka mięsa albo nie umie zbudować zdania? Może z tym ostatnim zjawiskiem spotykam się nad wyraz często, jednak z powodu niedbałości i niechęci, a nie wady czy ubytku. Za każdym razem, kiedy ktoś chce mnie na siłę wciągnąć do swojego wyścigu i przekonać, że moje dzieci są gorsze, powolniejsze, mniej idealne – ucinam rozmowę i przypominam sobie powyższe pytania. Dziękuję, nie ścigam się. Nie zaproszę do tego wyścigu także moich dzieci. Nie będę ich nadmiernie stymulować, choć przecież mam przynajmniej 3 koleżanki logopedki, nie zamierzam torturować ich codziennie widokiem nocnika, który ostatecznie znienawidzą, nie będę także płakać za każdym razem, gdy wyplują nieprzeżuty do końca kawałek szynki czy poproszą o smoczek.

Moje córki nie były, nie są ani zapewne nie będą idealne. Ale ideały są przecież nudne. Zazdroszczę czasem mamom tzw. bezproblemowych dzieci (czytaj: je, śpi i bawi się samo), kiedy pod koniec dnia padam ze zmęczenia, a moja głowa zdaje się być cięższa od worka cementu. Pytanie tylko, czy te bezproblemowe dzieci nie sprawią kłopotów w przyszłości?

Martwi mnie, kiedy moje córki są chore i odmawiają jedzenia, stresuje się, gdy nie mogą zasnąć, nie umiem znieść ich żalu przy rozstaniu ze mną. To, że nie robią czegoś, co ich rówieśnicy nie wprawia mnie w zły nastrój. Póki co, nie mogę powiedzieć o sobie, że jestem mamą przewrażliwioną, ambitną czy wywierającą presję. Obym nie zmieniła się wraz z upływającym czasem. Każdy z nas jest inny – inne są nawet moje urodzone kilka minut po sobie dzieci. Dlaczego zatem miałyby w tym samym czasie nauczyć się chodzić? Skąd pomysł, że usiądą na nocnik tego samego dnia? Nawet smoczka postanowiła używać tylko jedna z nich. Skoro zatem na moim osobistym podwórku notuje tak wyraźne różnice między równolatkami, o ile większe będą w skali osiedla, miasta czy kraju?

Drogie mamy i multimamy. Nie dajmy się zwariować. Nie dajmy sobie wmówić, że nasze dziecko odstaje, bo ma niższą masę ciała, mniejszy wzrost czy używa zdań złożonych z dwóch zamiast czterech wyrazów. Nie zmieniajmy się w tresera stojącego z biczem nad biednym stworzeniem, które przecież dopiero uczy się świata. Bądźmy mu towarzyszem w tej wielkiej przygodzie, jaką jest jego życie i pozwólmy w jego własnym tempie i rytmie odkrywać nowe jej aspekty. Jeśli zaś Wasze dziecko wyróżnia się na tle innych, szybciej i łatwiej opanowuje niektóre umiejętności – nie wspominajcie o tym przy każdej okazji mamom równolatków, które wciąż na pewne momenty czekają. Dodajcie im otuchy, okażcie wsparcie. Zejdźcie z toru wyścigowego i zerwijcie koszulkę lidera. Wszyscy gramy w jednej drużynie: zmęczonych, przepracowanych i zniecierpliwionych momentami rodziców. Uśmiechnijmy się do siebie porozumiewawczo w milczeniu, zamiast dokładać kolejny ciężar na swoje – wystarczająco obciążone już – barki.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie