Ucz się, bo inaczej będziesz kopał rowy!

W ostatnim czasie w moim mieście doszło do tragedii. Nastoletni chłopak zmarł od postrzału w głowę. Policja jest w trakcie badania sprawy, jednak nie ulega wątpliwości, że w pokoju był sam i z jego rąk oddano strzał. Nie zamierzam szerzyć plotek, dramat ten stał się jednak dla mnie punktem wyjścia do rozważań. Moi uczniowie – także nastolatkowie przekazali mi, że chłopakowi podczas niedawnego egzaminu gimnazjalnego zadzwonił telefon, co spowodowało jego unieważnienie. Dalsze wypadki miały być konsekwencją tej sytuacji…

Pracuję z młodymi ludźmi (gimnazjalistami) od 10 lat. Nie wiem czy to mało, czy dużo. Wiem natomiast, że zmienia się wszystko: począwszy od procedur, programów nauczania i podstaw programowych poprzez podejście do procesu nauczania i samego oceniania u uczniów, ale i ich rodziców.

Patrzę z przerażeniem i – nie ukrywam – ze współczuciem na grupę młodych ludzi, którzy czują się niewiele warci, byle jacy, nie nazbyt dobrzy. Pytając ich, dlaczego tak jest, uzyskuję odpowiedź, że za ich stan odpowiadają rodzice, którzy konsekwentnie im tę prawdę przekazują, utwierdzając w przekonaniu, że niczego w życiu nie osiągną, gdyż ich szkolne noty są słabe, za słabe, niewystarczające.

Tym bardziej zaskakuje mnie fakt, iż nie zgłaszają mi tych problemów uczniowie ledwo przechodzący z klasy do klasy, ale ci, których osiągnięcia są – nazwijmy je – ponadprzeciętne. Czwórkowa uczennica z nosem zatopionym w książkach, której mamy ambicją jest, by nie schodziła poniżej średniej 5,0. Dobry uczeń, któremu trafi się trójka z dyktanda. Presja wywierana przez rodziców jest ogromna. Dotyczy ona także wyboru szkoły ponadgimnazjalnej. Wielu spotykam na swej drodze rodziców świadomych, słuchających swoich dzieci, wielu jednak i tych, głuchych na ich wołanie. Technikum – mogę tylko pomarzyć! – Chłopak, który chce zdobyć zawód, a dopiero później zastanawiający się nad ewentualnym studiowaniem spotyka się z wyszydzeniem przez ojca inżyniera. Dietetyk? Iluż takich już mamy! Wybierz ogólniak – słyszy uczennica, której zainteresowania nie pokrywają się z ambicjami jej matki. Staram się jak mogę, wspierać młodych, a ich staruszkom próbować wytłumaczyć, że ocena szkolna nie jest oceną charakteru, wszystkich umiejętności, kręgosłupa moralnego oraz pasji dziecka.

Oceny szkolne mają sprawdzić wiedzę i umiejętności z konkretnej partii materiału.

Sprawdzają stopień opanowania przygotowanej przez ministerstwo edukacji podstawy programowej. Nie bądźmy zatem aż tak surowi, a raczej wspierający. Nasze dziecko może być laureatem olimpiady z biologii, ale kiepsko radzić sobie z interpretacją wierszy – czy to źle? Sądzę, że ważne jest znaleźć pasję, kierunek, w którym może iść, a nie wymagać, by było dobre ze wszystkiego. Wszak czasy Leonarda da Vinci już za nami.

Kolejna sprawa, którą nagminnie słyszę z ust moich podopiecznych: gdy ktoś w klasie otrzymuje słabą ocenę, słyszy od swoich kolegów: ucz się tak dalej, to będziesz konserwatorem powierzchni płaskich. Gdzie dowiedzieli się, że sprzątaczka, woźna czy pracujący przy budowie są gorsi, mniej wartościowi, a ich zawód jest powodem do wyśmiania? Sądzę, że powtarzają hasła zasłyszane w zaciszu domowym.

Nie traktujmy też naszych pociech w myśl zasady: nie chce mu się, a przecież mógłby mieć wyższe stopnie. Jeśli rzeczywiście nasze dziecko nie robi zupełnie nic – może mamy rację. Zastanówmy się, jak mu pomóc. Jeśli jednak widzimy, że uczy się, a dobre stopnie przychodzą z trudem – może zwyczajnie trudno opanować mu zbyt dużą partię materiału, ale podejmuje wysiłek – taki, na jaki go stać. Doceńmy to i wyraźmy nadzieję, że jego nauczyciel wykaże się rozwagą i także to zauważy.

Wreszcie – będę złym ptakiem, który własne gniazdo kala – weźmy pod uwagę, że nasze dzieci uczą różni nauczyciele. Tak, jak różnych spotykamy na swojej drodze lekarzy, kapłanów czy policjantów. Ocena – choćbyśmy nie wiem, jak się starali – bywa subiektywna. Nauczyciele to zwykli ludzie popełniający błędy, omylni.

Drodzy rodzice. Ilość punktów z egzaminu, ocena z kartkówki, odpowiedzi czy testu nie mówią nam więcej o naszym dziecku niż wiemy my sami. Wsłuchujmy się w to, co mówią nauczyciele, ale przede wszystkim doceniajmy wkład naszych dzieci. Nie strofujmy ich zanadto, choć martwimy się o ich przyszłość. Szukajmy mocnych stron, a nie mówmy stale i wyłącznie o tych słabych.

Kiedy wracałyśmy ze żłobka z moimi córkami, zapytałam ich – kim będziecie w przyszłości? Odpowiedziały: nauczycielką i fryzjerką. Opowiedziałam o tym na imprezie rodzinnej. Wszyscy uśmiechali się z pobłażaniem – szczególnie w odniesieniu do fryzjerki. Byłam zdegustowana. Jeśli moje dziecko będzie chciało zostać fryzjerką, otrzyma moje pełne wsparcie. Bo może zostać najlepszą fryzjerką w powiecie. Nie będę jej zmuszała, by została przeciętnym lekarzem, słabym prawnikiem albo smutnym psychologiem.

Mam nadzieję, że czas nie zmieni mnie i moich poglądów na tyle, że stanę się jedną z tych mam, które teraz proszę o wyrozumiałość dla swoich dzieci. Mam nadzieję, że nie przegapię tego obszaru, który należy w moich córkach wzmacniać. Mam nadzieję, że pominę te kilka słabszych stopni z dyscyplin wiedzy, niekoniecznie należących do ich ulubionych. Mam wreszcie nadzieję, że wychowam dzieci, którym nie przyjdzie do głowy, by ukarać siebie w jakikolwiek sposób (poczuciem winy, depresją, samookaleczeniem) za to, że dostały gorszy stopień, że nie spełniają moich oczekiwań.

Pragnę wychować ludzi szczęśliwych, ludzi z pasją, kobiety, które wiedzą, że ocena nie jest miarą życiowego sukcesu, bo jego miarą jest to, kim jesteśmy, a nie to, ile piątek mieliśmy na świadectwie szkolnym.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie