Umyj okna dla Jezusa, czyli jak nie dać się zwariować przed Świętami

Czas się przyznać. Jestem leniwa. Nie robię niczego ponad normę. Nie robię niczego, co nie sprawia mi przyjemności, a nie jest konieczne do przeżycia. Unikam jak ognia zajęć, które – w moim przekonaniu – marnują cenny czas. Nie widzę sensu w wykonywaniu prac, które nikomu się nie przysłużą, a jedynym argumentem, który miałby mnie przekonać jest zdanie słyszane i powtarzane tyle razy: BO TAK WYPADA lub w jego odwrotnej wersji: BO NIE WYPADA TEGO NIE ZROBIĆ.

Szczerze – mało mnie interesuje opinia ludzi. Szczególnie tych, którzy są mi obcy. Szczególnie tych, którzy nie stanowią dla mnie autorytetu ani wzoru. Ludzi, których szczytem marzeń jest zrobić coś, by potem móc pochwalić się przed innymi. Nie należę do tej grupy.

Ale nie o tym miał być ten post. A właściwie o tym, choć nie do końca. Przed nami ostatnia prosta do Świąt Bożego Narodzenia. Im mnie dni pozostaje, tym większa wokół mnie ilość samozwańczych malkontentów. Bo przecież tyle trzeba zrobić.

Uwielbiam przedświąteczne memy: A czy Ty umyłeś już dla mnie okna – pyta w jednym z nich Jezus. Ja zdecydowanie wolę te: Miałam posprzątać w domu, ale znalazłam butelkę wina i wiecie, jak się to skończyło.

Pytanie mojej mamy: Czy umyłaś już okna? najlepiej wpisuje się w bożonarodzeniową tradycję.

Odpowiedź jest prosta. Nie, nie umyłam. Dlatego że nie robię niczego pod publikę, bo tak wypada etc. Okna rzeczywiście umyję. A to dlatego, że po półtora roku od rozpoczęcia budowy sieci kanalizacyjnej w mojej dzielnicy, prace zostały zakończone. I wreszcie nie kurzy mi się na parapety, nie będzie więcej pyłu i brudu w takiej ilości.Okna myłam ostatni raz rok temu. Zatem czas nieco odświeżyć firanki.

Uważam, że całe szaleństwo związane ze świątecznymi porządkami fundujemy sobie sami i na własne życzenie. Czy bowiem na co dzień nie sprzątamy? Czy naprawdę musimy robić to z takim pietyzmem? Czy dręczenie koleżanek z pracy pytaniami, czy one już zrobiły to czy tamto i to też –poprawia nam humor i wprowadza lepszą atmosferę?

Patrzę na sąsiadki wieszające firanki. Zawsze o tej samej porze, by móc odhaczyć na check liście tę czynność.Dla mnie jest wiele ważniejszych spraw, które umieściłam w adwentowym kalendarzu moich dzieci. Już sporo za nami: ręcznie wykonaliśmy bombki,upiekliśmy pierniki, przygotowaliśmy prezenty dla bliskich, zrobiliśmy ozdoby choinkowe na konkurs, odwiedziliśmy krainę elfów. Przygotowujemy się do świąt,ucząc się kolejnych zwrotek polskich tradycyjnych kolęd, wybieramy się na jarmark do naszego ukochanego Krakowa. To nasze punkty na liście. A w wigilię poodkurzamy dom, ubierzemy choinkę i będziemy wypatrywali pierwszej gwiazdki,nawet jeśli któreś z okien nie zostanie przeze mnie umyte, a porcelana ślubna nie zostanie wypucowana.

Sami tworzymy magię świąt, sami możemy też ją zrujnować przez niepotrzebne nikomu czynności. Nie róbmy nic tylko dlatego, że robią to inni albo dlatego, że wypada. Dajmy ponieść się tym wyjątkowym momentom. Zróbmy coś dla siebie, znajdźmy chwilę na refleksję i odpoczynek. Ja zamówiłam w prezencie dla siebie samej syrop cynamonowy i piernikowy do mojej ukochanej kawy. Zapach Świąt Bożego Narodzenia już mi towarzyszy.

A Ty? Co zrobiłaś dla siebie? Jezus nie potrzebuje Twoich czystych szyb, wystarczy, że na chwilę zajrzysz do stajenki, podumasz nad losem dzieciny i świata. Odłóż więc szmatę, weź za rękę swoje dziecko i razem zróbcie coś świątecznego, ale i fajnego jednocześnie. Trzymam za Was kciuki!

Podobne artykuły o ŚWIĘTACH

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie