„Więź bliźniacza to bardzo złożony problem” – szczera rozmowa z Jarosławem Kretem

Jarosław Kret – człowiek o wielu twarzach. Z jednej strony: prezenter, dziennikarz, twórca fotoreportaży i radiowiec. Z drugiej egiptolog, podróżnik, autor wielu publikacji książkowych. Od siedmiu lat tata Franciszka. Specjalnie dla multirodzice.pl odsłania jeszcze jedno oblicze: jednego z dwóch jednojajowych bliźniąt. Szczerze i bez ogródek. Przynajmniej taką mam nadzieję.

Zacznijmy od roku 2009. Dowiaduje się Pan, że zostanie tatą. Na myśl, że mogą pojawić się dwa bijące serca: jest Pan przerażony czy raczej pełen nadziei?

To pytanie do ojca bliźniąt, a ja jestem ojcem jedynaka. Oczywiście, że byłem przerażony, bo informacja o tym, że Franio ma przyjść na świat była kompletnie nieoczekiwana. Kiedy zobaczyłem wydruk z USG ucieszyłem się, że to jedynak. Odetchnąłem z ulgą, że nie będą to bliźnięta.

Wróćmy zatem do czasów dzieciństwa. Jak wspomina Pan swoją mamę z tego okresu oraz wczesnej młodości? Jako zmęczoną i narzekającą (weźmy pod uwagę, że zapewne nie posiadała pieluch jednorazowych, gotowych słoiczków oraz dziesiątek ubranek, za to otrzymała dwójkę chłopaków w pakiecie) czy też zupełnie inaczej? Pytam, bo obawiam się, że moje córki będą pamiętać jedynie moje podkrążone oczy i rozdzielające ich ręce.

Tak, mama była zmęczona, zapracowana, ale tata też. Miał spuchnięte ręce od prania pieluch, bo pralki Frani z początku nie mieli, więc pieluchy prali ręcznie i gotowali w wielkim aluminiowym garnku. A kiedy patrzę na zdjęcia z czasów, gdy byłem niemowlakiem, to widzę wyczerpanych, bardzo wychudzonych rodziców. Czasy to były bardzo ciężkie, liczyło się dosłownie każdy grosz. Pamiętam, jak rodzice opowiadali, że do końca miesiąca zabrakło im już pieniędzy i nie mieli za co zrobić zakupów i nagle tata znalazł na chodniku 100 złotych, co uratowało nas od kilkudniowego głodowania.

Jakimi dzieciakami byli Jarek i Jacek? Obaj temperamentni? Czy może skupieni i kontemplujący rzeczywistość? A może – zupełnie różni?

Zupełnie różni, czego niestety nikt (poza rodzicami, jak i najbliższymi koleżankami i kolegami) nie zauważał. Byliśmy pełni energii i temperamentu, ale szczególnie, kiedy byliśmy oddzielnie. Jak byliśmy razem, wtedy zazwyczaj – kiedy jeden był spokojny, drugi był pełen energii…

To, co często zastanawia nas, młodych stosunkowo rodziców bliźniąt, to pytanie: kiedy po raz pierwszy młody człowiek dostrzega, że ma obok siebie kogoś na stałe, kto towarzyszy mu nieprzerwanie, a w wielu przypadkach jest także do niego łudząco podobny? Pamięta Pan taki moment?

To trudne pytanie, bo my, będąc dziećmi raczej nie zauważamy, że jest obok nas ktoś podobny, ale zauważamy, że wszyscy nas postrzegają jako bardzo podobne osoby. Od samego początku jesteśmy przyzwyczajeni do bliźniaka, jak do swojej nogi, czy ręki. Z czasem zauważamy, że ta „ręka” żyje swoim własnym życiem. Wydaje mi się, że to, jak siebie postrzegają bliźnięta jest silnie zdeterminowane postrzeganiem przez ich otoczenie.

Jakie uczucia się wtedy pojawiają? To zainteresowanie, przerażenie, radość czy może odwrotnie – rozpacz?

Pierwsze uczucia, to oczywiście wielkie przywiązanie, bo przecież buduje się wspólnota rodzinna, wspólnota przeżyć, doświadczeń. I tu, jak sądzę, zaczyna się problem, bo bliźnięta często zaczynają bezrefleksyjnie przyjmować tę zewnętrzną „narrację”, czyli zaczynają zachowywać się jak jeden organizm. To dość skomplikowany mechanizm psychologiczny – z jednej strony – wobec różnych czynników zewnętrznych wykształcają w sobie zachowania każące wszystkim dookoła uważać parę bliźniąt jako jedną autonomiczną jednostkę, a w tym samym czasie wewnątrz tego związku – w tej właśnie parze – zaczyna się silna konkurencja…

Wczesna młodość to może jeszcze czas nieco uboższej refleksji nad samym sobą, następuje jednak wreszcie okres burzy i naporu. Posiadania nastoletniego brata bliźniaka ułatwi czy utrudnia wtenczas życie? Pamięta Pan więcej dobrych czy złych momentów?

Im jestem starszy i im bardziej bez emocji, a raczej z coraz głębszą refleksją zerkam wstecz, tym bardziej sobie uświadamiam, że ten czas dorastania charakteryzuje się podświadomym jeszcze „zrozumieniem” uzależnienia od związku bliźniaczego, a to znaczy, że było wiele złych momentów, których wcale nie uznawałem za złe, bo wydawały mi się naturalne. Przykładem niech będzie usilne ograniczanie przez jedno z bliźniąt pewnych zachowań u drugiego bliźniaka. Żeby to zabrzmiało bardziej zrozumiale: jeden bliźniak ogranicza za wszelką cenę dostęp drugiemu bliźniakowi a to do grupy rówieśniczej, a to do poszczególnych koleżanek, czy kolegów, którzy mogliby „odebrać” mu kontrolę nad owym bliźniakiem…

Aby nie było tak demonicznie, chciałabym prosić, by przypomniał Pan sobie najprzyjemniejsze chwile w towarzystwie brata… albo chociaż jedną. To doda nam, multirodzicom, odrobinę otuchy, gdyż nasze pociechy nieustannie się szczypią, szarpią, przezywają i kłócą…

Najpozytywniejszym symptomem tego, że bliźnięta wyrwą się na niepodległość, nie będą parą dziwolągów, „syjamskim dubletem” jest to, że oboje współzawodniczą. To fenomenalny symptom. Trzeba w nich to rozwijać, ale w sposób zrównoważony i RÓWNOMIERNIE rozłożony. Niech się kłócą, niech się szczypią, niech się szarpią i przezywają, to zahartuje oboje do tego, by w pewnym momencie życia rozbić bliźniaczą skorupę i niezależnie przebić się na świat.

Wróćmy do Pana rodziców. Z perspektywy czasu dostrzega Pan jakieś błędy wychowawcze, przed którymi może Pan przestrzec? Czytam mnóstwo publikacji na temat wychowania bliźniąt, jednak zdecydowanie bardziej przemawiają do mnie rozmowy z dorosłymi bliźniętami i ich rodzicami, którzy sami po latach wyciągają rozmaite wnioski.

Moi rodzice popełniali błędy, bo nikt im nie podpowiedział, jak nas wychowywać – dlatego, że do tej pory wiedza na temat wychowania bliźniąt jest ułomna i niekoherentna. Zrobili dużo błędów, ale też – za co jestem im bardzo wdzięczny – rozdzielili nas w szkole średniej. Moim zdaniem powinno się od niemowlęctwa wręcz bliźnięta traktować jako dwie odrębne jednostki, starajmy się zauważać w nich różnice i je kultywować.

Jak wspomina Pan nauczycieli, wychowawców? Ciągle obawiam się – i to nie ja jedna – że moje dzieci będą traktowane jak dwupak, bez dostrzegania ich indywidualności, że to będą zawsze: bliźniaczki, a nie Julia i Zuzanna. Jak było u Was?

Właśnie tak było. Dlatego – powiem coś wręcz rewolucyjnego – jestem zdania, że bliźnięta powinny trafiać do różnych klas, jeżeli nie nawet do różnych szkół. Gdyby można było wysyłać je do różnych przedszkoli, to byłoby optymalne… Żeby uzasadnić tę tezę, jak też i wiele innych rewolucyjnie brzmiących w tym wywiadzie, powinienem napisać książkę. Ramy tego wywiadu dla problemu, a w zasadzie dla wyzwania pod tytułem „wychowanie bliźniąt” są stanowczo za ciasne…

Przejdźmy do dorosłości. Oczywiście, gdy w wyszukiwarkach wpisywałam Pana imię i nazwisko, trudno było ignorować nagłówki o konflikcie braci Kretów. Wielu psychologów mówi, że między bliźniętami wytwarza się więź, której nic i nikt nie może zerwać. Nie chcę absolutnie wkraczać z butami w Pana życie, więc spytam tylko, czy czuje Pan rzeczywiście, że z bratem łączy Was coś, czego inni nie doświadczą? Czy rzeczywiście, mimo różnic charakterów, wielu doświadczeń życiowych, przeciwności bliźniętom łatwiej jest przezwyciężyć konflikty, niedomówienia? A może to tylko mit?

Czy owi psycholodzy, którzy mówią o tej niezwykłej więzi, mieli kiedyś siostrę lub brata bliźniaka? Pewnie nie. Gdyby mieli, to – bogatsi, niż przeciętny człowiek – w psychologiczną wiedzę akademicką, a zarazem w doświadczenia bliźniacze – powstrzymaliby się z pewnością od bezrefleksyjnego opowiadania o wyjątkowej więzi, która łączy bliźnięta. Owa więź to bardzo złożony problem. Wciąż borykamy się ze złożonością więzów społecznych, rodzinnych, a co dopiero więzi bliźniaczej? Więź bliźniacza? Ja tę więź wolę nazwać kajdanami. To przecież też więź, tylko, czy daje nam rzeczywistą wolność?

Gdyby mógł Pan udzielić rady/ rad już samym bliźniętom – co by Pan im powiedział?

Przede wszystkim rozmawiałbym rozdzielnie. Nigdy z parą. Wpierw dowiedziałbym się, kto w tym związku bliźniaczym dominuje, a kto jest zdominowany. I wtedy z każdą z tych osób z osobna porozmawiałbym o ich problemie.

Na koniec krótko: pytanie – odpowiedź:

1. Ubierać tak samo czy inaczej? Absolutnie inaczej!!!

2. Wysyłać do jednej klasy/ szkoły czy do różnych? Do różnych szkół lub przynajmniej klas.

3. Podawać brata za przykład czy nigdy tego nie robić? Są miliony przykładów na zewnątrz. Te należy podawać. Nie podawajmy brata, czy siostry za przykład, bo zwiększamy jedynie wewnętrzne niezdrowe współzawodnictwo.

4. Ingerować w konflikty czy przyjąć dewizę Rejenta Milczka? (niech się dzieje wola nieba… ) Nie ingerować, niech się „hartują w walce”.

5. Kupować po dwie takie same rzeczy czy od dzieciństwa uczyć, że należy się dzielić? Od dzieciństwa należy kształtować indywidualność każdego z bliźniąt z osobna.

Serdecznie dziękuję za rozmowę i garść cennych uwag. Życzę zdrowia i sił witalnych jak najdłużej – wszak duże prawdopodobieństwo, że zostanie Pan podwójnym dziadkiem w przyszłości.

fot. Adam Kępiński


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie