Romantyczna Willa Lawenda w Kudowie Zdroju – recenzja

Wypad w góry zaczął się fatalnie. Wyjechaliśmy ze znacznym opóźnieniem, Zu nie zjadła śniadania, bo ząbkuje. Wyruszaliśmy w Góry Stołowe. To pierwszy wyjazd z dziewczynkami chodzącymi o własnych nogach. Miejsce naszego pobytu nosiło śliczną nazwę: Willa Lawenda.

Po drodze miało miejsce jeszcze kilka niespodzianek, niestety z gatunku tych mało przyjemnych. Najgorszą okazała się pogoda – im bliżej Kudowy Zdroju, tym mocniej padał deszcz.

Mój nastrój był adekwatny do aury: zachmurzenie bez szans na przejaśnienia. W końcu- po czterech godzinach drogi – byliśmy na miejscu.

Jestem mamą bliźniąt, więc właściciele pensjonatów, hoteli i innych miejsc noclegowych nie mają ze mną łatwo. Mam swoje wymagania i mówię o nich głośno.

Recepcjonistka wiedziała, że chcę zaparkować przed samym niemal wejściem, że wózek pragnę ulokować w holu i – o dziwo – nie widziała w tym żadnego problemu. Wręcz przeciwnie – z uśmiechem na twarzy wskazała nam pokój. Tutaj kolejny plus Wilii Lawenda – mimo doby rozpoczynającej się o godzinie 14.00 – pokój przygotowano wcześniej – biorąc pod uwagę, że przyjeżdżamy z dwoma roczniakami. W samo południe zaczęliśmy rozpakowanie naszego dobytku.

5198b0ca-a6ab-480f-8207-b0c4a8461100

Mój nastrój powoli się zmieniał. Mamą jestem przede wszystkim, ale wciąż pozostaję estetką. Powiem wprost – urzekły mnie wnętrza Lawendy. Proste, harmonijne połączenie drewna, bieli i delikatnych motywów roślinnych – sprawiają wrażenie świeżości, czystości i wpływają kojąco na zmysły. Nie ukrywam, że jestem fanką stylu rustykalnego, a z takim się tutaj spotkaliśmy. Wszystko spójne i okraszone kwiatami lawendy. Takie były korytarze, takie też były pokoje i inne pomieszczenia, jak sala zabaw, sauna, sala śniadaniowa.

a09b0c90-4ebe-4b27-ac75-fd2f44a008fc

10

Nasz pokój był świetnie przystosowany do potrzeb czteroosobowej rodziny. Pierwszy plus za temperaturę. Na zewnątrz jakieś 8,9 stopni. W środku kaloryfery cieplutkie z możliwością regulacji. We wnęce duże małżeńskie łoże, dalej dwa łóżeczka niemowlęce z przygotowaną pościelą, kanapa, stolik z krzesłami i kolejne zaskoczenie – dwa krzesełka do karmienia. Byłam zdumiona, że można w tak profesjonalny, a zarazem ludzki sposób spojrzeć na gości. Oprócz tego – lodówka, czajnik i schludna łazienka: pachnąca oczywiście lawendą. Pokój utrzymany w białej tonacji z kwiatowym wypoczynkiem. Wokół sporo drewna – z ciekawą konstrukcją w części rodziców. Jedyny minus, jak dla mnie – mamy małych dzieci – to brak rolet w oknach. Moje dziewczyny lubią spać w zaciemnieniu, rano budzą się za wcześnie, gdy jest zbyt jasno. Innym zapewne ten mankament nie spędza snu z powiek.

Willa zdała pierwszy egzamin. Niestety, nadal padało, a dziewczyny były coraz bardziej znudzone. Dowiedziałam się wówczas, że na dole znajduje się sala zabaw. Postanowiliśmy ją przetestować. Moje córki od razu znalazły coś dla siebie – o zgrozo – autko. Jak to zazwyczaj bywa – jedno. Na szczęście były też puzzle, książeczki, misie, klocki, lalki, domki dla nich i wiele innych. Nieco bardziej ustępliwa Zu oddała siostrze wóz i powędrowała dalej. Nie bardzo przepadam za tego typu miejscami – ale to było czyste i schludne, a przede wszystkim dało nam szansę na przeczekanie deszczu.

00ce5c3b-7149-468d-b499-71af81eba840

f6a95d42-d3ed-4a48-9fc0-6df92eb22686

W międzyczasie skorzystałam ze świetnie wyposażonej i nowoczesnej kuchni – podgrzałam dziewczynkom ich obiadek i wyruszyliśmy w trasę.

Bardzo blisko Lawendy znajduje się Park Zdrojowy z pijalnią wód. Spory teren, przyjemny dla spacerowiczów – także tych z wózkiem bliźniaczym. Żałowałam jedynie, że atrakcyjny plac zabaw był mokry – dziewczyny wypróbowałyby tutejsze atrakcje. Miejsc do zjedzenia posiłku jest sporo – nie wszystkie jednak wyposażone w foteliki do karmienia.

Długi spacer i drobne zakupy – w stosunkowo dobrze zaopatrzonych sklepach – zakończyły nasz pierwszy dzień w Kudowie. Przed spaniem dziewczyny jeszcze raz odwiedziły salę zabaw i padły ze zmęczenia.

Odkryłam przy okazji, że Lawenda ma swój własny ogród z mini placem zabaw – gdy zasypiałam, miałam nadzieję, że uda się nam z niego skorzystać podczas naszego krótkiego wypadu.

5

Dzień był długi i wyczerpujący. Multitata zasięgnął języka i dowiedział się, że obok sali zabaw dla dzieci jest druga dla rodziców – mianowicie sauna. Zarezerwował godzinę i udał się odpocząć. Ja nie miałam już siły, przejrzałam maile i poczytałam, co działo się na świecie – wifi działa w Lawendzie bez zarzutu. Gdybyście jednak chcieli spędzić czas we dwoje, gdy pociechy śpią – pani recepcjonistka zaproponuje Wam wypożyczenie elektronicznej niani – kolejny plus – nie trzeba wozić ze sobą całego oprzyrządowania.

1

Kolejny dzień to całkowita zmiana aury i nastrojów. Dziewczyny pomyślnie przeszły aklimatyzację. Rano skorzystaliśmy z bufetu szwedzkiego, który Lawenda przygotowuje co dzień dla swoich gości. Jedzenie smaczne, wybór szeroki – sądzę, że i malutkie dzieci, i starszaki wyjdą z sali śniadań z pełnym brzuszkiem (rodzice na pewno).

2 (1)

Dziewczyny grzecznie poczekały aż rodzice zjedzą i wyruszyliśmy do Ogrodu Japońskiego. Co prawda nie znajduje się on w samej Kudowie, ale w pobliskim Jarkowie – jadąc samochodem, to jakieś 10-15 minut od Lawendy.

IMG_2624

IMG_2633

Pani pobierająca opłaty nie wykazała się nadmierną serdecznością i oznajmiła, że z wózkiem takim jak ten nie damy rady obejrzeć ogrodu. Szybko udowodniliśmy jej, że nie ma racji. Dziewczyny zasnęły podczas przejażdżki obok wodospadu, my spokojnie mogliśmy pospacerować w ten słoneczny dzień. Skoro już spały, spacer wydłużył się. Obok znajduje się ekologiczna uprawa aronii, a także ranczo – my po prostu przejechaliśmy naszym wozem przez Jarków, a podczas spaceru rozmową raczył nas 80-letni mieszkaniec tej wioski – przesympatyczny dziadek trojaczków. Tematów do rozmowy było sporo.

Popołudnie w Lawendzie było ciche i spokojne. Nasze córki zostały nakarmione i znów wyjechały swą karocą w teren. Tym razem odwiedziliśmy pobliski Szlak Ginących Zawodów. Naszym pociechom najbardziej spodobał się zwierzyniec – chaty kowala czy młyn nie zrobiły na nich wrażenia. Jeśli Wasze dzieci są starsze – pewnie będzie to dla nich większa atrakcja.

IMG_2674

Drugiego dnia udało się znaleźć miejsce, w którym spokojnie zjedliśmy obiad – Restauracja Cafe Domek: do naszej dyspozycji oddano stołeczki do karmienia, a w toalecie znajdował się przewijak. A propos – w Lawendzie także do dyspozycji gości – na życzenie jest on udostępniany. Kawę i tort bezowy zjedliśmy w Cafe Sissi – dziewczyny akurat ucięły sobie drzemkę, a pogoda sprzyjała popijaniu latte pod parasolkami tuż przy pijalni wód zdrojowych w samym sercu rynku. Chwila ta mogłaby trwać wiecznie. Została przerwana przez krótkie miarowe ma-ma. Scenariusz był taki sam jak zwykle: powrót do domu, tata w saunie, mama przy laptopie, dzieci w łóżeczkach.

Nasz krótki pobyt zakończył się trzeciego dnia. Przedpołudnie spędziliśmy leniwie – towarzysząc naszym córkom na placach zabaw – najpierw tym lawendowym, później w Parku Zdrojowym. Jeśli jesteście rodzicami starszaków, Lawenda to doskonała baza wypadowa na szlaki górskie – Strzeliniec i Błędne Skały są w zasięgu ręki. Tuż obok znajduje się także park linowy – wszystkie trzy punkty zostały przez nas zaliczone jeszcze w czasach romantycznych i bezdzietnych – polecamy. Jest też świetne Muzeum Zabawek – znów oddalone od willi o jakieś 5 minut spacerem. Obawiając się, że eksponaty znalazłyby się w gębach naszych panien – zrezygnowaliśmy z odwiedzenia tej atrakcji turystycznej.

2

1 (1)

Doba w Lawendzie skończyć powinna się o godzinie 10.00. Po rozmowie z Panią manager – mieliśmy czas na wykwaterowania do godziny 13.00, by nasze dzieci mogły spokojnie zjeść obiadek. Byłam wdzięczna za zrozumienie sytuacji. Zostałam także zapewniona, że zawsze jest możliwość negocjowania godzin przyjazdu i wyjazdu z obiektu. Okazało się także, że niepotrzebnie zabierałam sztućce i miseczki – pełen zestaw obiadowy dla najmłodszych jest na wyposażeniu Willi.

Zapachy, smaki i atmosfera Lawendy na długo zapadną mi w pamięć. Szczerze mówiąc, chętnie spędziłabym w tym wyjątkowym – i moim zdaniem – naprawdę klimatycznym miejscu weekend tylko we dwoje – bez naszych potworków. Może kiedyś się uda. Tymczasem zostają nam lawendowe wspomnienia.

6

Strona www Willi Lawenda

Fan page Willi Lawenda na facebooku


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter.
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy dozamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas:kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja5 komentarzy

  1. Ale że co Kaśko? Że najpierw piszę, by nie pokazywać, a teraz pokazałam? Jeśli chodzi o wizerunek mój czy męża – żadne z nas nie ma z tym problemu. A dziewczynki? Nie widać ani ich ślicznych buzi, ani ich koloru oczu, ani ilości zębów 🙂 tylko dlatego nie widzę w tym nic złego. Chciałam Wam tylko pokazać, że z wózkiem się mieścimy i że naprawdę tam byliśmy. To wszystko.

  2. A mnie Kasiu zaskoczył Twój komentarz….
    Znamy opinię Agnieszki na temat publikowania wizerunku DZIECI w sieci – mam zresztą podobny pogląd na tą sprawę. Ale…

    Po pierwsze w swoim wcześniejszym poście nie pisała nic o wizerunku męża – jest dorosłym człowiekiem i sam może zadecydować czy chce, by jego żona publikowała jego zdjęcie na portalu czy nie. Nie uważam jednak pleców za wizerunek, chyba że masz inne zdanie na ten temat.

    Po drugie – zdjęcie Agi w recenzji. Być może zauważyłaś, że pod każdym z naszych artykułów publikujemy nasze zdjęcia profilowe. Nie jesteśmy owiani tajemnicą i nie zakładamy czapek niewidek.

    Po trzecie – zdjęcie dzieci w wózku. Kolejny raz – czy według Ciebie jest to wizerunek dzieci? Bo ja nawet z lupą bym się go tam nie dopatrzyła.

    Pozdrawiam!

  3. ;] Karina spokojnie, chyba nie o tym powinny być komentarze pod tym postem. Trafiłam przypadkiem w czuły punkt, nie to było moim zamiarem. Zwyczajnie, wcześniejszy post Agi był dla mnie na tyle konkretny, by mniemać, że nie upublicznia żadnych zdjęć, również najblizszych. Nic nadto.

  4. Dziewczyny: peace & love 🙂 Będą kolejne recenzje miejsc dla rodzin z małymi dziećmi, będzie kilka naszych zdjęć – nigdy takich, żeby można było rozpoznać mojego męża albo moje dzieci na ulicy. Jednakże „dowody” na naszą obecność się pojawią. Nic więcej. Poglądów nie zmieniam Kasiula.

Skomentuj

Ładowanie