Wkrótce umrę…

Prawda jest taka, że wkrótce umrę. Nie, nie jestem chora. Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. No, poza tymi zwykłymi dolegliwościami dnia codziennego. Nie jestem chora, ale przecież wkrótce umrę. Może przejechać mnie samochód, kiedy jutro wyjdę do pracy. Albo może spaść mi na głowę olbrzymi sopel lodu, który przebije czaszkę. Mogę mieć tętniaka w mózgu, o którym nigdy nie miałam pojęcia. A może wkrótce umrę tak po prostu. Za pięć dni czy za siedem lat.

A przecież nie zdążyłam Wam wszystkiego powiedzieć.

I pewnie nie zdążę, bo kto jest przygotowany na odejście? Kto zdąża przed śmiercią wyjawić swoje myśli, nie zapomnieć o czymś ważnym, gdy zostaje mu czasem kilka chwil, a czasem ani sekundy.

Mówię Wam codziennie przed snem to, co chciałabym, abyście zapamiętały.

Czy jednak mogę mieć pewność, że rzeczywiście pamiętać będziecie za lat kilka? A może mnie już nie będzie obok? Kto wie?

Mówię Wam, że jesteście najdroższym skarbem.

Śmiejecie się wówczas. Mówicie, że skarb odkrywają piraci, a wy jesteście tylko dziećmi. Nie moje drogie – jesteście najwspanialszym, co mnie spotkało. Nic tego nie przebije – ani najcudowniejsza podróż, ani pierwsza, wymarzona praca, ani własny dom, nic.

Mówię Wam, że jestem z Was dumna.

Tak, bo można być dumną z takiego malucha. Jestem dumna, gdy dzielicie się z potrzebującymi. Dumna, gdy wyciągacie do siebie rękę na zgodę. Gdy robicie coś całkiem same po raz pierwszy. Gdy potraficie przyznać się do błędu i powiedzieć: przepraszam.

Mówię Wam, że jesteście spełnieniem moich marzeń.

Moim małym wielkim cudem. Że bez Was byłaby tylko pustka i cisza. Że jesteście wytęsknione, wyczekane, wymodlone. Że z każdym Waszym uśmiechem serce rośnie.

Mówię Wam, że kochamy Was najmocniej na świecie.

I że to się nigdy nie zmieni. I nawet, kiedy sprawiacie nam przykrość, to wtedy też i może nawet mocniej. I gdy się uśmiechacie, i gdy rzucacie na podłogę. Gdy wychodzicie z domu i gdy do niego wracacie. Zawsze i wszędzie. Na boso, w ciepłej czapce, z kącikami ust w czekoladzie. Klatka po klatce, nawet bez albumu ze zdjęciami.

I tyle zdążę nim zaśniecie. Bo potem już tylko miarowy oddech. A w ciągu dnia tak wiele zdarzeń, że kiedy mówić o sprawach ważnych.

Wkrótce umrę. Kolej rzeczy. Nic więcej.

Więc muszę Wam jeszcze tyle powiedzieć.

______________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! 

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie