A ty czego się boisz?

Gdyby spytać psychologa lub psychiatry, jak nazywa się osoba, która stale odczuwa lęk, strach przed czymś: odpowiedziałby, że paranoik. Gdybyście spytali o to samo mnie i setkę innych kobiet z całego globu, odpowiedziałybyśmy: matka.

  1. Strach przed niepowodzeniem

Strach odczuwa matka, zanim jeszcze nawet się nią stanie. Jeśli należycie do grupy: kobieta+ mężczyzna + seks = dziecko – jesteście szczęściarami. Ten rodzaj strachu Was nie dotyczy. Jeśli należycie do grupy, w której dochodzi choroba, dodatkowe badania, blokada psychiczna oraz wiele innych czynników, które można nazwać jednym słowem „przeszkoda” – wówczas wiecie, czym jest lęk przed tym, że nie zostaniecie matkami. Doświadczyłam tego lęku, nie życzę go najgorszemu wrogowi. Nie należę do kobiet, które od dziecka bawiły się w dom, a ich marzeniem, celem, priorytetem życiowym było posiadanie potomstwa. Znam takie kobiety, ale nie mogę się z nimi utożsamić. W pewnym momencie życia, nawet osoby takie, jak ja – które realizowały się na wielu płaszczyznach, miały udane życie rodzinne, zawodowe i były naprawdę szczęśliwe – ogarnia pewien rodzaj pustki. Nic i nikt nie potrafi jej zapełnić. Nic i nikt oprócz dziecka. Myśląc dziś, gdy śpią obok mnie, że mogłabym wciąż odczuwać strach, że nie będę ich nigdy mieć, czuć, kochać – ciarki przechodzą mi po plecach. Dziewczyny, kobiety po tej gorszej stronie barykady – nie traćcie nadziei.

  1. Lęk przed utratą dziecka

Kolejny rodzaj lęku towarzyszący już każdej mamie. Choćby była nie wiem jak wyluzowana, choćby była najzdrowszym egzemplarzem kobiety. Od dnia, w którym oczom przyszłej mamy ukażą się dwie różowe krechy albo na wynikach badań krwi widzą zadowalający poziom bety – chodzi za nią jak cień. I to przez dziewięć długich miesięcy. Zdarzyć się może wszystko i nic. Najdrobniejszy ból, plamienie, ucisk – zasiewają niepokój. Jestem szczęściarą, która nie zaznała utraty ciąży. W moim najbliższym otoczeniu są jednak cztery kobiety, które przeszły przez piekło: od euforii do żałoby. Każda przeżyła ten czas inaczej. W każdej umarła cząstka jej samej. Każda straciła coś najcenniejszego, coś, co pokochała, nim zdążyła zobaczyć i przytulić. Nie wyobrażam sobie tego, co czuły. Szczęśliwie – każda z nich jest dzisiaj mamą. Mamą spełnioną. Lęk tego rodzaju towarzyszy nam przez całe życie dziecka. On nie mija, nie ustaje.

  1. Niepokój przed chorobą

Nieważne, czy Twoje dziecko ma jeden dzień, rok czy trzydzieści lat. Ten rodzaj lęku nie przemija nigdy – powiedziała moja mama. Najpierw martwisz się, by Twoje dziecko, które nosisz w łonie „przeszło pozytywnie” badania prenatalne. Nie zapomnę nigdy uczucia duszności i braku tchu, gdy lekarz sprawdzał długość kości biodrowej, obecność kości nosowej i chyba obwód karku – czekałam na wypowiedzenie przez niego słów, jak na wyrok. Udało się. Moje dzieci urodziły się zdrowe. Inne kobiety nie miały tyle szczęścia. Niestety, nie czyni mnie to ani trochę spokojniejszą. Wypadki bowiem chodzą po ludziach. A jeśli nie wypadki to nowotwory, uszkodzenia narządów, złośliwe mutacje, zatrzymanie rozwoju i wiele, wiele innych. Każdy dzień kończę podziękowaniem za to, że jesteśmy tutaj wszyscy we czworo, wszyscy względnie zdrowi i nie ukrywam, modlę się, by stan ten trwał jak najdłużej. I znowu w najbliższym otoczeniu: białaczka, niedowład mięśni, choroba krwi. Wszystkie mamy, które spędziły ze swoim dzieckiem choćby o jedną dobę dłużej niż to planowano w szpitalu, a czasem kilkanaście dni, długie miesiące, nawet lata – wiedzą, że nie ma nic cenniejszego niż zdrowie dziecka. Każda z nas wzięłaby na siebie cierpienie małej istoty – bez względu czy będzie to tylko katar, czy złośliwy nowotwór. Mamom, które dzisiejszą noc spędzają w szpitalu pozostaje życzyć wytrwałości i wiary w lepsze jutro.

  1. Lęk przed złym wychowaniem

Lęk, który, co prawda, nijak ma się do sytuacji opisanych powyżej, a jednak budzi się we mnie i spędza sen z powiek. Póki co, moje dzieci nie do końca rozumieją wszystko, co pragnę im przekazać, jednakże za każdym razem, kiedy moje prośby i nawoływania nie przynoszą zamierzonego skutku, pojawia się we mnie obawa, że nie będę dla nich autorytetem, że nie znajdę zrozumienia i nie wychowam moich córek na mądre i silne kobiety. Choć staram się jak mogę, jestem konsekwentna, mam zasady, których się trzymam – trudno na razie dostrzec choćby zalążek owoców pracy wkładanej w ich codzienne wychowanie. Obawa moja staje się tym większa, że mają one bardzo silne charaktery, a cechy osobowościowe przekazane im w genach przez rodziców i dziadków nie uczynią z nich aniołków ani ugodowych panien. Poczekamy, zobaczymy –mawia mój mąż. Ja jednak się boję…

  1. Strach przed jego/ jej złymi wyborami

Mądrość ludowa mówi, że małe dzieci to mały kłopot, a duże dzieci – to kłopot znacznie większy. Wczoraj spotkałam koleżankę, która opowiedziała mi , że syn rzucił studia, nie bardzo garnie się do nauki, choć jest pracowity. Akceptuje jego wybory i jest spokojna. Czy i ja będę potrafiła być taka mamą? Czy moje ambicje względem dziewczyn pozwolą mi przyjąć ich – może nie do końca słuszne wybory – i zaakceptować je? Czy będę potrafiła zrzucić płaszcz pragmatyczki i cieszyć się z ich pasji, hobby czy stylu życia? Czy wreszcie pokocham bezrobotnego zięcia albo zaproszę na obiad drugiego, który jest dwukrotnym rozwodnikiem? Uff… jeszcze sporo czasu. Mamy nastolatków i –dziestolatków – jestem z Wami.

  1. Strach przed odrzuceniem mnie samej

I jeszcze jeden rodzaj strachu, egoistyczny, egocentryczny. Boję się, że kiedyś powiem, zrobię coś – albo one powiedzą, zrobią coś, co nas rozdzieli, stworzy mur nie do przebicia. Każda z nas jest silną kobietą. Każda lubi stawiać na swoim – i uwierzcie mi, widać to już teraz. Wzajemne przeciąganie liny odbywa się u nas w trzech kierunkach. Do pewnego czasu to ja będę osoba decyzyjna, wyznaczającą kierunek ,stawiającą drogowskazy, zmieniającą tor. Za jakiś czas, zostanę odsunięta, co jest naturalne. Pojawią się rówieśnicy, przyjaciele, chłopcy. Wszyscy wiemy doskonale, a już ja, pracującą w gimnazjum najlepiej, jak wielki wpływ ma środowisko, a także partner na dorastającego i dorosłego człowieka. Pozostaje mi żywić nadzieję, że rodzina będzie dla moich dzieci, jak i dla mnie samej, wartością nadrzędną, niezniszczalną.

Mogłabym wyliczać, jednak nie chcę ani siebie, ani Was wprowadzać w nastrój dekadencki. Wszystkim rodzicom życzę, by mieli zdrowe dobrze wychowane dzieci, które dokonują w większości mało kontrowersyjnych wyborów, żyją w zgodzie ze swoimi staruszkami i przynoszą im sporo radości, dumy i uśmiechu każdego dnia.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter.
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)
Podziel się:

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj