Niedoskonałość, czyli ojcowskie błędy, których Ty możesz uniknąć

Instrukcja obsługi, jaką po pewnym czasie każdy rodzic przypisuje swojemu dziecku, bywa zmienna. Mimo najszczerszych chęci, sprawdzonych rozwiązań, stałych schematów, pojawiają się momenty, w których dogania nas bezsilność. Cały czas jestem pełen podziwu dla Żony. Nie tylko dlatego, że “przechowała” w brzuchu dzieciaczki przez ponad trzydzieści parę tygodni, ale również dlatego, że każdego dnia wychodzi obronną ręką tocząc nierówne “bitwy” z bliźniakami. Oczywiście nie jest w tych podbojach osamotniona, bo daję z siebie, jeśli nie wszystko, to bardzo dużo, jednak to matka zawsze jest mózgiem operacyjnym w sprawach związanych z potomstwem.

Najlepiej jest to dla mnie zrozumiałe w momentach, gdy zostaję sam z maluchami. 2:1 to przewaga, z którą w ekstremalnych sytuacjach nie sposób sobie poradzić. Pojawiają się wtedy chwile zwątpienia, wraz z nimi zmęczenie fizyczne i psychiczne, co z kolei zwiększa ryzyko popełnienia błędu. Wachlarz możliwości “nawalenia” w kontakcie z dziećmi jest, na prawdę, szeroki. Maluchy mają niespełna jedenaście miesięcy, a ja zdążyłem już kilkukrotnie “dać ciała” w przeróżnych sytuacjach.

#1 – Nieostrożność

Pierwszym poważnym błędem, w początkowych momentach nowej roli, było uderzenie główką córki o kant łóżeczka, kiedy zabierałem Ją do karmienia w okolicy 3 nad ranem. Głośny płacz córki, na szczęście chwilowy, o dziwo nie obudził mamy. Dobrze, że skończyło się tylko na płaczu. Innym razem, również w nocnych godzinach odbijałem Szymka po karmieniu. Moment nieuwagi i dostałem mocny strzał “z dyńki” prosto w głowę. W początkowych miesiącach życia dziecka skroń jest strasznie czułym punktem. Pech chciał, że właśnie ta część głowy wylądowała na moim czole. Momentalnie włączył Mu się paniczny płacz, jakiego do tej pory nie doświadczyliśmy. Szczęście w nieszczęściu, że ponownie udało mi się uspokoić dziecko po chwili przytulania.

#2 – Niedbalstwo

Z innej beczki. Chrzciny to pierwsza ważna chwila w życiu małego brzdąca i duże wyzwanie organizacyjne dla Jego rodziców. Sama organizacja wydarzenia spoczywała oczywiście na mojej Małżonce, która jest osobą nieprzyzwoicie poukładaną. Mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają, a skoro Ona jest ogarnięta, to resztę możesz czytelniku dopowiedzieć sobie sam… Moje zadania polegały na zatwierdzaniu/odrzucaniu Jej pomysłów. 90 % roboty zostało wykonane przez Madzię w związku z Chrzcinami. Poszukiwanie sali bankietowej, rozmowa z księdzem, zaproszenia, winietki, ubiór dla dzieci, świece chrzcielne i inne drobne, lecz istotne szczegóły. Ja miałem „na głowie” znaczenie mniej do zrobienia. Między innymi miałem przygotować cały zestaw do karmienia, który miał spokojnie wystarczyć na 6h z życia Maluchów. Przygotowanie butelek, odmierzenie odpowiedniej ilości pokarmu, zapewnienie wody mineralnej, zalanie termosu wrzątkiem. Z pozoru proste czynności, z perspektywy czasu, okazały się trudne. Na sali restauracyjnej, po przyrządzeniu mieszanki, zaczęliśmy karmić brzdące. Głodomory w normalnych okolicznościach zajadły ze smakiem przygotowaną miksturę, jednak tym razem coś Im nie pasowało. Widać było grymasy na twarzach, ale po ciężkich bojach wsunęły pokarm w znacznej ilości i to na raty. Chrzciny wypadły na piątkę z plusem, a po powrocie do domu zmęczyliśmy jeszcze dzieciaczki jakimiś zabawami i przeszliśmy do końcowego etapu dnia, czyli kąpieli. Wykąpane i nakarmione dzieci zasnęły w łóżeczkach, a ja poszedłem umyć i wyparzyć butelki oraz zalać termos wrzątkiem na nocne karmienie. Wtedy mnie olśniło. Przyczyną grymaszenia dzieciaków była przegotowana woda. Z samego rana coś mnie tknęło, żeby odkamienić czajnik przy użyciu kwasku cytrynowego. Wszystko byłoby w porządku, gdybym przepłukał ten czajnik po nagrzaniu. Niezły kwas :/ Szybko sprawdziłem w necie czy jest się czego obawiać. Na szczęście wujek google znał już tego typu sytuacje, a pewien lekarz wypowiadał się, że nie ma zbytnich obaw, bo kwasek cytrynowy w jakichś ilościach naturalnie występuje w organizmie, więc nie ma tragedii. Mówiąc adekwatnie do sytuacji – kamień z serca.

#3 – Nieroztropność

Pech chciał, że mama tego ranka pojechała w odwiedziny do koleżanki ze studiów. Nie pierwszy raz zostałem sam z maluchami, jednak tym razem zgubiła mnie rutyna /łamana przez/ głupotę /łamana przez/ idiotyzm z domieszką kretynizmu. Żeby umilić czas Szymkowi, po karmieniu wrzuciłem Go na matę edukacyjną i zabrałem płaczącą Olę do kuchni, żeby przygotować Jej pokarm. Wracam do pokoju, spojrzenie na Szymka, który wykaraskał się z maty. Pomyślałem (nie pomyślałem) – odłożę Olę, poprawię Szymona, wrócę do Oli na karmienie. Nie minęły dwie sekundy, kiedy usłyszałem huk, jak się okazało, dziecka uderzającego o podłogę. Ola przeturlała się i spadła z łóżka o wysokości 40 cm na podłogę. Momentalnie zbladłem, jeszcze szybciej podniosłem Ją i przytuliłem do siebie. Po chwili płaczu zabrałem Ją na balkon, żeby odwrócić uwagę od zdarzenia. Uspokoiła się, jednak zdawałem sobie sprawę, że sytuacji nie można bagatelizować. Zadzwoniłem do Madzi i ściągnąłem Ją do domu. Oczywiście wizyta w szpitalu była koniecznością. Ola nie jadła od 5 godzin, więc cykliczny płacz mógł być spowodowany głodem. Podstawy pierwszej pomocy zakładają, że poszkodowanemu po jakimkolwiek urazie nie podaje się pokarmu bez konsultacji medycznej. Dlatego w międzyczasie wykonałem telefon na 999, żeby zapytać o możliwość karmienia dziecka po takim zdarzeniu, a dyspozytor doradził odroczenie karmienia. Cała przygoda, na szczęście skończyła się happy endem, córeczka nie odniosła żadnych obrażeń. Od lekarki dowiedziałem się, że nie jest to szczególnie rzadki przypadek, codziennie zmaga się ze znacznie gorszymi.

#4 – Nieodpowiedzialność

Po szalenie ciężkiej nocy i niewiele lżejszym dniu, w którym nie znalazłem czasu na odsypianie nastał wieczór. Maluchy zasnęły w swoich łóżeczkach o 19:00. Madzia pojechała do hipermarketu powalczyć na wieczór o jakieś dziecięce ubranka w dobrej cenie. Pożegnałem Ją w drzwiach, które zamknąłem na zasuwę, nastawiłem budzik w telefonie na 19:30, położyłem się na kanapie i… tak, jakby ktoś wyłączył mi zasilanie. Obudziła mnie roztrzęsiona M, w tle usłyszałem przeraźliwy płacz dzieci i szczekanie psa. Wróciła mi świadomość. Okazało się, że przyjechała z zakupów, chciała otworzyć drzwi kluczami, ale przecież zamknąłem się od środka… Zadzwoniła do mnie 1,2,3 raz, ale bez odpowiedzi. Chwilowo przeszło Jej przez myśl, że może usypiam maluchy, ale stojąc pod drzwiami słyszała, jak płaczą. Pech chciał, że dzień wcześniej kupiłem nowy-używany telefon, którego nie miałem jeszcze czasu odpowiednio skalibrować. Cichy dzwonek nie był w stanie mnie obudzić. Nie były w stanie mnie obudzić płaczące dzieci i szczekający pies, które były głównym powodem głośnego dobijania się do drzwi. Spanikowana, lecz trzeźwo myśląca M zapukała do sąsiada naprzeciw i poprosiła młodych chłopaków o wyważenie drzwi. Po dwóch „butach” z rozbiegu i dwóch uderzeniach „z bara” zasuwa puściła. Nie wyobrażam sobie, jakie scenariusze M pisała sobie wtedy w swojej głowie w kontekście całej sytuacji. Podbiegła szybko do moich zwłok i po kilku szturchnięciach i krzyku udało Jej się mnie wybudzić… Na sto procent przewinęła się w tym nerwowym monologu jedna kur#@. Wzięliśmy szybko zapłakane dzieci na ręce i atmosfera się rozluźniła. Jaki z tego morał? Wyśpij się człowieku w ciągu dnia, jeśli masz taką okazję!

Kiedy powracam myślami do tych błędów, przypomina mi się film, pt. “Jak urodzić i nie zwariować”, gdzie grupka ojców rozmawia miedzy sobą o popełnionych błędach:

[1] – Upuściłeś dziecko przy przewijaniu?

[2] – Zdarza się, moje zjadło papierosa.

[3] – A moje bawiło się w pralce.

[4] – Odebrałem cudze dziecko ze żłobka.

[5] – A moje wpadło do sedesu.

Wszyscy przybijają sobie piątki 🙂

[2] – Nikogo nie osądzamy.

Dobra rada… Jeśli kiedykolwiek zdarzy Ci się jakaś ‘gorąca’ sytuacja, to pamiętaj, że podstawą jest spokój. Panika i płacz są złymi doradcami, a świadome decyzje, w stosunkowo krótkim czasie, mogą okazać się kluczowe. Warto wiedzieć, że wybierając bezpośredni numer na pogotowie – 999 [a nie 112], znacznie skracamy czas oczekiwania na pomoc.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter.
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków i wieloraczków? Zapraszamy na forum!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • W jakiejkolwiek innej sprawie – pisz również! Jesteśmy tu po to by porozmawiać, czasami ponarzekać, ale najczęściej się wspólnie pośmiać.
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Maciek - szczęśliwy mąż Magdaleny, a od niedawna tata bliźniaków - Oli i Szymka, które obróciły moje życie o 180 stopni. Z wykształcenia - nauczyciel WF, z zawodu - strażak. Żyję w przekonaniu, że istnieje bliska relacja między dobrem ofiarowanym a otrzymanym. Chciałbym za 20 lat usłyszeć z ust dorosłych dzieci, że byłem dobrym ojcem. Motto życiowe zaczerpnięte z filmu Szeregowiec Ryan - "Zasłuż na to. Zasłuż na to wszystko".

Skomentuj