Czy kochasz swoje dzieci tak samo?

Moja dobra znajoma, nazwijmy ją Edzia, mama półtorarocznej Zosi, bardzo chciała mieć dwójkę dzieci. Kiedy urodziła się Zosia, chciała odczekać kilka miesięcy, by ponowić starania o rodzeństwo dla małej. Spotkałam ją po pewnym czasie – bez ciążowego brzuszka. Zapytałam, czy pojawiły się jakieś problemy. Odparła:

– Wiesz, obawiam się, że nigdy nikogo nie pokocham już tak mocno jak Zosi. W związku z tym odroczyłam myśl o powiększeniu rodziny.

Miłość matki do syna vs. miłość matki do córki

Właściwie w każdym z domów, które znam, sytuacja wygląda identycznie. Jest brat i siostra. Nieważne, czy mają – naście, -dzieści czy -dziesiąt lat. Niezmiennie mnie to zadziwia i fascynuje. Schemat bowiem jest identyczny. Mimo najszczerszych chęci i głośnych deklaracji, matki postępują stereotypowo. Przypominam – mówię o matkach, które znam. Matkach, z których najstarsza ma ponad osiemdziesiąt, a najmłodsza trzydzieści lat. I tak:

– bratu należy wybaczyć, bo jest tylko mężczyzną
– siostra winna wykonać tę czy tamta czynność, bo jest kobietą, bo zrobi to lepiej, bo ma wprawę
– brat jest zapraszany na obiad częściej niż siostra
– siostrę zaprasza się, gdy trzeba umyć okna lub pomóc w porządkach
– bratu piecze się lepsze ciasta
– brat dostaje przy wyprowadzce z domu sprzęty elektroniczne, siostra garnki i patelnie
– bratu przydałoby się pomóc finansowo, siostra jest znacznie bardziej zaradna

Jestem przerażona, gdy widzę na własne oczy podobne scenki w mojej dalszej rodzinie (uff, jestem jedynaczką) lub słyszę opowieści moich przyjaciółek czy znajomych w pracy. Czasem było mi po prostu przykro, gdy podobnego traktowania doświadczała moja mama albo przyjaciółka. Co takiego dzieje się w sercu matki, że potrafi być ono tak surowe i wymagające dla jednego z dzieci, a jednocześnie tak pobłażliwe dla drugiego?

A teraz przychodzi kolej na mnie, taki mały powrót do przeszłości. Spodziewam się bliźniąt. I zastanawiam się: jak ja sama postąpię. Przecież zawsze, tam, gdzie więcej niż jedna osoba, kogoś lubimy bardziej.

Wiem o tym doskonale, bo przecież pracuję jako nauczycielka. W klasie mam 32 osoby. Choćby nie wiem jak Was okłamywano – nie da się lubić wszystkich jednakowo. Zawsze ktoś wzbudza moją sympatię, inny zaś odrazę. To tylko kwestia mojego profesjonalizmu, aby żadna z osób tego nie odkryła. Ale czy da się być taką profesjonalną mamą? I czy ja w ogóle tego chcę! Co to byłby za dramat! Dowiaduję się, że będę miała dwie córki. Na chwilę oddycham z ulgą ( o naiwna!).

Czy swoje dzieci kocha się tak samo?

Co w przypadku, gdy rodzeństwo jest tej samej płci? Czy też obowiązują schematy, uproszczenia? Zaczęłam przywoływać przykłady z własnego podwórka, gdy tylko poznałam płeć dzieci. I tutaj kolejna porcja oczywistości małomiasteczkowej guwernantki: matka ma tendencję do ustępowania, pobłażania, roztkliwiania się nad tym dzieckiem, które:

– jest bardziej nieśmiałe
– jest chore
– ma defekt
– jest słabsze w danej dziedzinie
– przechodzi trudny okres, izoluje się

Dziewczynki pojawiają się na świecie. Jedna z nich waży więcej, druga mniej. I zaczynają się schody. Już na tym etapie zaczynam mówić do mniejszej, że jest moim Ptaszkiem, Tasinkiem, Ptaszynką. Podczas, gdy drugiej grożę paluszkiem, pytając, dlaczego tak mocno rozpychała się w brzuszku. Mijają dwa tygodnie. Większa córeczka nie chce ssać piersi, mniejsza ciągnie jak z dystrybutora. I znowu: żałuję tej pierwszej, że ją omija taka wspaniałość, że jest niedopieszczona, że więzi takiej z mamą nie będzie miała. Na drugą jestem trochę zła, że wszystko swojej siostrze zabierze, opróżni i nic nie zostanie.

Przykłady można by mnożyć, bo moje dzieci zmieniają się nie do poznania średnio co dwa, trzy tygodnie. Uczę się jednak, jak w całej tej sytuacji, zachować względną równowagę. Nie popadać w zachwyt nad osiągnięciami jednej. Nie zamartwiać się problemami drugiej. Nie przesadzać z dzieleniem wszystkiego idealnie równo (z parówką ciągle mi nie wychodzi).

Nieszczególnie jednak muszę się pilnować z tym, by każdą setki razy wycałować, wyprzytulać, wymemłać za ucho i wygryźć w paluszki. To nic, że są zupełnie inne. Obie są moje i mogę uspokoić moją koleżankę Edzię w tym oto tekście: „Da się kochać równie mocno więcej niż jedną istotkę”. Życzę sobie i wszystkim multiMamom, by nigdy przenigdy żadne z naszych dzieci nie rzuciło nam w twarz, że nie kochałyśmy go równie mocno, co pozostałego rodzeństwa. Osobiście uważam to za największą potencjalną porażkę. Myślę, że mamy trojaczków serca mają podzielone na trzy, a mamy, które są jeszcze bardziej multi na więcej części. Może nie są one jednakowe, ale na pewno jednakowo pełne matczynej miłości. A przynajmniej my mamy starajmy się, by tak było.

A jak jest u Was? Wyczuwacie tą różnicę w sercu? Tylko szczerze!


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter.
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)
Podziel się:

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja2 komentarze

  1. Szczerze powiem, że my też na początku nieświadomie faworyzowaliśmy mniejsza bliźniaczkę. Bo zwyczajnie bardziej się o nią baliśmy.
    A propos faworyzowania chłopców…. wydaje mi się, że to mamy w genach. To siedzi w nas od początków homo sapiens. Co każe nam od początku tak traktować dziewczynki? Może, gdy mieszkaliśmy w jaskiniach, życie chłopca było po prostu cenniejsze, bo on upoluje zwierzę, bo będzie silniejszy i szybciej biega, niż dziewczyna?
    Słyszałam o takim eksperymencie. Są dwa pokoje. W jednym z nich siedzi 25 kobiet, w drugim jest 25 noworodków. Najpierw mówi się kobietom, że to są dziewczynki. Innym razem, że to chłopcy. Zadaniem kobiet jest podejśc do drugiego pokoju do dzieci, gdy płaczą. Gdy kobiety dostawały informację, że płacze chłopiec, przychodziły do dziecka natychmiast. Za każdym razem, gdy płakała dziewczynka, czas reakcji był wydłużony. Nie pamiętam już gdzie czytałam o tym eksperymencie.

    • Też słyszałam o tym eksperymencie – przeprowadzono je na matkach, gdyby to byli ojcowie, myślę, że wyniki mogłoby być odmienne. Wiele się słyszy o “córeczkach tatusiów” – widzę to też w naszym domu (u nas jeszcze z innego względu, ale i tak teoria się potwierdza).
      Podobno wyniki eksperymentu tłumaczono tak, że matki podświadomie przygotowują już swoje córki na trudy życia…. Jakoś mnie się ta interpretacja “nie wydaje”. Ale eksperyment jest rzeczywiście ciekawy…

Skomentuj