Dzień świra, czyli roczny urlop macierzyński

Roczny urlop macierzyński jest błogosławieństwem. Matka może obserwować kroki milowe w tak ważnych, pierwszych miesiącach życia swojego dziecka, będąc tuż obok. Rodząc bliźnięta, urlop może zostać jeszcze nieznacznie wydłużony. Czyż to nie wspaniała perspektywa? Odpowiedź wcale nie jest tak oczywista.

Dawno temu obejrzałam „Dzień świra”. Byłam wtedy bardzo młoda, a moje życie przepełniały coraz to nowe wyzwania i przygody. Przez myśl nie przeszło mi, że za kilka/kilkanaście lat będę tytułowym świrem.

Jak inaczej nazwać bowiem dzień, w którym: o 6.00 budzi mnie płacz Julki, który z kolei budzi Zuzkę, obie obudzone wołają „mama,mama”, schodzimy na dół, włączamy płytę Natalii Kukulskiej, robię kaszę, druga kaszę, M. karmi Zuzę, ja Julkę, M. czyni poranną toaletę Zuzi, ja Julki, witamina do buzi, pieluchy na taras, M. pod prysznic, młode za nim, powrót do kuchni, drzemka (20-minutowa), zabawa, bitwa na książki, mleko, spacer z dziadkiem, zabawa pociągiem, w kuku, zjadanie obiadku, drzemka (20-minutowa), zabawa, taniec, powrót M. z pracy, owoce/serek/jajko, mleko, zabawa z tatą, kąpiel, usypianie, budzenie się w nocy, 6.00 płacz Julki…

Mniej więcej od pięciu miesięcy tak wygląda życie podwójnej matki na urlopie macierzyńskim. Zauważcie, że słowa: ja, moje, mnie pojawiają się wyjątkowo rzadko.

To ONE nadają ton, regulują dzień, wyznaczają standardy, decydują o formie i sposobie. I tak być powinno, bo rzecz jasna, za wcześnie na wprowadzanie zasad żelaznej ręki. To, że posiadamy wypracowany schemat dnia (czytaj: przechodzimy dzień świra), to wielki sukces. Dzieci czują się bezpiecznie i komfortowo.

A jak czuje się ich matka?

Z całą pewnością jest sfrustrowana i zmęczona. Sfrustrowana, bo inni ludzie żyją normalnie: wychodzą z domu, oglądają premiery kinowe, piją kawę w Coffee Heaven. Zmęczona: powtarzalnością, schematami, rutyną. Szczególnie, gdy prowadziła do niedawna zgoła inny tryb życia. Matka nie należy do klubów innych mam, nie umawia się na wózkowe spacery „na dzielni”, bo skorzystała tylko raz i okazało się, że nie jest tam mile widziane poruszanie tematów innych niż dziecięce. Pewnie u Was – mamuśki wielkomiejskie- jest inaczej. Zazdroszczę. U mnie zaścianek, klapki, pitolenie o kupie.

Niestety. Nie ma z kim poruszać tematu: nowego podatku czy potencjalnej likwidacji gimnazjów? Bo przecież nasze dzieci do gimnazjów pójdą za kilka lat. Żadnej z pchającej czterokołowy pojazd nie zainteresuje temat dosadnego „Spotlight” i przereklamowanej „Zjawy”, bo zamiast filmu wieczorem trzeba wyprasować stertę ubranek. Nie znajdzie się amatorka tego pysznego indyjskiego curry, które robiła w zeszłą sobotę, bo gotuje się tylko takie dania, które można dać spróbować dziecku.

Matka urlopowiczka zaszywa się więc w domu, zaczynając dzień o 6.00 płaczem Julki.

Co robi owa matka, by nie zostać świrem – tym razem już nie w metaforycznym, lecz dosłownym znaczeniu? Otóż stawia na małe przyjemności i stara się wywlec, choćby szpikulcem do lodu z mózgu na wierzch, tę część jej osobowości, która nie ma nic wspólnego z byciem mamą. Mówiąc wprost: mama stawia na bycie sobą sprzed ciąży – kiedy tylko się da i ile tylko się da.

Nie chcąc nadmiernie obarczać dziadków, korzysta z przywilejów mniej więcej raz, dwa razy w miesiącu. Często jednak zdarza się jej wskoczyć w niezłą kieckę, szpilki i przez kilka godzin pobyć sobą, gdy dziewczynki zostają z tatą.

Moja znajoma, mama chłopców: rocznego Eryka i trzyletniego Klemensa powiedziała mi w sekrecie: „Wróciłam do pracy. Przerwałam macierzyński, bo – oficjalnie – firma mnie potrzebowała. A tak między nami – ja też potrzebowałam firmy, ludzi, myślenia.” No cóż, nie ukrywam, że trochę się z nią zgadzam. U mnie myśli nie przerodzą się w czyny – chcę spędzić macierzyński w domu. Cały. Z wszystkimi jego wadami. Zdaję sobie jednak aż nadto sprawę z tego, że gdybym jeszcze dłużej pozostała housewife, bankowo stałabym się desperate.

Jakie małe przyjemności może zafundować sobie matka, która nie chce na dłużej zostawiać swoich dzieci pod opieką kogoś innego? Oto moja lista:

– kawa z przyjaciółkami. U mnie z Anką i Ewą. Skoro od czasów liceum raz w tygodniu spotykamy się, by omówić nasze bieżące problemy, radości i smutki, nie widzimy powodu, dla którego miałybyśmy porzucić tę wieloletnią tradycję, będąc (w 2/3) mamami.

– rozmowa z kimś dorosłym o sprawach innych niż ząbkowanie, konsystencja kupy, rozszerzanie diety niemowlaka. U mnie jest to moja kochana babcia, mąż, tata, mama.

– wyjście na randkę z M. Niech to będzie niezbędne minimum: raz w miesiącu. Niech będzie spontanicznie i szalenie. U nas ostatnio festiwal pizzy, „Seks dla opornych” w Bagateli, „Na granicy” w Multikinie – prozaicznie, ale ile z tego fun’u.

– przegląd prasy/ Internetu/ telewizji. Nie dajmy się wsadzić do wora mamusiek, które są otępiałe i mają ograniczone horyzonty myślowe. Z bólem stwierdzam, że wiele takich młodych mam spotykam, ale nam chodzi o przełamanie stereotypu.

– drobna przyjemność dla siebie: książka to zbyt wiele, ale u mnie działa zrobienie sobie paznokci czy wizyta u fryzjera. Raz na jakiś czas.

– kontakt z naturą. Mówcie, co chcecie, ale spacer działa oczyszczająco. Z lasu wszystkie trzy wracamy dotlenione i pełne nowej energii. Śpiewam więc z Beatą: Do lata piechotą będę szła i czekam na ciepłe dni w ogrodzie.

Więcej pomysłów na przetrwanie godnie (bez zbędnych łez, lamentów, narzekań) rocznego urlopu macierzyńskiego nie posiadam. Bardzo chętnie sama przeczytałabym, jakie inne patenty mają moje „towarzyszki niedoli”. Nie bądźcie samolubne, dorzućcie coś do listy.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter.
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków i wieloraczków? Zapraszamy na forum!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • W jakiejkolwiek innej sprawie – pisz również! Jesteśmy tu po to by porozmawiać, czasami ponarzekać, ale najczęściej się wspólnie pośmiać.
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja4 komentarze

  1. Podoba mi się. Jestem mamą 3 chłopaków, najstarszy 6 lat, najmłodszy 6 tygodni. Z wyboru na ponad rocznym urlopie macierzyńskim. Ale im więcej mam dzieci tym jestem bardziej zorganizowana i zaangażowana w sprawy poza dziecinne. A dostęp.do internetu niesamowicie to umożliwia. Bo z domu prawie nie wychodzę (wrzeszczący niemowlak rządzi). Ale nie zapominam przy tym o sobie. Da się to pogodzić.

    • Beata – po pierwsze wyrazy uznania! Po drugie – może podrzucisz nam jakieś Twoje prywatne rady albo pomysły na to, jak nie zwariować, zostając z dzieciakami w domu?

  2. Mama 16 letniego kawalera i 6 miesięcznych bliźniaków. Nie wiem jak ja to ogarniam …ale ogarniam.Bez pomocy kogokolwiek z rodziny od wyjścia ze szpitala.Dajemy rade. Słucham audiobooków na spacerkach i to chyba jedyna rozrywka.Myślę,że mamy bliźniaków są jakieś inne.Herkuleski ☺Trzymajcie się mamuśki.

    • Ty to dopiero jesteś superhero bez niczyjej pomocy! Szacun bejbe! A tak serio- trzymaj się jakoś. I niech kawaler Cię czasem odciąży…

Skomentuj