Kobieta w męskim świecie – “Mama z pasją” cz.1

Nowy cykl: “Mama z pasją” powstał, by zainspirować Was – nasze drogie Czytelniczki – do działania, do odważnej walki o swoje marzenia, o realizację planów, które schodziły lub nadal schodzą na dalszy plan.

Przedstawimy Wam kobiety, które – tak jak Wy – zmagają się na co dzień z trudami macierzyństwa, ale jednocześnie postanowiły zmienić coś w swoim życiu. Kobiety, które oprócz tego, że starają się być najlepszymi mamami, robią coś dla siebie. Coś, co daje im poczucie wolności, sprawia, że mogą na moment oderwać się od obowiązków, zatopić w swoim własnym świecie.

Przedstawiamy rozmowę z Magdaleną Kaletą – Gałwą. Nasza bohaterka to: Dyplomowana Coach i Trener biznesu, Stały Mediator Sądowy, Praktyk i Master NLP, Dyrektor Zarządzający, v-c prezes zarządu w Stowarzyszeniu na rzecz rozwoju Body & Mind.

Magda, kiedy się poznałyśmy, studiowałyśmy razem dziennikarstwo. Każda z nas wybrała swoją ścieżkę zawodową. Powiedz, co robiłaś zaraz po studiach?

Kiedy to było… 😉 zaraz po studiach zderzyłam się z rzeczywistością. Miało być tak cudownie i wspaniale… a dwa pierwsze miesiące spędziłam na słuchawce, sprzedając kursy językowe. Tam poznałam człowieka, który zaprosił mnie do współpracy w branży finansowej i od tamtej pory dużo się pozmieniało. W tamtym czasie rozpoczęłam również studia doktoranckie w obszarze nauk o polityce. Czasami na spotkaniach mentoringowych pada pytanie, czy żałuję tych miesięcy na słuchawce – a ja zawsze odpowiadam, że absolutnie nie – nic bez przyczyny się nie dzieje, a taka lekcja pokory była mi potrzebna. W bankowości bardzo szybko okazało się, że mam predyspozycje, aby być dobrym szefem – i tak zaczęła się moja już kilkunastoletnia przygoda z zarządzaniem zespołami sprzedażowymi.

To wszystko było zanim rozpoczęła się Twoja największa przygoda: macierzyństwo. Pojawił się na świecie Twój pierwszy syn. W jakim momencie swojej kariery byłaś wtedy? Czy bycie mamą Cię zaskoczyło, a może było przemyślaną decyzją?

Do roli mamy przygotowywałam się jakiś czas, więc nie było to absolutnie żadnym zaskoczeniem, bardziej był to czas wyczekiwania i w końcu pojawił się mały krasnalek, który obrócił moje życie o 180 stopni. Zmieniły się priorytety, plan dnia, rytm dobowy, planowanie działań, organizacja, logistyka… nagle okazało się, że dowcipy, które opowiada się o mamach to nie fikcja, a dokument – mój pierwszy syn pokazał mi, że moje drugie imię to multitasking…

Niektóre kobiety nie decydują się na dziecko albo na powtórne macierzyństwo, aby nie „wypaść z obiegu”. Czy kiedykolwiek myślałaś o posiadaniu potomstwa w ten sposób?

To prawda, nawet w moim otoczeniu spotykam się z podobnymi stwierdzeniami. Zawsze wiedziałam, żę będę mamą – i to nie podlegało absolutnie żadnej dyskusji. W sumie w momencie, gdy zdecydowałam się na pierwszą ciążę, miałam ugruntowaną pozycję zawodową – dyrektor z kilkuletnim stażem i osiągnięciami zawodowymi, świata też trochę pozwiedzałam. Czułam się spełniona zawodowo. To czy wypadniemy z obiegu czy też nie zależy tylko od nas samych, a nie od tego, czy decydujemy się na macierzyństwo czy też nie. Jeżeli ktoś podchodzi w taki sposób, to aż korci popracować z taką osobą np. coachingowo może nad poczuciem wartości… może jest innym obszarem… Macierzyństwo jest wyzwaniem bezdyskusyjnie – nie jest to czas postrzegany jak w reklamach – uśmiechnięte i szczęśliwe bobasy, czysty dom i zadbana wyspana kobieta. Prawdziwe życie wygląda inaczej – podkrążone oczy, porozciągane ubrania, zapach mleka, plamy po karmieniach itd. Miesiąc po porodzie wróciłam do aktywności zawodowej i raz na dwa tygodnie wychodziłam spotkać się z dorosłymi na szkoleniach i warsztatach – nieraz łapałam się na tym, że stojąc przy flipczarcie, delikatnie się kołysałam. Dystans to podstawa, dlatego też czasem z tego żartowałam, więc moi studenci nie narzekali na nudne zajęcia. Uważam, że to od nas samych  zależy czy utoniemy w macierzyństwie, a dla niektórych jest to wygodne,, bo przecież zawsze jest na co zwalić winę – bo przecież na siebie, nie powiem ,że jest nam tak po prostu wygodnie, czy też zaczniemy czerpać w pełni z możliwości, które wtedy się pojawiają i przejmiemy odpowiedzialność.

Będąc mamą jedynaka, pracowałaś? Czy może zrobiłaś sobie dłuższy urlop wychowawczy? Kiedy przyszła myśl o poszerzeniu rodziny?

Jako mama jedynaka załapałam się na roczny urlop. I chętnie z niego skorzystałam. Obserwacja mojego synka, to jak z dnia na dzień się zmienia, uczy się nowych rzeczy, manifestuje swoje niezadowolenie, uśmiecha się i zaskakuje – to było dla mnie jak udział w eksperymencie. Nie oznaczało to jednak, że absolutnie nie ruszę niczego dla siebie. To wtedy podjęłam decyzję, że mam czas na to, aby zapisać się na studia podyplomowe, podnieść swoje kwalifikacje. Prowadziłam również coachingi i szkolenia. Fakt, że wszystko działo się w trybie weekendowym lub w czasie, gdy młody urządzał sobie drzemkę, ale zawsze…

Gdybyś miała porównać pierwsze doświadczenia z tymi z okresu po drugim porodzie – coś się zmieniło w Twoim podejściu do wychowania?

Myślę, że generalnie zmieniło się moje podejście. Pierwsza ciąża był nowością, nie wiedziałam, co może się wydarzyć, bardzo ostrożnie podchodziłam do wszystkich moich obowiązków, aktywności itd. Mój pierwszy syn po porodzie był wyjątkowo wyrozumiały, nie wiedziałam, czym są kolki i nieprzespane noce, karmiłam piersią. Druga ciąża to duży zwrot – aktywność zawodową zawiesiłam około miesiąc przed porodem – dobrze się czułam i już miałam doświadczenia z pierwszej, więc wiedziałam, na co mogę sobie pozwolić, byłam aktywna i broniłam pracę dyplomową na kolejnych studiach trzy tygodnie przed pojawieniem się na świecie drugiego synka.  Za to po porodzie… moje drugie maleństwo to przeciwieństwo pierwszego. Do 3-go miesiąca kolki, żeby go nakarmić spędzałam długie godziny, odciągając pokarm: inna opcja nie wchodziła w grę, a nie chciałam za szybko rezygnować z odstawienia go od mojego mleka. Nieprzespane noce do 2-go roku życia… Po tym czasie uświadomiłam sobie, ile czasu można funkcjonować bez snu… Czy w moim podejściu się coś zmieniło, tak – nauczyłam się jeszcze efektywniej wykorzystywać czas 🙂 Jakim szokiem było, ile można zrobić w ciągu godziny spokoju.

Magdalena, za Tobą już ponad 14 lat zarządzania sprzedażą i zespołami sprzedażowymi m.in. w sektorze bankowym, od rekrutacji i tworzenia nowych teamów po motywowanie doświadczonych zespołów. Jesteś kobietą liderem: cenioną przez swoich klientów. Powiedz szczerze, czy trudno jest kobiecie pokonywać kolejne szczeble kariery w sektorze zdominowanym przez mężczyzn?

Nie lubię słowa – trudno, ma ono w sobie coś, co w sytuacji niepowodzenia nas rozgrzesza, co pozwala nam zepchnąć z siebie odpowiedzialność na cokolwiek w naszym otoczeniu. Zdecydowanie wolę używać określenia – wyzwanie. Tak, jest sporym wyzwaniem to, aby pokonywać kolejne szczeble kariery w sektorze zdominowanym przez panów. I na poparcie tego, mogę sypać jak z rękami przykładami z życia. A takie są najlepsze. Mówi się dość dużo o stereotypach, jest ich trochę mniej, ale nadal są. Niestety teksty typu – masz małe dziecko, a tu jest potrzebne zaangażowanie. Awans – za duże ryzyko, może zaciążyć jest jeszcze młoda… Praca w jednak męskim środowisku, to było wyzwanie, które mnie zahartowało w bojach. Szybko okazało się, że nie wystarczą tylko kompetencje i praktyczne doświadczenie poparte sukcesami, a coś co niby jest podstawą, ale ze względu na to, że funkcjonujemy w czasach cyfrowych – komunikacja i to nie byle jaka, skuteczna i efektywna. Bardzo mi się przydało i pomogło wszystko to czego nauczyłam się w czasie macierzyństwa – style komunikacji, budowania relacji itd. Sporym wyzwaniem jest również to, że coraz większa grupa mężczyzn czuje się na tyle niepewnie, że każdą kobietę z silnym charakterem odbiera jak wroga, którego należy wyeliminować niekoniecznie czystymi sposobami. Ja jestem wdzięczna za to, że zarządzając sprzedażą i oddziałami, trafiłam na naprawdę fajnych, merytorycznych facetów, którzy byli moimi bezpośrednimi przełożonymi. To dzięki nimi awansowałam, zostałam najmłodszym dyrektorem w historii banku, nauczyłam się, co oznacza być dobrym szefem, jak skutecznie delegować zadania itd. Nauczyłam się od nich zdrowego podejścia do zarządzania. Zresztą do tej pory dzwonimy do siebie zapytać, co słychać lub poradzić się w kwestiach zawodowych.

Magda, teraz zapytam Cię o to, o co mnie często pytają znajome mamy, kiedy wydaję nową książkę. Kiedy Ty to wszystko robisz? Kiedy masz czas na dokształcanie, na czytanie, na samodoskonalenie? I od razu drugie od sceptyków: czy nie uważasz, że Twoi synowie coś tracą przez to, że mama sporo pracuje, dużo wyjeżdża…

Absolutnie nie uważam, aby moi synowie cokolwiek na tym tracili. Mało tego uważam, że zarówno oni jak i ja tylko na tym zyskujemy. Higiena psychiczna szczególnie w dzisiejszych czasach jest bardzo istotna i mówię tu zarówno o sobie, jak i o moich synach, aby uniknąć bycia matką, która będzie nadopiekuńcza. Kocham swoich synów nad życie, wiem też, że uzależnianie ich od siebie i siebie od nich nie doprowadziłoby nikogo z nas do niczego dobrego. Moi synowie mają kochającego tatę, dwie babcie, prababcie i dziadka. Powstał niejeden naukowy artykuł o tym, że dzieci, które spędzają czas z dziadkami są szczęśliwsze i lepiej sobie w życiu radzą. Nie mówię to oczywiście o tym, żeby dziadkowie zastępowali rodziców w każdym obszarze. Bardziej chodzi mi o zdrowy balans. Mamy dzięki temu zachowaną równowagę, a dzieciaki to bystrzy obserwatorzy. Chcę im pokazać, że warto działać, warto wziąć na siebie odpowiedzialność, warto dokonywać wyborów, warto być wytrwałym w realizacji swoich celów, warto zadbać o siebie i w końcu, że czasem warto odpuścić.

Prowadzisz szkolenia i sesje coachingowe dla klientów indywidualnych i biznesowych. Jesteś opiekunem merytorycznym i autorką programu nowych studiów podyplomowych – Zarządzanie Sprzedażą oraz Mediacje i Negocjacje na Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. J. Tischnera w Krakowie. Połączyć to z zawiezieniem chłopaków do szkoły, na zajęcia dodatkowe i innymi dziesiątkami typowych dla każdej mamy zajęć – pewnie jest organizacyjnym wyzwaniem. Ktoś Ci pomaga?

Czasem zastanawiam się jak mieszczę to wszystko w 24h… Opieką nad chłopakami dzielę się z mężem. W tym obszarze jest on dla mnie wsparciem. W awaryjnych sytuacjach pomagają babcie i dziadek i pomimo, że dzieli nas trochę kilometrów możemy na nich liczyć. Dla mojej mamy moi synowie byli pierwszymi wnukami, więc podbili serce babci. Teściowa z kolei wychowywała trzech synów, więc wie, jak to jest ogarnąć takie rozbrykane towarzystwo i czasem sama namawia do tego, że jak jest okazja, żeby odpocząć – zajmie się chłopakami,  mam/mamy z tego skorzystać. Dzięki temu, że mam takie wsparcie najbliższych mogę znacznie szybciej realizować swoje cele. Jestem im za to wdzięczna.

Gdybyś miała powiedzieć coś kobiecie, mamie stojącej przed Tobą w momencie kryzysu. Mamie przytłoczonej obowiązkami domowymi, która chciałaby cokolwiek zmienić, zrobić coś dla siebie… Co by to było? Od czego zacząć zmianę? To nie jest łatwe…

To prawda, że nie należy to do najłatwiejszych rzeczy. Paradoksalnie od jakiegoś czasu zgłasza się do mnie sporo kobiet w trakcie lub po okresie macierzyństwa. Każda z nich zadaje pytanie – co dalej. I teraz, żeby dobrze na nie odpowiadać, powinnyśmy odpowiedzieć sobie: czy same chcemy tej zmiany i czy jesteśmy gotowe przejąć na siebie odpowiedzialność. Czy też ktoś z naszego otoczenia próbuje coś na nas wymusić. Nic na siłę. Pamiętam jak mój pierwszy syn miał około roku a ja z euforią, radością i optymizmem oznajmiłam, że idę na studia podyplomowe. I wtedy nagle kubeł lodowatej wody wylany w bliskim otoczeniu… jak możesz zostawić dziecko samo? Co z Ciebie za matka… Wiecie co? Włączył mi się wtedy gest Kozakiewicza. Po pierwsze nie samo, było wówczas pod opieką taty lub babci, po drugie zajęcia tylko w soboty i w niedziele, po trzecie wszystko miałam na miejscu w Krakowie. Po czwarte skończyły się czasy, że wychowanie dziecka to obowiązek tylko i wyłącznie kobiety, bardzo ważne jest partnerstwo w związku, tym bardziej, że czasy się zmieniły… Po kolejne – szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko – i to jest klucz do sukcesu. A frustracja, zamknięcie się w domu, żeby później wypominać, że poświeciłam dla Ciebie wszystko, młodość, karierę etc., a mogłam robić to czy tamto – to układ zdecydowanie toksyczny, a takich najlepiej unikać.

A sama masz czasem gorszy dzień, moment? Kiedy chcesz wszystko rzucić i wyjść o świcie? Co wtedy robisz? Jakieś cudowne lekarstwo na poprawę nastroju?

Każdy z nas ma gorsze dni, nie da się niestety uniknąć tego w żaden sposób. Mnie pomagają moje pasje – bieganie, góry lub squash… Wszystko, co w powoduje wzrost endorfin. Nie bez powodu na praktycznie wszystkich koszulkach do biegania mam napis… mam na to wybiegane… Lubię wyjechać w swoje rodzinne okolice, gdzie mam cudowną przestrzeń do biegania, piękne lasy, ciszę i spokój… Czasem wypad tylko we dwoje, lampka czerwonego wina. Nie ma jednego cudownego lekarstwa… chociaż może… dystans, tak dystans to podstawa. Dystans do siebie, do innych. I tu pozwolę sobie przytoczyć tekst bardzo prosty, a jednak trafiający w punkt „… nie zadowolisz wszystkich, bo to zadanie dla agencji towarzyskich, a nie Twoje, więc rób zawsze swoje…” – tak kilkanaście lat temu śpiewał Yaro. Cudownym lekarstwem jest jednak dystans.

W jakim momencie życia jesteś? To już tu: finał, samorealizacja? Czy jeszcze czegoś brakuje?

Jestem zwolenniczką teorii, że cała zabawa polega na tym, żeby króliczka gonić, a nie go złapać. Jak zrealizuję jeden cel, zaraz wymyślam kolejny. Nie potrafiłabym odpuścić i zrezygnować z działania. Cały czas na swojej drodze spotykam fantastycznych ludzi, wierzę że nic nie dzieje się bez przyczyny. Z częścią z nich połączyły mnie projekty biznesowe i już myślimy o kolejnych. A jak wiadomo: apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc każdy kolejny sukces motywuje do kolejnego…

W takim razie życzę, by króliczek był zawsze przed Tobą, ale nie za daleko, najwyżej o krok.

____________________________________________________________________________________________multirodzice.pl facebook

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj