„Mamo, daleko jeszcze?” – o poszukiwaniu fotelika samochodowego dla dzieci o wadze 15-36 kg

O tym, że podróżujemy dość często wiecie już z niejednego tekstu zamieszczonego w naszym portalu. Co tu dużo mówić, uwielbiamy zmieniać miejsce pobytu, poznawać nowe, ciągnie nas w nieznane. Gdy pięć lat temu urodziły się dziewczynki, uznaliśmy, że zrezygnujemy na jakiś czas z wielogodzinnych podróży samolotem w egzotyczne zakątki świata, ale obiecaliśmy sobie także, że nie staniemy się z dnia na dzień domatorami. Bo przecież już nie bylibyśmy tylko MY.

Nie liczyłam nigdy, ile godzin w samochodzie spędziły od urodzenia moje córki, ile kilometrów przebyły.

Wystarczy zerknąć jednak na albumy ze zdjęciami, które staram się systematycznie uzupełniać, by podliczyć, że nad polskim morzem oddalonym od nas o sześćset kilometrów były już dziesięć razy, zagościły w województwie dolnośląskim, podkarpackim, małopolskim, świętokrzyskim i bliskim nam śląskim.

O ile szczęście nam sprzyja i trafiamy na życzliwych ludzi, fantastyczne miejsca, cudowną kuchnię, o tyle samo podróżowanie zawsze przysparza problemów.

Nie rozwijam już nawet wątku naszego słynnego zderzenia z sarną i oczekiwania przez cztery godziny na poboczu na samochód zastępczy w kwietniową noc, nie mam na myśli choroby lokomocyjnej córek i zatrzymywania się w najdziwniejszych miejscach w celu przewietrzenia lub zwykłego zwymiotowania. Nie chodzi mi nawet o pytanie: mamo, daleko jeszcze? – zadawane średnio co jakieś siedem minut od czasu przebudzenia aż do dotarcia do celu.

Mam na myśli pierwszy krok w drodze przez mękę, czyli fotelik samochodowy.

Wiedząc, że będziemy prawdopodobnie sporo jeździć, postanowiliśmy wybierać rozsądnie to nie tylko potrzebne, ale też ważne akcesorium. O ile, kiedy dzieci były maleńkie nie mogliśmy narzekać, o tyle, odkąd zaczęły rosnąć, coraz trudniej było nam dobrać odpowiedni model.

Zawsze coś było nie tak. Ostatni fotelik to wybór najgorszy z możliwych.

Zamówiony przez Internet okazał się po przybyciu na miejsce nie dość solidny, z kiepskiego materiału, z pasami wewnętrznymi trudnymi do regulacji i zwyczajnie niewygodny. Przez jakiś czas z racji wydanych dopiero co pieniędzy, zmuszaliśmy nasze dzieci do korzystania ze znienawidzonego siedzenia. Jednak ostatnio postanowiliśmy ulżyć w ich cierpieniach, zwłaszcza, że matka z ojcem już zaplanowali co najmniej trzy dłuższe podróże nad morze na najbliższe miesiące i zapewne kilka innych krótszych z odwiedzinami dziadków na Podkarpaciu na czele.

Postanowiliśmy się przyłożyć. Jednak nie należymy do gadżeciarzy. Nie wydajemy fortuny na akcesoria. Miało być więc: w przystępnej cenie, ale przede wszystkim solidnie i wygodnie, z potrzebnymi testami. Obejrzeliśmy na żywo wiele fotelików. Spośród ogromu modeli zdecydowaliśmy się ostatecznie wybrać ten polskiego producenta Coletto. Ten model to ich nowość – Coletto Zafiro Isofix.

foteliki zafiro coletto

foteliki zafiro coletto

foteliki zafiro coletto

Pierwsze, co przykuło naszą uwagę to oczywiście strona wizualna. Wysokogatunkowe materiały przyjemne w dotyku, ergonomiczne kształty różniły je od ich – znienawidzonych przez nas – poprzedników. Jednak to testerki i ich poczucie komfortu miały być decydującym egzaminem.

Zanim usadziliśmy je w fotelach, poczytaliśmy co nieco o interesującym nas modelu.

Pierwsze, co irytowało i mnie, i moje córki w posiadanych wcześniej przez nas fotelach, to brak możliwości regulacji pochylenia.

Co prawda nasze dzieci są już większe, starsze, bardziej rozumne, ale wciąż podróżujemy głównie nocą, a wówczas obniżenie fotela, choćby odrobinę, zdecydowanie poprawia komfort jazdy.

W modelu Zafiro, przy maksymalnym pochyleniu, nawet podczas mocnego snu głowa utrzymuje odpowiednią pozycję. Ważny jest też zagłówek. Nasz dotychczasowy miał tylko trzy pozycje. Nie urósł razem z naszymi córkami wystarczająco. Coletto Zafiro ma aż dziesięć pozycji regulacji zagłówka, co pozwala mi mieć nadzieję, że jeszcze długo z niego będziemy mogli korzystać.

foteliki zafiro coletto

Po drugie – montaż i horror związany z nim za każdym razem, kiedy miałam przekładać foteliki do innego samochodu.

Przekładanie pasa z jednego miejsca na drugie, podtrzymywanie, przepychanki i spóźnianie się na język angielski z powodów technicznych sprawiło, że zażądałam wręcz od mojego męża, by kolejny model fotelika zaopatrzony był w ISOFIX. Tak niewiele, a tak wiele. A zatem najpierw jeden klik, a następnie wyciągam szybciutko pas samochodowy, prowadzę go z przodu ciała córek i wpinam w zatrzask pasa, potem już tylko naciągam pas samochodowy i gotowe. Instalacja jest bajecznie prosta, nawet dla blondynki. O ile mniej nerwów, wylanego potu i wulgaryzmów wypowiadanych pod nosem wiem tylko ja.

foteliki zafiro coletto

foteliki zafiro coletto

Po trzecie system ochrony bocznej ASIP.

Nie wiedziałam, po co nam coś takiego, dopóki nie straciliśmy połowy samochodu podczas zderzenia ze zwierzem (wówczas w przód auta). Teraz już wiem, że dobrze, aby fotelik go posiadał. Zapewnia on najwyższą możliwą ochronę w razie uderzenia czegokolwiek lub kogokolwiek w bok pojazdu.

foteliki zafiro coletto

Zastanawiacie się, czemu nie wspominam o kwestii bezpieczeństwa? Jest dla mnie oczywiste, że zaczynam od tego, więc nawet nasze najbardziej niewygodne fotele przeszły odpowiednie testy zderzeniowe.

Zafiro przeszedł test zderzeniowy sprawdzający zgodność z normą ECE R44/04. Producent zadbał także o to, by fotelik przeszedł dodatkowe nieobowiązkowe testy zderzeniowe w Przemysłowym Instytucie Motoryzacji PIMOT w Warszawie.

Jako kobieta estetka muszę także dodać, że fotelik wygląda po prostu ładnie.

Tapicerka jest wykonana z materiału, który zachęca do spędzenia w nim kilku godzin, a nie przykleja się do siedzenia dziecka. Jest miękki i przyjemny, można go prać w pralce, co przy naszych przebojach z odruchem wymiotnym w trasie jest niezwykle istotne. W naszym samochodzie do dyspozycji dziecka mamy półeczkę na kubki czy napoje, jednak jeśli w Waszym takiej nie zamontowano, dodatkowym akcesorium jest uchwyt na kubek.

Mogę rozpisywać się o naszym nowym nabytku, który przypadł mi rzeczywiście do gustu. Może dlatego, że poprzedni był jedną wielką katastrofą – i stąd peany na cześć Coletto. A może po prostu dlatego, że jakość jest naprawdę dobra, biorąc pod uwagę wcale nie wygórowaną cenę. Byłam zdziwiona, że wcześniej nie dotarłam do tej polskiej firmy, której głównym profilem działalności są wózki wielofunkcyjne i spacerowe.

Kolejny raz przekonałam się, że cudze chwalimy, swego nie znamy. Mnie na szczęście udało się trafić na rodzimą markę, która przegoniła z czoła czarne chmury gromadzące się zawsze przed dłuższą podróżą.

A jak same pięcioletnie podróżniczki oceniają produkt? Najlepszą rekomendacją jest brak narzekania.

foteliki zafiro coletto

Wsiadają, zapinamy pasy i ruszamy w drogę. Sen nie jest przerywany, głowa opiera się bezpiecznie o zagłówek. Jestem spokojniejsza, bo system ISOFIX sprawia, że fotelik wydaje mi się dużo bardziej stabilny niż dawniej. Jest im wygodnie. Wreszcie. Nie wiem, ile posłuży nam aktualny model Zafiro. Wygląda jednak na to, że naszym córkom nie przyjdzie rozstać się z nim tak łatwo, jak z poprzednimi fotelikami, które – jak powiedziały – najchętniej wrzuciłyby do rwącej rzeki.

Jeśli zastanawiacie się nad zakupem fotelika, mamy dla Was dobrą wiadomość.

Na hasło multirodzice otrzymacie rabat -10% na wszystkie foteliki samochodowe w sklepie https://outlet.coletto.pl/foteliki-samochodowe

Rabat będzie obowiązywać przez 2 tygodnie od dnia ukazania się niniejszej recenzji.

____________________________________________________________________________multirodzice.pl facebook

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj