Urodziny w dobie pandemii

Dzień urodzin dla moich córek jest czymś więcej niż wigilia, niż Boże Narodzenie, niż mikołajki. Myślę, że nie są one w tym przekonaniu odosobnione. To największe święto, na które się czeka cały rok, dopytuje, odlicza, ostrząc sobie apetyt, zapełniając myśli przyjemnymi konotacjami związanym z tym dniem. O urodzinach się marzy, o urodzinach się śni. Kiedy mówię przy usypianiu, pomyśl o czymś najpiękniejszym, odpowiadają: pomyślimy o naszych urodzinach.

W tym roku moje córki bliźniaczki kończą pięć lat. Poważna cyfra.

Od dwóch miesięcy miały zarezerwowaną salę na imprezę z koleżankami, która jest, w ich przekonaniu, znacznie ważniejsza od spotkania z rodziną. Miały plan, motyw przewodni, listę wymarzonych prezentów w głowie i smak tortu w ustach.

Rzeczywistość okazała się jednak inna niż ta znana nam do tej pory. Spotkania z najbliższymi stały się niemożliwe, koleżanki z przedszkola widziane jedynie na zdjęciach lub podczas rozmów online, a urodziny w licznym gronie miały zostać zastąpione przez te kameralne w salonie, w zaciszu domowym.

Matka jest matką zawsze – w dobie pandemii także. A dzień wyczekany musi być wyjątkowy, mimo wszystko. Postanowiłam zatem użyć wszelkich możliwości, by sprawić, aby piąte urodziny, które i tak przejdą do historii, stały się niezapomniane także z innych niż koronawirus względów.

  1. Dekoracje

O dekoracje na szczęście nietrudno.

Sklepy internetowe działają prężnie, zatem zamówienie kilku gadżetów i akcesoriów okazało się bułką z masłem. Najważniejszym akcentem są jednak dla moich dziewczynek balony, więc i o to się postarałam. Właściciel lokalnego sklepu – zamkniętego na czas epidemii, zgodził się przywieźć do domu napełnione helem balony. Dziewczynki były przeszczęśliwe.

  1. Kwiaty

Moje dzieci kochają świeże kwiaty.

Odziedziczyły to chyba po babci od strony męża, albo po moim tacie. Ja niekoniecznie muszę być obsypywana różami. Wiedząc jednak, że to nieodzowny element imprezy, a unikając wychodzenia do sklepu, zdecydowałam się napisać do hodowcy frezji, który – aby ratować swoje gospodarstwo – odbywa kursy w rozmaite miejsca i przez godzinę czy dwie sprzedaje przepiękne kolorowe wiosenne bukiety. Tak się złożyło, że dzień przed urodzinami odwiedzał po raz drugi moje miasto. Zdecydowałam się więc na zakup i ożywiłam nie tylko pomieszczenie, ale i małe serduszka.

  1. Tort

Z tym także nie było większych problemów.

Jednak tutaj także zdecydowałam wesprzeć lokalnych przedsiębiorców. Kiedy przeczytałam, że świetna pani cukiernik z trudem wiąże koniec z końcem, brakuje jej środków na czynsz i wypłaty dla swoich pracowników, z chęcią zamówiłam mały tort właśnie u niej. Odbiór odbywał się znowu z ręki do ręki w jej domu, bo przecież zakład jest nieczynny. Pozostałe ciasta wykonałam sama, jednak kawałek pomocy smakował najbardziej. Nie zapomnieliśmy o ulubionych smakołykach dziewczynek, choć stół był raczej skromny, nie należę do osób, które wychodzą na zakupy po puszkę coli czy po chipsy, a raczej zaopatrują się raz na tydzień lub dłużej.

  1. Prezenty

O prezenty zadbaliśmy odpowiednio wcześniej.

Pozostali bliscy także chcieli sprawić przyjemność dziewczynkom. Poczta, paczkomaty, kurierzy – chwała za ich pracę w czasie pandemii – dostarczyli je dokładnie na czas. Z moich obserwacji wynika, że paczki dostarczone w odstępach cieszą jeszcze mocniej. Zwłaszcza, jeśli upierdliwa matka, każe im czekać kilka godzin na podwórku przed otwarciem. Niespodzianka, tajemnica, wyczekiwanie…  cóż może być przyjemniejszego.

  1. Życzenia

Dla mnie najważniejszy punkt programu.

Cóż, że stół wyglądał ładnie, cóż, że balony wisiały w kącie. Cóż, że na torcie pojawiła się wyczekiwana piątka. Jeśli nikt nie złoży życzeń, nie pokaże, że pamiętał. Na szczęście żyjemy w XXI wieku. Moje córki mają wyjątkowe koleżanki, a te z kolei mają bardzo empatyczne matki. Dzięki ich wkładowi, dziewczynki otrzymały nagrania z życzeniami od swoich przyjaciółek, a także ukochanych kuzynów i kuzynek. Mama zmontowała krótki filmik, który zaprezentowaliśmy im na ścianie dzięki rzutnikowi. Ich radość i podekscytowanie były bezcenne. Znaleźliśmy też w skrzynce piękne kartki z życzeniami od przyjaciółki z przedszkola, które jej tato podrzucił w tajemnicy przed dniem urodzin. Wszystko to sprawiło, że kwietniowy wiosenny dzień, mimo trudnej i odmiennej niż co roku, atmosfery stał się pięknym i przepełnionym szczęściem małych serduszek.

  1. Radość, taniec, muzyka

Wielu z nasz czuje się przygnębionych, przytłoczonych w czasach, które nastały.

Pracujemy zdalnie, opiekujemy się w tym samym czasie dziećmi, mamy dodatkowe obowiązki, uczymy się, jak żyć w nowej rzeczywistości. Frustruje nas stan naszego konta, lodówki, gospodarki i słupki pokazujące zachorowania i zgony. Na ten jeden dzień, kiedy to nasze dzieci stają w centrum wydarzeń powinniśmy zapomnieć o wszelkich lękach, obawach, przygnębieniu. Nie dajmy po sobie poznać, że jest coś co zaprząta nasze myśli. Niech będzie głośno, niech będzie radośnie. My urządziliśmy mini disco z ulubionymi przebojami dziewczynek. Wytańczcie wszystkie kumulujące się w Was uczucia: te dobre, ale i te złe. Niech Wasze cztery ściany wypełnią się śmiechem i gwarem.

Jeśli i wy obchodzić będziecie niebawem urodziny swojej pociechy, życzymy Wam, by ten dzień był niezapomniany. Pamiętajcie, że to tylko od Was zależy, jak go przeżyjecie i czy Wasze dziecko zapamięta je jako tylko jeden z dni zamknięcia w domu, czy też może jako pełen magii i rozkosznych wspomnień.

____________________________________________________________________________multirodzice.pl facebook

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj